webinar

Jak tworzyć kursy online, które dobrze się sprzedają i faktycznie czegoś uczą

utworzone przez | Lipiec 2017

Kursy online stają się coraz popularniejszym sposobem zarabiania w internecie. W tym odcinku porozmawiamy o tym, jak tworzyć je lepiej niż konkurencja.

Od pewnego czasu śledzę to, co pisze się w internecie o kursach online i dochodzę do wniosku, że coś tu jest nie tak.

W sieci znajdziesz wiele porad, jaki temat wybrać, jak szukać klientów na kurs, którą platformę wybrać i w jaki sposób obsługiwać płatności. Zaskakująco mało uwagi poświęca się temu, co zrobić, żeby uczestnicy kursu faktycznie czegoś się z niego nauczyli!

A przecież jeżeli taki biznes ma być stabilny, jest to dość istotny element. Jeżeli twoi studenci rzeczywiście zdobędą wiedzę, którą im sprzedajesz, chętnie polecą cię innym i sami wrócą po więcej. Dlatego pomyślałem, że warto zająć się tym tematem.

Mój dzisiejszy rozmówca jest trenerem i coachem, prowadzi też internetową Szkołę Trenerów Biznesu Master Teacher, która ma oficjalną akredytację Polskiego Towarzystwa Trenerów Biznesu. Moim gościem jest Jacek Wolniewicz.

Cześć, Jacku. Co ostatnio czytałeś?

Witam cię, Marku. Parę dni temu przyszła do mnie świeżutka książka pt. Alfabet mitów managerskich. Uwielbiam zagadnienia tego typu. Autorzy też zacni – Sławek Jarmuż i Mirosław Tarasiewicz. Sławka znasz dobrze, był mentorem dla nas obu, gdy mieliśmy zajęcia w szkole trenerów.

Jeszcze nie mogę zbyt wiele powiedzieć na temat tej książki, bo dopiero ją przejrzałem, ale natychmiast po jej otwarciu musiałem zgłębić mit o czymś niezwykle pożądanym w każdej firmie, lecz też z reguły zawalanym na wszystkich frontach, czyli o motywacji. Jak motywować zewnętrznie, jak wewnętrznie, czy kasa napędza do działania, czy nie… Temat jest świetnie opracowany, ale więcej teraz nie zdradzę – myślę, że na moim fanpage’u zamieszczę więcej informacji na ten temat.

Każdy chciałby odkryć w pracowniku ten magiczny przycisk, który sprawia, że nagle zaczyna on pracować jak szalony, lecz nie jest to takie proste.

Ale możliwe. W książce dokładnie opisana została koncepcja Deciego i Ryana, która jest w tej chwili chyba jedyną dobrze zbadaną i udokumentowaną zgodnie ze wszystkimi zasadami badań społecznych teorią motywacji.

Spotkaliśmy się dziś, żeby porozmawiać o skutecznym nauczaniu – jak sprawić, żeby to, co chcemy przekazać ludziom, rzeczywiście do nich trafiało i przynosiło pożądany skutek. Ty jesteś trenerem biznesu, ale temat powinien zainteresować każdego, kto ma jakikolwiek związek ze szkoleniami np. przy wdrażaniu w firmie nowych pracowników lub rozwiązań. Wiem, że ostatnio zająłeś się kursami online – czy jako trener z dużym doświadczeniem na sali trenerskiej, który wie, jak ważne są kontakt i interakcja z uczestnikami, nie masz trochę kaca? Czy twoim zdaniem nie jest to półśrodek?

Gdybyśmy rozmawiali dwa i pół roku temu, to prawdopodobnie ten temat w ogóle by się nie pojawił, bo wtedy brzydziłem się e-learningiem. Jako klasyczny trener pracujący na sali z grupą, z którą można mieć interakcję, uznawałem to za kompletnie bezsensowne narzędzie. Sądziłem, że może się ono doskonale sprawdzać przy przekazywaniu prostych instrukcji i zdobywaniu wiedzy, ale kompletnie nie widziałem zastosowania takich kursów w przypadku szkoleń motywacyjnych lub zmieniających postawy uczestników. Zmieniło się, to kiedy zacząłem głębiej grzebać w temacie i przyjrzałem się badaniom rozwoju branży na świecie.

Forbes w swoim instytucie analitycznym podawał, że ten rynek jest wart 107 miliardów dolarów, w Polsce rośnie ponoć o 17% w skali roku. Dało mi to do myślenia. W poprzedniej firmie prowadziłem też jeden projekt związany z e-learningiem i trochę dotknąłem content marketingu i wszystkiego, co jest pod spodem całego tego procesu. Dowiedziałem się, jak można tym zawiadywać i jaka jest potęga Internetu.

Kiedy połączyłem wszystko, zacząłem się zastanawiać, jak można skutecznie wykorzystać sieć do uczenia i w jaki sposób przenieść moje własne szkolenia trenerów. Ostatecznie właśnie to był pierwszy produkt, który przeniosłem z sukcesem – w tej chwili mam ponad 260 absolwentów, a do czasu, gdy ten odcinek ukaże się online, będzie ich więcej, bo zajęcia są w toku. Wszystkie te osoby przyszły do mnie na kurs online o nazwie Szkoła Trenerów Biznesu. Recenzje były naprawdę bardzo entuzjastyczne, czyli wszystko się udało – potwierdziło się, że możemy przenosić do sieci szkolenia, które wcześniej przeprowadzaliśmy na salach, choć niestety nie odbywa się to zbyt automatycznie.

Wypisałem kilka wad szkoleń online, zobaczmy, w jaki sposób sobie z nimi poradzisz. Pierwsza sprawa – moim zdaniem osoby przerabiające kurs online mają słabszą motywację. Nie ma wokół nich grupy pracującej nad danym tematem, można pracować asynchronicznie, w wybranej przez siebie chwili, którą zawsze można odwlec, gdy żona zawoła na obiad albo dzieci wyciągną do zoo. Wiedza może być odkładana na później, więc trudno jest się zmobilizować.

To prawda. To jest nie tyle wada, co cecha nauczania online, z którą można sobie poradzić. Oczywiście nie da się tego zrobić za każdym razem, bo to też zależy od kupującego. A co można zrobić po stronie przygotowania contentu? Możemy w odpowiedni sposób sprowokować uczestnika do chętniejszego powrotu do kursu.

Ja na przykład bardzo lubię webinary, formę online, takie spotkania w jednej sali. Nie mówię o Live’ach na Facebooku, tylko o platformach webinarowych, które dają więcej możliwości. Jednym kliknięciem możesz puścić prezentację, wideo albo przełączyć się na ankiety, które niezwykle angażują uczestnika.

Warto też przygotować odpowiednie treści, choćby pytania problemowe, którymi można zmusić uczestnika do pomyślenia nad danym zagadnieniem. Z drugiej strony interaktywność polega na tym, że można natychmiast oddać swój głos w ankiecie czy napisać coś na tzw. białej tablicy, którą też można tam udostępnić – dzięki temu inni uczestnicy widzą, co się w danym momencie dzieje.

Gdy zacząłem interesować się szkoleniami online, całość była dość problematyczna pod względem technologicznym – tu zakładało się stronę, tam system mailingowy, wszystko należało połączyć na wielu dziwnych platformach. Dziś w sieci można łatwo znaleźć rozwiązania komplementarne, a ich liczba wciąż rośnie – technologia nie jest żadnym problemem. Wiele osób zaczynających zabierać się za kursy uważa, że to załatwia sprawę. Ja jednak w swoich szkoleniach staram się przekazać wiedzę nt. dobierania treści i samego nauczania.

Czyli tak naprawdę kurs online powinien być nie tylko serią nagrań, lecz zawierać też elementy na żywo, które zaangażują uczestnika?

Powinien, ale wszystko będzie zależało od tego, czego chcesz ludzi nauczyć. Jeśli chcemy przekazać proste proceduralne treści typu „jak nagrać podcast”, będą nas interesować tylko kwestie techniczne – co uczeń powinien mieć i co ma wziąć pod uwagę, jeśli w ogóle chce myśleć o podcaście. Takie zagadnienia można rozwiązać krótką serią e-maili w ramach początkowej fazy naszego kursu, żeby ludzie poczytali i przygotowali się do dalszych treści. Można też zrobić checklistę do zabrania przez uczniów na webinar, na którym będziesz pokazywał już coś bardziej na żywo. W szkoleniach online niezwykle ważne jest, żeby zbudować interaktywność, ale też, żeby dać się poznać i polubić.

W Internecie i szkoleniach online kocham to, że obnażają wszystko w sekundę. To nie papiery tutaj szkolą, tylko ty. To, w jaki sposób będziesz przekazywał swoją wiedzę na ekranie, natychmiast zostanie sprawdzone. Papiery i CV są oczywiście ważne, bo budują wizerunek, ale spotkanie online natychmiast cię obnaża.

Na moje konsultacje przychodzi mnóstwo osób, które biorą się za nagrywanie wideo, bo ktoś im powiedział, że to najlepsza metoda budowania swojej pozycji. To w zasadzie prawda opierająca się na zwykłym modelu czystej ekspozycji, w którym im więcej będą cię widzieć, tym bardziej cię polubią – nic więcej tak naprawdę nie musisz robić. Ale jest jedna podstawowa wada – musisz być w tym wszystkim spójny. Jeśli się pokażesz i będziesz mówił szczerze, to ludzie ci uwierzą, a jeśli nagrania będą sztuczne i wyreżyserowane, to nie. Wielu osobom muszę powiedzieć „słuchaj, wideo to nie jest dobre rozwiązanie dla ciebie, ale masz fajny głos – wykorzystaj to i wejdź może w formę podcastów albo nagrań audio.

Jeśli nagrania będą sztuczne i wyreżyserowane, ludzie ci nie uwierzą Click To Tweet

Zajęcia live, w których uczeń musi uczestniczyć, są też efektem uciekającej okazji – musisz być na tych zajęciach, włożyć jakiś wysiłek, bo odbywają się one w określonym dniu i o określonej godzinie, nie możesz sobie ich otworzyć, kiedy zechcesz. Bardzo ważny jest też dobór treści, czyli przemyślenie tego, w jaki sposób chcemy przekazywać wiedzę. Najpierw musimy zadać sobie pytanie, co ludzie muszą wiedzieć i umieć, żeby zrobić to, czego chcemy ich nauczyć.

Kolejnym krokiem jest analiza własnej wiedzy eksperckiej pod kątem tego, co możemy przekazać. Wiele osób niestety powiela pewne schematy i zdobytą wiedzę, nie będąc ekspertami w danej dziedzinie. To bardzo często wychodzi i można sobie szybko zniszczyć wiarygodność.

Musimy zadać sobie pytanie, co ludzie muszą wiedzieć i umieć, żeby móc działać Click To Tweet
Mówiłeś o różnych formach interakcji – ankietach itp. Wydaje mi się, że dzięki tym narzędziom można osiągnąć interakcję między prowadzącym a uczestnikami, ale w szkoleniach na żywo możesz też skłonić uczestników do pracy w grupach, by wchodzili w interakcje między sobą. W Internecie chyba nie bardzo da się to zrobić na taką skalę.

Są pewne ograniczenia, na pewno nie da się przełożyć tego 1:1. Budowanie zespołów roboczych jest możliwe przy małych grupach do 20 osób – wtedy w systemie webinarowym można stworzyć grupę warsztatową, do której wystarczy słuchawka z mikrofonem – można się ze sobą łączyć i rozmawiać w tym samym czasie. Nie jest to trudne, ale trzeba to przygotować. Mimo wszystko przez takie ograniczenie musimy liczyć się z tym, że ludzie nie będą chcieli do końca uczestniczyć w kursie.

Jak się przed tym bronić? Po pierwsze musisz dać uczestnikom receptę na ich problem. Jeśli będziesz tylko przekazywać suchą wiedzę, wiele osób stwierdzi, że może to samo gdzieś przeczytać, wyszukać w Internecie czy obejrzeć na YouTubie. Ale jeśli w fazie przygotowań wyłapiesz jakiś problem, na który udzielisz odpowiedzi, ludzie będą do końca uczestniczyć w twoim kursie, wiedząc, że treść jest dobrze przygotowana, a na końcu wyjdą z określonym efektem.

Uruchamiam obecnie kurs o dość marketingowej nazwie: Jak stworzyć zyskowny kurs online. Przez „zyskowność” rozumiem, że będzie to twoja unikatowa treść odróżniająca twój kurs od oferty konkurencji, a kończąc szkolenie, wyjdziesz ze swoim gotowym kursem przygotowanym od A do Z. Moje testy i obserwacje wskazują, że gwarantuje to uczestnictwo w kursie.

Pracujesz z osobami, które zaczynają tworzyć swoje kursy online – czego twoim zdaniem brakuje im jako edukatorom? Co robią inaczej, co mogliby poprawić?

Najwięcej błędów polega na nieświadomym powielaniu treści. Zrobiłem niedawno test – wrzuciłem do plagiatora kilka ofert ze stron proponujących kursy. Marek, to, co wyszło, było przerażające – okazało się, że to są kopie kopii.

Najwięcej błędów przy tworzeniu kursów polega na nieświadomym powielaniu treści Click To Tweet

Na kursach uczymy kompetencji: to, co masz wiedzieć, i to, co masz umieć – to najprostsza definicja. Trzeba bardzo umiejętnie rozłożyć na czynniki wszystko, co musimy przekazać uczniowi, a dopiero potem dobierać techniki dostarczenia tej wiedzy: PDF, mail, a może wykład? Trzeba też przemyśleć, jak dostarczymy umiejętności, biorąc pod uwagę ograniczenia: czy uczniowie mają zrobić test, a może przeprowadzisz test na żywo w trakcie webinaru albo wyślesz skrypty do ćwiczeń i poprosisz o informację zwrotną? Wszystko to opracowujemy dopiero potem – najpierw rozkładamy na czynniki pierwsze to, czego chcemy nauczyć, dopiero później dobieramy techniki.

To, co masz wiedzieć, i to, co masz umieć – to najprostsza definicja kompetencji Click To Tweet

Niestety, widzę, że na rynku działa się odwrotnie: „zróbmy kurs wideo, bo mówią, że wideo jest OK”. Tylko czy w tym momencie będzie to adekwatne? Uczę, jak dobierać treść, bo wtedy pięknie wychodzi, czy wiedzy jest za dużo, czy za mało, co jest ważne, a co można pominąć, odłożyć na później lub dać jako bonus.

Czy jesteś w stanie podać receptę na, to kiedy stosować formę tekstową, kiedy wideo, a kiedy audio?

Zawsze na początku proszę wszystkich moich uczestników, żeby stworzyli próbki swoich nagrań audio-wideo. Dla mnie najważniejsze jest to, czy są spójni, czy wyglądają i mówią naturalnie. Jeśli ten element jest zaburzony, u widza włączają się mechanizmy psychologiczne wywołujące wątpliwości. Kompletnie nie słuchamy wtedy treści.

Jeśli chcesz pokazać obsługę programu komputerowego w kursie kompetencji twardych, warto nagrać wideo i pokazać, gdzie i co należy kliknąć. Ale jeśli chcesz przekazać tylko proste instrukcje i procedury, to nie widzę potrzeby robienia wideo na siłę – wystarczy stworzenie infografik z instrukcjami, co ma być po kolei zrobione.

Audio stosuję głównie jako element uzupełniający prezentację – nie nagrywam filmu ze sobą w roli głównej. Są twarde badania mówiące, że im więcej pokazujesz, tym mniej mówisz, a im mniej pokazujesz, tym więcej musisz mówić. Równoczesne pokazywanie, wyświetlanie treści i jeszcze mówienie kompletnie zaburza proces percepcji. Lepiej coś wyświetlić i to opowiedzieć, niż kazać ludziom dodatkowo czytać.

Tu jest podobnie jak z młotkiem – możesz zbudować nim dom, możesz też zrobić nim krzywdę. Są młotki do specjalnych zastosowań – dekarskie czy stolarskie. Musisz wiedzieć, w jakim momencie, który z nich wybrać.

W szkole trenerów uczyliśmy się, że – oprócz zdobycia wiedzy i umiejętności – uczeń powinien też wykształcić w sobie pewną podstawę, by nie tylko wiedział, jak coś zrobić, ale również chciał to zrobić. Do kształtowania postaw często używa się emocji – czy za pomocą szkolenia online można w uczestniku wywołać emocje, które zmienią jego postawę?

Można, ja wykorzystuję to głównie w formach live, webinarowych. Stosuję np. ćwiczenia, w których zmuszam uczestników do myślenia. Nasz mentor nazywał to przeżywką – polega ona na wprowadzeniu ucznia w stan zdziwienia, lekkiego zdenerwowania – trzeba zrobić go w konia, żeby zwątpił w swoje dotychczasowe przekonania. To moment, w którym postawa może zostać otworzona, pojawi się chęć zmiany.

Drugim elementem do wykorzystania online jest efekt. Jeżeli uczeń zrobi coś i zobaczy obiecany efekt, to jego postawa ma szanse się ruszyć. My, jako trenerzy, nie mamy do końca możliwości wzięcia odpowiedzialności za rezultaty. Możemy zrobić wszystko zgodnie ze sztuką, podać uczniom treść tak, żeby ich mózgi ją przefiltrowały, zamiast tylko zapychać pamięć roboczą, ale końcowy efekt i tak leży po drugiej stronie. W każdym razie da się to zrobić, choć to trochę wyższa szkoła jazdy.

Trener może robić wszystko świetnie, ale efekt zależy od drugiej strony Click To Tweet

Otrzymałem informację zwrotną, że wiele osób faktycznie zainspirowało się i stwierdziło, że otworzyłem im pewne obszary do dalszej pracy. Wcześniej nikt nie przenosił szkół trenerów do formy online, bo to się tak naprawdę tłucze na sali. Mimo to okazało się, że da się w taki sposób pracować, więc pozostała tylko kwestia rozwijania.

Siedzisz w szkoleniach biznesowych, sprzedażowych. Czy są tematy, które bardzo trudno jest przenieść na online?

Oczywiście zgłaszają się do mnie ludzie z takimi problemami, ale ja niekoniecznie widzę w tym trudność. Krąży mit, że trenerzy biznesu i modni teraz trenerzy rozwoju osobistego to dwie różne bajki. Nieprawda – to taka sama praca na kompetencjach. Biznes bardziej stawia na efekty, więc mocniej skupiamy się na procesach w organizacjach, ale bez względu na to, czy uczymy człowieka asertywności w biznesie, czy asertywności w domu i zagrodzie, to jest ta sama kompetencja. Wiele osób myśli, że to są dwa światy i nie da się ich przenieść, a to nieprawda.

Asertywność w biznesie czy asertywność w zagrodzie – to ta sama kompetencja Click To Tweet

Jeśli da się coś zidentyfikować i określić jako kompetencję, da się to też przenieść do online. Technologia coraz bardziej nam w tym pomaga – są już pokoje wirtualne dla coachów, można stworzyć pokój, w którym dwie osoby rozmawiają ze sobą w formie awatarów. W medycynie operacje przeprowadza się teraz zdalnie. Przekraczamy pewne bariery, ale oczywiście musimy mieć też świadomość niektórych ograniczeń.

Zachęcam ludzi, żeby zastanowili się, zanim rzucą się w ferwor tworzenia kolejnego kursu online tylko dlatego, że jest na to moda. Jak wejdziemy w Lynda.com czy Udemy, znajdziemy tam tysiące kursów. Nie wiem, czy nie jest to tylko anegdota, ale w 2002 roku podobno pani Weinman, czyli autorka Lynda.com, wydała na swój pierwszy kurs uczący projektowania stron internetowych 100$, czyli równowartość 400 zł. Parę lat temu LinkedIn kupił ten portal za półtora miliarda dolarów.

Nie rozmawiamy więc o czymś, co zniknie. To przyszłość, wszystko przenosi się online. Dlatego nie patrzcie, drodzy Czytelnicy, na to, czy coś jest trudne – wszystko da się przenieść. Skupcie się na rozłożeniu na czynniki pierwsze wiedzy i umiejętności, a dopiero potem zastanawiajcie się, co wziąć do kursu, czego nie wziąć, z jakich technik skorzystać.

Mówiłeś o dość zaawansowanych narzędziach – co byś polecił osobom, które też chciałyby z takich narzędzi korzystać?

Ja jestem cholernie leniwy, irytuje mnie ta cała technologia. Jak kiedyś siadłem, to okazało się, że straciłem tydzień, sprawdzając jakieś opcje, które wciągały mnie w kolejne opcje i inne rozwiązania. Dlatego powiedziałem „stop” i obecnie działam w taki sposób.

Korzystam z usług polskiej firmy ClickMeeting, połączyłem to też z ich systemem e-mailingowym, czyli GetResponse – można to kupić w pakiecie, otrzymując listę mailingową i webinary. I to wystarczy. Rozwiązania finansowe są różne w zależności od potrzeb. Facebook Live’y i rozwiązania oparte na Google Hangouts mają opóźnienia, przez co ta interakcja jest słaba. Tutaj opóźnienia są niezauważalne.

Jeśli chodzi o publikowanie kursów, korzystam z WordPressa – jak większość z nas. To najplastyczniejsza forma, choć oczywiście ma pewne wady związane z tym, że jest publiczna, więc trzeba dbać o bezpieczeństwo. W kwestii budowania strony lądowania i jej obsługi – korzystam z rozwiązań OptimizePress oraz z kilku templatek, które mam kupione do WordPressa.

Przy podpinaniu sprzedaży korzystam z BaseLinkera, który mi przepina wszystkie dane do systemu fakturowania, Fakturownia.pl pod tym chodzi. To są komercyjne rzeczy.

Jeśli chodzi o nagrywanie wideo, to korzystam albo ze swojej lustrzanki Nikona, albo z iPhone’a, który ma dobrą optykę. Apple’owcom podam od razu jeden myk – jeśli nagrywacie, korzystajcie z tylnej kamery. To stwarza pewien problem, bo nie widać ekranu, więc jeśli macie dodatkowo MacBooka, możecie za ok. 10€ ściągnąć program Reflector, który strumieniowo prześle Wam obraz z kamery na podgląd w MacBooku, żeby widzieć to samo, co kamera.

Dobre! Bo kamera z tyłu iPhone’a jest lepsza, ma lepszą optykę. Zastanawiałem się, jak to zrobić – dzięki za podpowiedź.

Jeśli chodzi o kwestie montażowe – korzystam ze Screencast-O-Matic – licencja kosztuje 15$ rocznie, a to jest program obsługujący wszystkie najważniejsze elementy – nagrywanie ekranu w wersji ze swoją główką, bez główki czy fragment z pokazanym kursorem, podstawowa edycja ścieżki dźwiękowej, dodawanie efektów przejść, przenikań, wklejanie napisów, zdjęć, wmontowywanie filmu w film… Co ważne, efektem nie są ogromne pliki wideo, które trzeba przecież gdzieś potem wyeksportować – polecam. Czasem korzystam też z innych programów, np. iMovie.

Teraz korzystam z Camtasii, która wszystko mi załatwia, ale kiedyś używałem Screencast-O-Matic – on jest też dostępny w wersji darmowej, tylko wtedy dodaje się logo programu.

Tak, jest też ograniczenie do 15 minut nagrania, ale płatna wersja to żadne pieniądze. Przy Camtasii wkurzyłem się, jak miał być upgrade do nowej wersji i okazało się, że nie kosztuje już ona 100$, tylko 300$. Uznałem, że nie jest mi to potrzebne, więc zrezygnowałem z tego programu. Ale Camtasia ma jeden plus – można wprowadzić formę interaktywności w filmie – ankiety, chyba nawet przyciski.

Jeszcze tylko Vimeo jako hosting, Google DriveDropbox jako serwisy, Amazon S3 do hostowania – to wszystko, z czego korzystam. Denerwuje mnie przesyt technologicznych rozwiązań.

Osoby siedzące w temacie wiedzą, że to, co wymieniłeś, to minimum. Ale jeśli ktoś chciałby w to wejść i usłyszał taką listę, to byłaby długa litania, bo jednak każde z tych narzędzi robi swój kawałek roboty, którą trzeba wykonać.

No i jest jeszcze audio, bo m.in. przez ciebie zostałem zainspirowany do nagrywania podcastów. Zoom H2n, czyli rejestrator, już czeka. No i program do montażu – dobre jest Audacity. I to wszystko. Oczywiście są jeszcze systemy sprzedażowe, marketingowe – to już jest nieco inna rozmowa na inny podcast. Tworzenie PDF-ów też jest dzisiaj proste.

Gdyby któryś z naszych słuchaczy chciał lepiej docierać do swoich klientów – zmieniać ich postawę, łatwiej i skuteczniej przeprowadzać ich z punktu A do B, sprawiać, by przekazywane treści zostawały im w głowie, żeby umieli wykonać to, czego ich uczy – co powinien zrobić takiego, co da się wykonać szybko i łatwo, ale przyniesie widoczny rezultat?

Weźmy za przykład szkolenie z asertywności. Po pierwsze musimy to rozbić na dwa elementy: co ma wiedzieć osoba, która ma się zachowywać asertywnie, i co ma umieć ta osoba. Musimy sami mieć wiedzę w tym zakresie, bo będziemy selekcjonować treści. Nagle się okaże, że tak naprawdę uczeń nie musi nic wiedzieć o asertywności, teoria nie ma większego znaczenia. Trzeba przeprowadzić ćwiczenia.

Tworzymy listę, wychodzi nam np. 10–15 ćwiczeń. A potem zastanawiamy się, które z nich są najważniejsze, a które można pominąć lub odłożyć na inny kurs. Dopiero po tym etapie rozważamy, czy nagrać instrukcję, czy ją napisać. Jeśli nagrać, to czy wideo, czy audio. Rozkładamy kompetencję: co uczeń ma wiedzieć i co ma umieć. Budujemy listę, a jak to zrobimy, zacznie układać się cała struktura.

W taki sposób od samego początku buduje się cele kursu, które później będą trzymać nas jak latarnia morska, żebyśmy nie mieli pokus odpływania w kolejne podtematy. A z drugiej strony będziemy mogli sami porządkować sobie strukturę.

Wielkie dzięki.

Dzięki bardzo, Marku.

Jaki był najlepszy kurs online, w którym uczestniczyłeś? Co ci się w nim podobało?

A może masz jakieś kiepskie doświadczenia? Dlaczego?

Słuchaj podcastu MWF w telefonie

Przydatne linki:

Oceń podcast Mała Wielka Firma w iTunes


Nie masz sprzętu Apple? Nie szkodzi! Możesz zainstalować iTunes na Windows i dodać swoją recenzję.

Chcesz wiedzieć jako pierwszy o nowych odcinkach podcastu? Zapisz się »

Shares
Share This