Jak znaleźć pomysł na biznes? Własna firma wcale nie musi być oparta na pasji założyciela

8 lipca 2019

Są osoby, które bardzo wcześnie orientują się, czego chcą od życia. Michał Anioł podobno już od dziecka marzył o tym, żeby zostać rzeźbiarzem. Inni odkrywają swoje powołanie w szkole średniej albo na studiach.

Ale są jeszcze co najmniej dwie grupy.

Niektórzy nie odkryli w sobie żadnego szczególnego talentu ani pasji. Nie pasuje im praca u kogoś i chcieliby założyć własną firmę, ale nie mogą się zdecydować, czym ta firma miałaby się zajmować.

Inni mają taki problem, że są dobrzy w wielu dziedzinach. Ciężko im zdecydować, którą z nich wybrać, bo nie chcą rezygnować z pozostałych.

Jak znaleźć swój pomysł na biznes? W tym odcinku zapytałem o to słuchaczy Małej Wielkiej Firmy.

Weź udział w kolejnych odcinkach Małej Wielkiej Firmy na żywo!

Prezent dla Ciebie

Zapisz się na newsletter MWF i zdobądź dostęp do wielu dodatkowych materiałów, m.in. e‑booka Agaty Dutkowskiej 50 świeżych pomysłów na biznes.

W tym odcinku

  • Skąd wziąć pomysł na własną firmę?
  • Gdzie szukać inspiracji dla własnej działalności?
  • Jak wykorzystać różne doświadczenia w biznesie?

Oceń ten odcinek

Jak znaleźć pomysł na biznes? Własna firma wcale nie musi być oparta na pasji założyciela
5 (100%) 8 ocen(y)

Dodaj komentarz

Przydatne linki

Podcast do czytania – transkrypcja odcinka

Jak znalazłeś swój pomysł na biznes?

Piotr: Skończyłem dobre studia na kierunku lotnictwo i kosmonautyka, 700 km od mojego miejsca zamieszkania. Pracowałem na etacie, ale uznałem, że to nie dla mnie. To były odtwórcze zajęcia, poprawianie kolegów z Zachodu. Wypaliłem się. Chciałem tworzyć.

Jestem osobą wierzącą i pytam Boga, co mam robić. Poznałem różnych fotografów, to mi się spodobało. Dzisiaj, po półtora roku od rzucenia etatu, robię zdjęcia i filmy – głównie ślubne i reklamowe dla firm. Mam własną firmę thisday.pl. Co miesiąc robię też filmy ewangelizacyjne na dominikanie.pl. Chciałem robić coś, co służy innym ludziom.

Skończyłeś dobre studia, ale robisz coś zupełnie innego. Jak zareagowała rodzina? Czy wiedza ze studiów w jakikolwiek sposób ci się przydaje?

Studia nauczyły mnie optymalizacji. W inżynierii lotniczej optymalizacja to najważniejsza gałąź obok techniki. Przekładam to na biznes, stosując filozofię Kaizen.

W moim domu był nieufny stosunek względem prywaciarzy. Ciągle myślałem, że warto mieć etat, szczególnie że moja żona była w ciąży podczas zakładania własnej firmy. Dlatego budowałem biznes powoli. Nie zaczynałem od zera – zdobywałem doświadczenia, pracując u kolegi. Dostałem też dotację.

Mam zlecenia do końca roku i na część przyszłego. Ludzie mówią, że jestem dobry w tym, co robię. Twórczość mnie napędza.

Nawet jeżeli twój pomysł na biznes nie ma nic wspólnego z wykształceniem, możesz wyciągnąć z coś wartościowego z lat spędzonych w szkole czy na studiach.

Jak kolejny słuchacz znalazł biznes dla siebie?

Paweł: Drugiego lipca mija rok odkąd rozstałem się z korporacją po 15 latach. Zajmowałem prestiżowe stanowisko, bo byłem managerem zespołów sprzedażowych. Pracowałem w bankach na odpowiedzialnych stanowiskach. Zdecydowałem się zmienić pracę na bardziej twórczą. Chciałem pomagać większej liczbie osób, na większą skalę.

Od roku prowadzę swojego bloga finansowego jakfinansowac.pl. Zajmuję się też konsultingiem biznesowym – pomagam średnim przedsiębiorcom, małym firmom pozyskiwać środki finansowe na rozwój czy projekty. Udzielam konsultacji online. Pomagam dostać dofinansowania. Łączę twórczość blogową z działalnością konsultingową.

Jak przygotowałeś się do tego finansowo?

Zanim rzuciłem etat, długo się zastanawiałem. Szukałem inspiracji, motywacji i sposobów. Dzięki Małej Wielkiej Firmie miałem mnóstwo inspiracji. Słuchałem też namiętnie Michała Szafrańskiego, który pokazał mi jak to zrobić mądrze. Dzięki temu zbudowałem strategię – jak przygotować się finansowo. Zajęło mi to 3-4 lata. Musiałem przyszykować się na 12 miesięcy bez przychodu. Kiedy byłem już gotowy, wystartowałem. Po kilku miesiącach zaczęły pojawiać się przychody.

Jak odkryłeś, że blog jest platformą, która najbardziej ci pasuje?

Zrobiłem test StrengthsFinder, który pozwolił mi zdiagnozować swoje mocne i słabe strony. Zawsze miałem dryg do dzielenia się informacjami. Pracując w firmie, udzielałem koleżeńskich konsultacji.

Za pisanie zabrałem się solidnie. Okazuje się, że to jest rzecz, która bardzo mi się spodobała. Odnajduję się w niej.

Sam zauważyłeś, że lubisz pomagać i udzielać konsultacji, czy ktoś cię nakierował?

Kilka osób dziękowało mi za pomysły, które im podsuwałem. Pojawiały się takie głosy. Odnajdowałem też wiele podobieństw własnej drogi z drogą Michała Szafrańskiego. To mnie naprowadzało na kierunek, w którym chcę iść.

Jak wybraliście swój pomysł na biznes? Co wami kierowało?

Kuba: Produkuję zawieszki zapachowe w kształcie żagli do windsurfingu. Najważniejsze jest to, żebyśmy robili to, co lubimy. Połączyć hobby i pasję z prowadzeniem działalności.

Rozumiem, że przeszkadzał ci nieprzyjemny zapach i postanowiłeś coś z nim zrobić? [śmiech].

Od zawsze lubiłem sporty wodne – windsurfing, kitesurfing. Chciałem mieć zawieszkę zapachową w tym kształcie. Stwierdziłem, że samemu ją zrobię, ponieważ nie mogłem takowej znaleźć Sprzedaję je od kilku lat na całym świecie.

Dlaczego akurat zawieszki zapachowe?

Nie było tego. Koszulek, breloczków, gadżetów jest mnóstwo, a zawieszek nie było. Jestem też fanem motoryzacji i lubiłem gadżety. Chciałem coś takiego mieć.

Produkcja to często ciekawy biznes, bo jest tam wiele technicznych detali. Jak wszedłeś w tę branżę?

Metodą prób i błędów. Sprawdziłem kilka fabryk. Mamy w Polsce dobrze radzące sobie firmy. Moja współpraca z pierwszą fabryką to był klapa – zawieszki produkowali dwa miesiące, a one pachniały dwa dni. Od jakiegoś czasu produkuję w innej fabryce. Mamy też inne zamówienia od klientów. Zaczęło się od typowego hobby – windsurfing, kitesurfing, a teraz wykonujemy zlecenia pod klientów.

Jak szukasz klientów?

Nie szukam klientów. Mam kilka innych biznesów i ze wszystkimi działam bardzo podobnie. Robię stronę internetową, która wisi i klienci sami znajdują mnie organicznie. Czasami wrzucam coś na media społecznościowe. Moje biznesy działają w mikroskali. Jest to jednoosobowa działalność gospodarcza.

Wszystko, czym się zajmuję jest związane z pasją. Mam mikrostolarnię, gdzie weekendami robię ekspozytory. Zacząłem je tworzyć, kiedy zacząłem samemu potrzebować ekspozytorów do sklepów na zawieszki. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na biznes, niech pomyśli co lubi robić, jakie jest jego hobby i spróbuje to jakoś przekuć w dochód.

Gdzie znaleźć twoje zawieszki?

Na stronie swiatzawieszek.pl albo freshwindsurfing.com.

Kuba zachęca do pójścia za pasją, ale ostrzegam, że to nie zawsze jest dobry pomysł. Kiedy człowiek nastawi się na monetyzowanie pasji, to może stracić cały zapał, który jej towarzyszył. Była o tym mowa w odcinku MWF z Patem Flynnem.

Posłuchajmy teraz, jak znalazł swój pomysł na biznes Dariusz i czy ten pomysł okazał się trafiony.

Dariusz: Po 5 latach działalności zaczynamy widzieć zyski. Mój pomysł jest stworzony z pasji do miksowania koktajli, rzucania butelkami. Działam w branży weselnej i eventowej, czyli od drink barów na weselach poprzez pokazy barmańskie, miksowanie koktajli na różnego rodzaju imprezach firmowych.

Czy 5 lat czekania na zyski to nie za długo przy działalności usługowej?

Trochę to trwało, bo wszystko postawiłem na jedną kartę. Nie ukończyłem studiów. Polubiłem miksowanie koktajli pracując w gastronomii we Wrocławiu. Trafiłem potem do branży eventowej, pracując u przyjaciela w Trójmieście. Widziałem w tym dochodowy temat.

Pięć lat temu stworzyłem własną firmę oryginalnybar.pl. Zacząłem budować ją od podstaw. Brak mi było doświadczenia finansowego, marketingowego. Sam się uczyłem. Musiało minąć trochę czasu, aby dochód dawał poczucie bezpieczeństwa. Dużo zainwestowałem i rozwijałem firmę. Michał Sadowski mówił u ciebie, że wiele firm po 5 latach zobaczyło pierwsze pieniądze na czysto. Uwierzyłem w te słowa.

Jak wytrzymałeś te 5 lat? Nie miałeś poczucia zwątpienia?

Wielokrotnie miałem ochotę się poddać. Pasja i chęć osiągnięcia czegoś dla siebie dawała mi mnóstwo motywacji. Żona i rodzina mnie wspierali. Pasja napędza to wszystko. Najważniejsze jest spełniać swoje marzenia i zarabiać przy tym.

Co cię kręci w tej branży najbardziej?

To nie jest łatwe. Gości przy barze są różni. Satysfakcja gości, którzy doceniają tą pracę, wynagradza wszystko. Barmani w Polsce są niedoceniani, uważani za nalewaczy piwa. Staramy się promować kulturę picia koktajli i celebrowania tych chwil. Jest to nisza w Polsce, bo nie każdy zdaje sobie sprawę, że może zamówić barmana na wesele czy imprezę firmową.

Kiedy wykonam dobry pokaz i goście są zadowoleni, to daje mi radość. Cała branża gastronomiczna służy temu, aby pokazywać gościnność. Czasami jeden uśmiech gościa przy barze daje motywację do działania.

Czas na Mariusza – jak znalazłeś własny pomysł na biznes?

Mariusz: Pracowałem od 17 roku życia. Zacząłem od pracy za granicą i przekonałem się, że tak nie chcę. Chciałem rozwijać karierę w Polsce. Zacząłem od etatu. Po paru latach pracy dostałem możliwość otworzenia własnej firmy. Nabierając doświadczenia na etacie, mogłem powoli rozwijać swoją działalność.

Co to znaczy, że dostałeś możliwość otworzenia firmy?

Firma, w której pracowałem, działała już długo na rynku. Szef powiedział, że nie widzi szans na sukcesję. Biznes nie będzie rozwijany przez jego syna. Myślał o zamknięciu działalności i przejściu na emeryturę. To była perspektywa 3-4 lat. Poprosił mnie o zostanie z nim do końca i zapowiedział, że nie będzie stał na przeszkodzie, gdybym chciał prowadzić swoją działalność.

Czyli szef był jednocześnie twoim mentorem?

To wiązało się z zaangażowaniem czasowym. Jak zaczynałem działalność, były to usługi poligraficzne, DTP, trochę marketing. Pomagałem firmom wchodzić w internet. Po kryzysie w obszarach poligrafii i marketingu przebranżowiłem się. Jedna z firm, dla której wykonywałem zadania, dała mi propozycję, aby przejść do branży budowlanej, dokładnie ogrodzeniowej.

Czyli nie szedłeś za pasją, tylko za potrzebami klientów, tak?

To był moment, kiedy ta branża mocno się rozwijała. Wchodziły nowe produkty i nowe rozwiązania na rynek ogrodzeniowy. Zobaczyłem szansę na szybki rozwój firmy, który będzie generował lepszy zysk. Było to nowe wyzwanie. Musiałem stać się bardziej handlowcem, ponieważ w pierwszej kolejności trzeba było zająć się dystrybucją.

Zaczęliśmy sprzedawać produkty budowlane na Allegro. Nikt wtedy tego nie robił. W jednym odcinku twojego podcastu Paweł Mielczarek mówił o takim wykorzystaniu Allegro. My robiliśmy dokładnie to samo. Sprzedawaliśmy rzeczy, których pozornie nie dało się sprzedawać na odległość. Technologia spowodowała, że łatwo mogliśmy wymieniać się informacjami odnośnie parametrów, przygotować wycenę, dostawę. Udało się to pociągnąć.

Mamy tu zupełnie inne podejście. Mariusz szedł za kolejnymi okazjami, które się przed nim otwierały. Jeśli coś robisz, obracasz się wśród innych ludzi i oni widzą, że wykonujesz dobrą robotę, to pojawia się wiele możliwości.

A jak swój pomysł na biznes znalazł Tomek?

Tomasz: W moim pomyśle jest ciągle kilka niewiadomych. Jestem lekarzem, który wciąż praktykuje, pracuję zawodowo. Nie wszystko można usłyszeć podczas jednej wizyty u lekarza, ponieważ ma ona określone ramy czasowe. Stwierdziłem, że stworzę platformę edukacyjną. To, czego nie jestem w stanie przekazać podczas wizyty, pacjent będzie mógł znaleźć na tej platformie.

Staję się powoli blogerem. Staram się uzupełniać informacje dla moich pacjentów na stronie internetowej. Jeszcze dziś nie wiem, czy będzie to biznes przynoszący dochód, bo dopiero się uczę i przygotowuję materiały. Będę się starał również skorzystać z platformy do tworzenia kursów online.

Jaki masz pomysł na monetyzowanie tego bloga? Chcesz sprzedawać kursy, ebooki, webinary, indywidualne konsultacje?

Myślę, że będą to kursy. Narzędzia do tworzenia i hostowania kursów są bardzo dobre. Podglądam twój kurs i uczę się z niego. Webinary, które odbywają się na mojej platformie lub artykuły, które publikowałem, są dostępne dla wszystkich bez ograniczeń. Mają charakter edukacyjny. Uważam, że jest to nam wszystkim bardzo potrzebne.

Kosztem osiągania sukcesów czasami jest zdrowie. Staram się dotrzeć z tą informacją do jak największej rzeszy. Zwróć się ku zdrowiu, czyli www.turn-fit.com. Mam nadzieję, że uda się znaleźć narzędzia do monetyzacji. Na razie jest to uzupełnienie mojej pracy zawodowej.

Tomek nie jest pierwszym przedstawicielem zawodów, które były i są uznawane za pewne i spokojne, a które mocno się zmieniają. Lekarze i prawnicy coraz częściej wychodzą poza ramy przychodni czy kancelarii, w których pracują. Takie osoby często czują powołanie, aby wyjaśniać trudne tematy prostym, przyjaznym językiem. Każdy z nas może na tym skorzystać.

Teraz zapytam Andrzeja: jak znalazłeś swój pomysł na biznes?

Andrzej: Na początku prowadziłem sklep stacjonarny z naturalnymi kosmetykami. Już drugi rok nabieram odwagi i mam też raczkującą stronę internetową. Zachęcili mnie klienci ze sklepu stacjonarnego. Największą wartością, jaką mam jest doradztwo i umiejętność odnalezienia właściwej rzeczy, która w danej sytuacji może pomóc.

Długo pracowałem w pewnej sieci polskich sklepów RTV, ale zniechęciłem się cross-sellingiem. Znałem się świetnie na sprzęcie. Przykładałem dużą wagę do dobierania ludziom sprzętu na miarę ich możliwości. W dużej firmie ważna jest jednak sprzedaż. Nie zawsze byłem przekonany do produktów, który należało sugerować klientom. Dlatego wyniosłem się stamtąd.

Zainspirowany przez moją kochaną żonę i siostrę otworzyłem ten kosmetyczny biznes. Będę dążyć do tego, aby zacząć o tym pisać. Zainspirowali mnie ludzie. Wiele twoich podcastów zmotywowało mnie do przelewania swoich myśli na papier i słowo mówione.

Sprzęt elektroniczny i naturalne kosmetyki to zupełnie różne dziedziny. Mówisz, że odnajdujesz się najlepiej w doradztwie. Skąd bierzesz wiedzę, która jest ci potrzebna w tej chwili?

Bezpośrednio rozmawiam z producentami. Są rozpoznawalne brandy na rynku ekokosmetyków, ale jest kilka rzemieślniczych perełek. Rozmawiam wtedy bezpośrednio z osobą, która je wytwarza i testuje. Zanim taki człowiek wprowadzi produkt na rynek, testuje go przez pół roku. To mi daje wiedzę o sposobie jego powstawania.

Poza dobrem, które niesie produkt sam w sobie, staram się przekazywać ideę produktu. Ogromną skarbnicą wiedzy są mali producenci. Nie wszystko są w stanie napisać na etykiecie. Są kosmetyki, które zastosowalibyśmy w jednym celu, czytając opis na opakowaniu. Jednak znając różne patenty i dzieląc się nimi, można zwiększyć liczbę zainteresowanych klientów. Satysfakcja, która płynie z tego, że znalazłem rozwiązanie idealne, jest wspaniała.

Choć Andrzej zmienił branżę, jego praca cały czas opiera się na tym, że lubi pomagać ludziom. Takie osoby świetnie odnajdują się w roli sprzedawców – doradców. Cechę „lubię pomagać ludziom” można przełożyć na wiele różnych zajęć. Można być sprzedawcą, ale także pracować w organizacji pozarządowej, być strażakiem albo otworzyć własny biznes.

A jak pomysł na własną firmę znalazła Marta?

Marta: Rok temu zaczęłam realizować mój pomysł na biznes. Odeszłam z firmy z branży leasingowej, którą bardzo lubiłam. Teraz prowadzę szkolenia. Mój pomysł na biznes ma dwie nogi. Pierwsza noga jest stacjonarna, gdzie szkolę szefów – pokazuję, jak lepiej zarządzać zespołami. Pomagam rozwiązywać proste problemy.

Wydaje mi się, że szkolenie szefów to ciężki temat, bo szef często „wie lepiej”. Skąd ten pomysł?

W poprzedniej firmie się tym zajmowałam. Odkryłam tę niszę 7 lat temu. W momencie awansu wiele osób dochodzi do wniosku: „Jestem szefem, muszę wiedzieć wszystko”. Wymagają od siebie wiele, zapominając, że jest to nowy zestaw umiejętności. Ja sama również awansowałam i oczekiwałam, że następnego dnia będę wymiatać. Popełniałam dużo błędów. Pomyślałam, że chcę szkolić szefów. Nie jest to zależne od branży. Pomagam wielu osobom, przenosząc na nie doświadczenia innych.

Jak duże są grupy, które szkolisz?

Najczęściej szefowie szkoleni są indywidualnie. Często musimy przepracować zwolnienie blokad wewnętrznych – mam prawo się uczyć, mam prawo poznać lepiej swoich ludzi. To są super osoby, które chcą się rozwijać. Ja się uczę od nich, oni ode mnie. Potem przenosimy to na zespoły.

W zespołach jestem budowniczym mostów porozumienia. Pracujemy nad komunikacją. Jestem certyfikowanym trenerem metodologii FRIS, która bada style myślenia. Można to porównać do testu Gallupa. FRIS odpowiada na pytanie, w jaki sposób najlepiej ci się myśli. Chcemy wiedzieć kto jaką wartość wnosi do zespołu. Dzielę się też wiedzą u siebie na www.martosfera.pl.

Kolejny przedsiębiorca i kolejny pomysł na biznes.

Robert: Jestem jedynym w Polsce trenerem fotogeniczności. Nie każdego da się nauczyć od razu. Niektórzy potrzebują wielu kroków.

Twój pomysł jest bardzo oryginalny. Skąd go wziąłeś?

W 1997 roku zacząłem filmować śluby i robić zdjęcia. Mimo że była tam parę młodych ludzi, atrakcyjnych, fajnie ubranych, efekty nie zawsze były zadowalające. Musiałem się nauczyć jak szybko sprawić, aby ludzie dobrze wyglądali na zdjęciach.

W okolicach 2011 roku otarłem się o neurolingwistykę (NLP) i pracę z emocjami. Łączyłem te tematy. To, od czego zależy fotogeniczność, jest w neuronaukach, w psychologii pozytywnej. Osoba przed obiektywem pozwala nam się fotografować, to nie fotograf jest głównym sprawcą.

Chyba każdy klient oczekuje od fotografa, że wyciągnie z niego na zdjęciach to co najlepsze. Jak uwierzyłeś, że ludzie będą skłonni zapłacić ekstra za twoją usługę?

Coraz więcej ludzi uważa się za niefotogenicznych. Fotografowie powinni mieć taką umiejętność, ale wielu z nich chce robić tylko fajne zdjęcia – od niektórych z nich słyszę, że ktoś może nie nadawać się do pozowania.

W zeszłym roku udało mi się opakować trening fotogeniczności w proces grupowy. Przygotowałem ćwiczenia i mam na koncie kilka treningów. Pokazuję ludziom na czym polega fotogeniczność. Dla jednych to jest dar, a dla innych umiejętność. Gdy ludzie mówią, że są niefotogeniczni, to źle czują się przed obiektywem, a my chcemy pokazać ich najlepsze emocje.

Kiedy wybierzemy jedno zdjęcie z tysiąca, to sprawczość jest po stronie fotografa. To on zrobił dobre zdjęcie. W podświadomości zostaje informacja, że udało się tylko to jedno. W dobie selfie jest podobnie. Odwołanie do badań naukowych pokazuje, że praca z własnymi emocjami przed fotografowaniem i wyciszenie powoduje, że zdjęcia są lepsze.

W dzisiejszych czasach sfera wizualna jest bardzo ważna. Otwiera się więc pole dla biznesów takich jak ten stworzony przez Roberta.

Na koniec posłuchajmy jeszcze, jak swój pomysł na biznes znalazła Magda.

Magda: Moja firma od 25 lat prowadzi sklep stacjonarny ze zdrową żywnością. Ja otworzyłam sklep zielarski www.zdrowarodzina.eu i sklep na Allegro. Stworzyłam też swój drugi sklep ze zdrową żywnością. Miałam go rok, ale chyba zabrakło mi chęci i zapału. Dzisiaj po roku zamknęłam sklep. Za szybko się poddałam. Żałuję strasznie. Moja konkurencja była na tym samym poziomie, gdy zaczynaliśmy. Dziś idzie im dobrze.

Pomysł to jedno, a wykonanie to drugie?

Trzeba było zacząć od Facebooka, Instagrama, LinkedIn. Wgłębiać się w to i dopiero ruszyć. Dużo osób popełnia ten błąd co ja – mają wszystko na swojej głowie. Wszystko robią sami. Mnie to zgubiło.

Czy wejście w biznes rodzinny oceniasz jako dobrą decyzję?

Dziesięć lat temu na dwa lata wyleciałam do Anglii. Pracowałam tam na etacie. Stwierdziłam, że tak nie potrafię, źle się czułam. Wpadłam więc na pomysł otworzenia sklepu internetowego z asortymentem, który mieli moi rodzice w sklepie stacjonarnym. Tę tematykę wyssałam z mlekiem matki. Wgłębiałam się w to. Rodzice to we mnie zaszczepili. Zawsze chciałam mieć coś swojego. Miałam wrażenie, że na etacie się uduszę. Chciałam robić coś dla siebie, nie dla kogoś.

Jak widać, pomysły na biznes można czerpać z bardzo różnych źródeł. Magda postanowiła kontynuować rodzinne tradycje handlowe, ale zrobiła to na swój sposób – w internecie. Mieliśmy też przykłady osób, które podążały za swoją pasją, za dynamicznie rozwijającym się rynkiem, opierały się na własnych doświadczeniach z wcześniejszej pracy na etacie albo szukały czegoś zupełnie nowego. Mam nadzieję, że te historie będą dla was inspiracją!