Chcesz zwiększyć pewność siebie i poczucie własnej wartości? Dobre ubranie może zdziałać cuda

13 sierpnia 2018

Opowiem ci o dniu, kiedy po raz pierwszy w życiu stwierdziłem, że nie mam się w co ubrać.

Niedługo po tym, jak otworzyłem własną działalność, pojawiła się szansa na poważne zlecenie. Pewna prywatna klinika z Wrocławia szukała kogoś, kto przygotuje dla niej strategię marketingową. Działałem w innej branży, ale moje dochody były na tyle mizerne, że nie zamierzałem odpuścić takiej okazji.

Telefonicznie umówiliśmy się na spotkanie następnego dnia… i wtedy pojawił się problem, bo w mojej szafie nie było prawie nic poza dżinsami i T-shirtami.

W końcu wcisnąłem się w garnitur i buty, kupione jeszcze przed egzaminami na studia, a od kolegi pożyczyłem krawat. Czułem się równie komfortowo, jak wegetarianin, który idzie na rozmowę o pracę do zakładów mięsnych.

Zlecenia nie dostałem. Nie wiem czy w innym stroju poszłoby mi lepiej, ale przynajmniej czegoś się nauczyłem. Ubranie wpływa nie tylko na to, jak odbierają cię inni. Zmienia też bardzo mocno twoje samopoczucie i pewność siebie.

Postanowiłem porozmawiać na ten temat z człowiekiem, który przekonuje, że moda męska to nic strasznego. Na swoim blogu i kanale na YouTubie podpowiada panom, jak wyglądać elegancko. Od lat mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie stworzył własną markę akcesoriów odzieżowych Men’s Finest, a nazywa się Michał Frąckowiak.

Prezent dla Ciebie

Podaj adres e-mail, a wyślę Ci listę rzeczy, które każdy mężczyzna powinien mieć w swojej szafie przygotowaną przez Michała Frąckowiaka.

W tym odcinku

  • Czy podejście do stylu i mody w Polsce jest inne niż w Anglii?
  • Czym różnią się drogie ubrania od tanich i czy warto w nie inwestować?
  • Kiedy jest dobry moment w życiu, żeby zacząć kupować ubrania szyte na miarę?
  • Jak dobrze wyglądać, nie dysponując dużym budżetem?
  • Jakie ubrania są niezbędne, żeby wyglądać dobrze na co dzień?
  • Jak Michał działa na Alexie i jakie są z tego korzyści?

Gość odcinka

Michał Frąckowiak

Michał Frąckowiak

Osobisty stylista, pomaga mężczyznom dobrze się ubierać. Założyciel firmy Men’s Finest, która produkuje poszetki i muszki.

MensFinest.co.uk

Przydatne linki

Polecana książka

Mike Michalowicz
Po pierwsze: zysk

 Kup tę książkę

 Więcej książek

Podcast do czytania – transkrypcja odcinka

Cześć Michał.

Cześć.

Powiedz, co ostatnio czytałeś?

Generalnie mam tak, że nie czytam, bo jak jestem już w domu, to poświęcam ten czas na inne rzeczy, ale jak jeżdżę samochodem, to dużo czytam, a właściwie słucham audiobooków – bo czytać i jeździć jednocześnie, to nie jest dobry pomysł. Ostatnio słuchałem fajnego audiobooka, jego autor nazywa się Mike Michalowicz, chyba jest polskiego pochodzenia, ale jest z USA, a jego książka nazywa się Profit first [w wersji polskiej: Po pierwsze: zysk] – ta książka jest fenomenalna. Zmieniła moje myślenie i myślę, że jest w stanie zmienić myślenie dużej ilości małych przedsiębiorców. Jeśli masz miesięcznie 5, 10, 15 tysięcy przychodu, to pomyśl, gdzie ta kasa ląduje – na firmowym koncie? A później musisz myśleć, ile idzie na podatek, ile na jakieś inne wydatki, a Mike zrobił fajny podział na to, co, gdzie i jak ma iść, na jakie konta masz patrzeć, na jakie nie. Myślę, że to super ciekawa lektura dla wszystkich przedsiębiorstw, w których pracują dwie-trzy osoby albo mały team, bo są tam rady, co zrobić, by zawsze mieć hajs. Polecam.

To jest podobny temat jak w książce Growing pains. To książka, którą osobiście sam ostatnio czytałem i tam jest mowa o tym, czym różni się mała firma od koncernu albo, inaczej mówiąc, co mała firma powinna zmienić, żeby stać się koncernem. Małe firmy patrzą na przychód, bo wychodzą z założenia, że jak jest przychód, to będzie i zysk. Przychód urośnie, to zysk również, a wcale tak nie jest.

To otwiera dużo takich tematów, którymi przedsiębiorcy nie za bardzo się interesują. Jak się ktoś zapyta: „jakie masz wydatki na reklamę?”, to mniej więcej wiesz, ale nie konkretnie, a ta książka fajnie układa niektóre rzeczy w głowie.

Super, przeczytam na pewno. Spotkaliśmy się dzisiaj, żeby porozmawiać o ciuchach – jak to faceci się spotykają, żony wyjechały, więc można porozmawiać o ciuchach [śmiech].

[Śmiech] Says no one never, ale niech będzie.

Jesteś człowiekiem, który pomaga facetom dobrze wyglądać. Pytanie pierwsze, otwierające, generalne i podstawowe: co to znaczy dobrze ubrany facet? Działasz na rynku brytyjskim, ale jesteś Polakiem i polski rynek też znasz, więc jak to wygląda w Wielkiej Brytanii, a jak w Polsce?

W tym co robię, najważniejsze jest to, żeby się dobrze czuć. Naprawdę nie ma znaczenia, czy nosisz trampki, podarte jeansy, muszkę, czy cokolwiek innego – ważne jest, żebyś dobrze się w tym czuł, ponieważ to zmienia wszystko w twoim życiu. Niektórzy czują się w swoich rzeczach niekomfortowo, czują się źle, wtedy przychodzą do mnie, rozmawiamy i pomagam. Wtedy są jakieś wyniki, nie tylko finansowe i biznesowe, ale zmienia się całe podejście do życia. To bardzo holistyczne pytanie: „jak ma wyglądać facet?”. On ma się przede wszystkim dobrze czuć – nikt nie uczy tego, jaki kolor łączyć z innymi, jakie rzeczy łączyć ze sobą. Ja jestem daltonistą, a jakoś działam na rynku. Ostatnio zrobiłem wideo, w którym miałem poszetkę, czyli tę chustkę, którą się wkłada w kieszeń marynarki – i opowiadam, że to jest kolor różowy, to niebieski, a to kolor, którego nie potrafię nazwać [śmiech]. Pamiętam, że oglądała to moja mama i napisała do mnie: „jak możesz tak powiedzieć”. Nawet jak jesteś colour blind, to w dalszym ciągu nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dobrze się czuć i dobrze wyglądać.

Najważniejsze jest to, żeby się dobrze czuć. Nie ma znaczenia, czy nosisz trampki, podarte jeansy, muszkę, czy cokolwiek innego – ważne jest, żebyś dobrze się w tym czuł, ponieważ to zmienia wszystko w twoim życiu

Musimy wyjaśnić jeden wątek, czyli dlaczego używasz angielskich określeń – jak długo mieszkasz w Anglii?

Dwanaście lat – w 2005 roku przyjechałem, jak typowa polska emigracja z tamtych czasów, to było coś zupełnie innego, niż jest teraz, nawet moja studentka Paula, która ma 20 lat, rok temu przyjechała do Anglii i już myśli o kupnie domu – w 2006 roku, rok po przyjeździe tutaj zastanawiałem się, jak zmienić pracę ze zmywaka na inną. Teraz jest zupełnie inna prędkość tego, gdzie i kiedy do czegoś dochodzisz. Mam wiele przemyśleń na ten temat, jestem tu już 12 lat i tak się kręci. Ostatnio nawet myślałem, że Polska jest ciągle blisko – niektórzy się odcinają, bo Anglia to nowy dom, ja owszem mieszkam w Anglii i tu jest mój dom, ale jednak ciągle wracam do Polski. Tu nawet nie chodzi o tęsknotę, ale tam rodzą się biznesy, Polska się rozwija – bywasz w Polsce, więc wiesz, jak to się odbywa, Polska cały czas rośnie.

Wracając do ubierania się w Anglii i w Polsce – jest takie przekonanie w Polsce, że w Anglii ludzie nie za bardzo się przejmują tym, jak wyglądają, kiedy wychodzą na ulicę, rodzice ubrani w piżamy przywożą dzieci do szkoły. Czy faktycznie jest tak, że tutaj wszystko wolno? Bo trzymając się zasady: „ubieraj się tak, żeby czuć się dobrze”, to jak czuję się dobrze w piżamie, to wyjdę w niej na ulicę.

I bardzo dobrze, bo to nie powinno nikogo interesować.

Ale jak w Polsce wyjdziesz w piżamie, to podejrzewam, że sporo osób będzie postrzegać cię jako osobę niezupełnie zrównoważoną, być może nawet wezwą pomoc, bo coś jest z tobą nie tak, bo wyszedłeś w piżamie na ulicę.

To jest fakt. W Anglii ludzie mają więcej kapitału, mają ogromne szafy, często tych rzeczy jest za dużo, a w Polsce różnie bywa z tym kapitałem, to jest duża różnica. W Anglii jest więcej markowych ciuchów, one są trochę inne, więc ta piżama, która być może jest za dwie-trzy stówy, nagle okazuje się fajna i wygodna, mogę w niej chodzić cały dzień, bo dzięki niej czuję się jak król. Kto ma lepszy gust? Ciężko powiedzieć.

Bardzo często przekonuję swoich klientów albo ludzi, z którymi robię zakupy i pomagam im się im lepiej ubrać, żeby wybierali takie rzeczy, do których jeszcze trochę nie są przekonani, typu różowy sweter – czasem proszę dwumetrowego king konga, żeby założył różowy sweter, a on się broni, bo twierdzi, że wszyscy będą się z niego śmiać, po czym go zakłada i okazuje się, że jest okej, a żona czy dziewczyna mówią mu: „dobrze wyglądasz w tym różowym”. To są takie moje małe zwycięstwa, ja to uwielbiam. Ciężko powiedzieć, kto i gdzie się lepiej ubiera, to wszystko zależy, jednak najważniejsze, żeby czuć się komfortowo. Osobiście najbardziej komfortowo czuję się w muszce i w garniturze, więc jest super i nie oceniaj mnie.

Powiedziałeś, że statystycznie Anglicy mają większe szafy niż Polacy – ile ubrań powinien mieć facet? Chodzi o takie zdrowe minimum.

Mało, mniej niż mamy teraz. Gdybyśmy otworzyli twoją szafę, to zobaczylibyśmy, co tam masz, bo pewnie myślisz, że masz dwie pary spodni, sześć T-shirtów, trzy bluzy i pewnie jakieś szorty, w których chodzisz – a jestem przekonany, że wyciągnęlibyśmy z twojej szafy rzeczy, których nie nosiłeś dwa lata. Powiedz mi, że się mylę.

U mnie to jest tak – mam dużo T-shirtów, mam ich kilkanaście, może dwadzieścia – piorę je i codziennie chodzę w innym, więc we wszystkich chodzę.

A czy są jakieś rzeczy, których nie używasz?

Spodnie. Rzeczywiście było tak, że kupiłem sporo różnych spodni, mam ich dużo, ale nie za bardzo kiedy mam je założyć – nawet jak jest chłodniej, to nie jest tak, że codziennie zakładam inne spodnie, tylko kilka razy tę samą parę, zanim wrzucę je do pralki i okazuje się, że mam nadmiar tych spodni.

Trzymam się mocno zasady, że jeżeli nie nosi się czegoś od dwunastu miesięcy, to jest szansa na to, że nie potrzebujemy tej rzeczy – jeśli nie używasz spodni, które kupiłeś kilka lat temu i od roku już ich nie nosisz, to spakuj je do czarnej torby, jedź w miejsce, gdzie są potrzebujący ludzie i im to zostaw. Generalnie mamy za dużo rzeczy, ciuchów i innych drobiazgów – mamy możliwość posiadania czegoś i mamy to, tak samo jest z ciuchami. Wyrobiłem sobie nawyk, że mam cztery pary spodni, jeśli kupuję kolejne to tylko pod warunkiem, że oddaję te, które najmniej lubię i dopiero wtedy kupuję następne – to daje gwarancję, że wykorzystujesz całą szafę.

W takiej szefie fajne jest to, że otwierasz ją i masz wystarczającą ilość rzeczy i właściwie z zamkniętymi oczami możesz określić: „biorę T-shirt, spodnie, buty i kurtkę”, bo wiesz, że to wszystko do siebie pasuje, nie musisz się nawet nad tym zastanawiać – to jest idealne. To jest proces, ale do tego dążymy.

Mało rzeczy, ale takich, w których się chodzi.

Tak, ponieważ są to rzeczy, które lubisz, czyli wracamy do pierwszego punktu, czyli do tego, że musisz się czuć fajnie. Jeśli będę cię zmuszał do tego, żebyś nosił muszkę, a ty nie chcesz tego, to będziesz miał markotną minę i nie wyjdziesz w tym z domu. Nośmy to, co lubimy.

Skoro tych rzeczy powinno być niewiele i raczej powinniśmy je wymieniać, niż układać na stercie, to jak często powinno się je wymieniać?

To zależy, na ile możemy sobie pozwolić. Musisz zapytać sam siebie: „czy mogę sobie pozwolić na nowy garnitur co rok, co wypłatę, co kwartał?”.

Myślę, że to też zależy od tego, jak często tej rzeczy używasz, bo jeżeli chodzisz w nim codziennie, to wiadomo, że się zużywa, to nawet nie jest kwestia tego, czy już się znudził.

Pewnie, że tak. Znam ludzi, którzy naprawdę mają po 20-30 garniturów, które codziennie wymieniają i to fajnie wygląda. Trzeba jednak uważać na to, żeby te rzeczy się nie zużyły. Jak przykładowo zużyją ci się buty, to widać nawet, jak je wyczyścisz. Ale nie wyrzucajmy ich do kosza, tylko spakujmy do czarnej torby, jedźmy w miejsce dla potrzebujących, bo ktoś jeszcze w nich pochodzi.

Czyli wymieniamy w zależności od tego, jak często używamy.

Tak, patrzymy, czy to jest już zużyte.

Mamy bardzo wiele możliwości, jeżeli chodzi o kupowanie ciuchów i różne półki cenowe – możemy iść do taniego sklepu i kupić furę T-shirtów za parę groszy, a możemy, zamiast trzydziestu T-shirtów, kupić jeden drogi. Co ma większy sens? W którym momencie zaczynamy płacić za markę, czym się różnią drogie ubrania od tanich i jak to ocenić?

Czasem jestem kontrastem samego siebie, ponieważ nigdy nie kupuję drogich rzeczy, bo nie czuję się w nich komfortowo, nawet nie chodzi o fakt, czy mnie stać, czy nie. Kupowanie rzeczy, które powszechnie są uważane za drogie typu buty za tysiąc euro – znam lepsze sposoby na wydanie takich pieniędzy, one pewnie są fajne, ale może ta sama firma, te same buty są na przykład dostępne na eBayu i kosztują jedną dziesiątą tej ceny. Jeśli chcesz wydać na jeden fajny T-shirt 20 funtów, a nie stówę, to dobrą opcją jest eBay – on jest ogromny, jest mnóstwo rzeczy, a nawet niektórzy sprzedają ciuchy z metkami, których jeszcze nie nosili.

A to nie są podróbki?

Oczywiście trzeba uważać, eBay walczy z tym, bo mają przyklejoną łatkę, że tam jest wszystko, nawet Ralph Lauren, czy Ray-Bany, które każdy sprzedaje. Jeśli na przykład szukasz butów Hugo Bossa – to nie jest jakaś super ekskluzywna firma, a ludzie się tym jarają – te buty w sklepie kosztują trzy stówy, a idziesz na eBay’a i te same, niezniszczone buty kosztują 60 funtów. I teraz pomyśl sobie: nie masz pieniędzy, a chcesz dobrze wyglądać, więc szukaj marek, które ci się podobają, szukaj brandów, które są w dużych sklepach jak Harrods. Dam super tipa: wyszukaj na stronie Harrodsa brandy, nawet nieznane typu fińska firma produkująca klapki, kopiujesz nazwę produktu, wklejasz ją na eBay’a i masz te same klapki za jedną czterdziestą tej ceny, bo ktoś je trzy razy użył i tyle.

Opcji jest dużo i nie dajmy się zwariować, że trzeba iść do sklepu i za żywą gotówkę kupować Hugo Bossy za pół ceny – jest dużo innych możliwości. Dla mnie kupowanie czegoś i polowanie na okazje to jest też forma rozrywki. Wychodzę z założenia, że markowe rzeczy tak, ale niekoniecznie trzeba płacić pełną cenę. Część markowych rzeczy jest robiona we Włoszech, zamiast na przykład gdzieś w Tajlandii, pomyśl więc, co wspierasz, idąc do Primarka, gdzie za funta kupujesz koszulki – pomyśl, że tę koszulkę Primark kupił od producenta za 30 pensów, ten jeszcze płacił pośrednikom, a sam wykonawca dostał za tę rzecz kilka pensów. Widząc cenę, pewnie myślisz: „fajny deal”, ale kupujesz za funta coś, co waży – trzeba o tym też pomyśleć. Nie hejtuję Primarka, ale trzeba też pomyśleć szerzej i niekoniecznie trzeba mieć co tydzień nowy T-shirt z Primarka, bo nas stać, tylko może warto to sobie jakoś kolekcjonować.

A poza samą marką, czym jeszcze się różnią dobre ubrania od ubrań słabych jakościowo? Czy patrzeć na tkaniny, jakość szwów, czy coś jeszcze?

Jeżeli jesteś freakiem takim jak ja, to faktycznie jest to ważne. Dlaczego kupujemy marki? Bo ufamy, że firmy takie jak Hugo Boss, ZARA i inne większe marki zrobiły research, stosują lepsze materiały i to nam pasuje. Dopiero kiedy jesteśmy freakami-entuzjastami tego, jak powinien wyglądać facet, jak się powinno prezentować, czym jest klasyczny styl, to dopiero wtedy zaczynamy widzieć szczegóły jak jakość obszycia, ręcznie robione elementy, podszewki – na przykład dzisiaj mam na sobie marynarkę bez podszewki, bo stwierdziłem, że jest gorąco i fajnie będzie założyć coś bez podszewki, jednak jest to już moja kolejna marynarka, jeśli byłaby to pierwsza, którą mam w szafie, poszedłbym pewnie w coś klasycznego w granatowym kolorze.

Warto patrzeć na to, co robią marki, bo one idą lekko z trendem, ale mimo wszystko szukałbym okazji – nie wiem, czy ty też tak masz, ale ja uwielbiam znaleźć coś, co mi da taką energię, bo kupiłem rzecz, za którą w sklepie chcieli dwie stówy, a ja znalazłem to za 50 i to jest fajne [śmiech]. Jednak do tego trzeba mieć czas i ochotę.

Mówiliśmy o cenach ubrań i chyba najwyższym stopniem wtajemniczenia, jeżeli chodzi o ubrania, są ubrania szyte na miarę. Sam ostatnio mi mówiłeś, że kiedy przychodzą do ciebie młodzi ludzie, studenci, którzy chcą garnitur szyty na miarę, jak pytasz o to, który to będzie ich garnitur i okazuje się, że to będzie ich pierwszy po maturze, to mówisz im: „nie stary, lepiej idź sobie kup i pochodź w takich normalnych”.

Tak i rekomenduję im gdzie iść.

Ubrania szyte na miarę – w którym momencie człowiek dojrzewa do tego, żeby mieć takie ubrania? Dojrzewamy też na pewno finansowo, bo to są koszty, ale kiedy dorastamy do tego mentalnie?

Jest taki moment, kiedy uświadamiasz sobie, że nosisz garnitur, sukienkę czy jakiś inny ciuch z Zary, czy z innego brandu i pewnego dnia mówisz sobie tak: „to są wszystko rzeczy uszyte według pewnego schematu, zawsze muszę iść do krawca i coś pozmieniać, bo albo mi coś odstaje, albo rękawy są za długie, albo nie mogę się zapiąć”. W pewnym momencie to zaczyna cię tak denerwować, że zastanawiasz się, jaka jest alternatywa – a alternatywą jest szycie na miarę. Szycie na miarę nie jest aż tak drogie, że musisz wziąć pożyczkę pod zastaw domu, żeby zapłacić za uszycie garnituru. Jeżeli płacisz trzy tysiące funtów za garnitur, to przepłaciłeś, tak samo z koszulą szytą na miarę za 200-300 funtów – spokojnie to tylko rzecz szyta na miarę. Ciuchy szyte na miarę powinny sprawić, że czujesz dumę z tego, że masz na sobie coś szytego na miarę, te rzeczy nie kosztują 10-15 funtów, tylko 100-150, a marynarka czy garnitur to 800-1200 funtów, ale to są wszystko rzeczy, o których możesz pomyśleć jak o inwestycji, bo jeżeli pomyślisz: „będę nosił ten garnitur za tysiąc funtów i założę go 10 razy, to wychodzi sto funtów za założenie, ale kiedy założę go sto razy, to okazuje się, że koszt per wear, czyli jedno założenie, kosztuje mnie bardzo mało, a za każdym razem będę wyglądał bardzo dobrze, bo on jest uszyty dokładnie na moją posturę”.

Często ludzie pytają: „a co, jeśli zmieni mi się figura? Co zrobię, jak schudnę?” – takie rzeczy zawsze można przerobić, te rzeczy będą z tobą na lata, zwłaszcza jak masz kilka koszul i codziennie ubierasz inną, to one wystarczą ci na długo, a za każdym razem jak będziesz je ubierał, będziesz dobrze wyglądał – nie będziesz musiał myśleć, że ta jest za ciasna, za krótka, tylko otwierasz szafę, bierzesz, ubierasz i ta rzecz dobrze leży. To jest mega w ciuchach szytych na miarę, że bierzesz, ubierasz i nie musisz robić nic innego, bo po prostu dobrze wyglądasz.

Mój znajomy był kiedyś w Hongkongu na targach i tam są ulice, gdzie jedna przy drugiej zlokalizowane są pracownie krawieckie. Jeden krawiec szył kilka rodzajów garniturów, uszył temu znajomemu taki, jaki chciał, w stylu Mao, dodatkowo ten krawiec był mistrzem marketingu, dlatego że moją znajomą ze Szwecji, która też coś tam szyła, poprosił o adres – ona była zdziwiona, bo uszytą rzecz miała odebrać za kilka dni na targach, więc zapytała się, po co mu ten adres, a krawiec na to: „wyślę ci kartkę na święta”. Ona zaczęła się śmiać, ale dała mu ten adres i on od tej pory co roku przysyła jej kartki na święta.

Mistrz. Sam po sobie i po swoich klientach, którym szyję na miarę, widzę, że dużo zależy od tego, czy się polubimy, czy nie. Jeśli chcesz budować szafę z kimś takim jak ja, to zajmie czas – musisz mi zaufać, musisz przejrzeć trochę rekomendacji, musisz przymierzyć rzeczy, których nie do końca chcesz przymierzyć, ale wiesz, że na końcu ta szafa będzie zrobiona. Czasem się śmieję, że nie potrzebuję dużo klientów, bo klienci, którym zrobiłem koszulę, czy garnitur, będą wracać. Podobnie jak twoja koleżanka ze Szwecji, jeśli będzie w Hongkongu, to na pewno wróci do tego krawca, bo jeśli miałaby coś kupić to właśnie tam. To jest piękne w długotrwałych relacjach, że możemy usiąść face to face i porozmawiać, robić coś razem – jestem fanem takich trwałych relacji.

Teraz będzie trudne pytanie: jak się wejdzie na twoją stronę internetową, to są fajne filmiki, są zdjęcia i masz prezencję modela – świetnie wyglądasz na wideo i na zdjęciach. Natomiast podejrzewam, że większość facetów jednak troszeczkę odstaje od tego wizerunku, bo albo czegoś mają za mało, albo czegoś za dużo i ta sylwetka nie jest taka dobra. Problem polega na tym, jak dobrać to ubranie, żeby rzeczywiście dobrze się prezentować, mimo różnych swoich niedoskonałości?

Na tym polega piękno robienia rzeczy na miarę, bo jakby nie patrzeć rzeczy gotowe są trudniejsze w noszeniu. Głównym z zadań rzeczy robionych na miarę jest to, żeby ukryć to, co masz do ukrycia i podkreślić to, co chcesz pokazać. Zadaniem osoby, która zajmuje się tym co ja, jest to, żeby właśnie takie rzeczy zrobić, czyli na przykład ktoś ma duży brzuch, to jak to zrobić, żeby ten brzuch ukryć? Są różne triki w modelowaniu garnituru, żeby tę niedoskonałość ukryć tak, żeby wyglądał dobrze – może nie trzeba podkreślać tego brzucha aż tak mocno, tylko bardzo mocno wyciągnąć coś innego. To jest sztuka – trzeba się nad tym pochylić i przemyśleć kilka rzeczy, bo to nie jest tak, że robimy coś od razu, tylko to jest proces, który trwa, to może być nawet sześć miesięcy, a nawet rok, ale najważniejsze jest to, żeby ktoś się czuł dobrze i to, że te ciuchy potrafią pewne rzeczy ukryć.

Ubrania szyte na miarę mają za zadanie ukryć niedoskonałości i podkreślić to, co chcesz pokazać

Jeśli jesteś niski i masz trochę brzucha, to pomyślmy – może byś dobrze wyglądał w czymś jasnym, może nawet w czymś jaskrawym, może powinieneś mieć różową marynarkę? Bo wtedy wszyscy powiedzą: „kurde stary, ale masz świetną marynarkę” i nagle nie ma, że ktoś powie, że jesteś gruby. Tak samo, jak masz jakieś oryginalne szelki albo poszetkę, bo wszyscy powiedzą: „ale to fajne, skąd to masz?”, nawet gdybyś zapytał później, czy ta osoba zauważyła twój duży brzuch, to nie wiedziałaby, o czym mówisz. Można stosować różne triki, żeby to poukrywać, ale jest też tak, że gdy ubierzesz te ciuchy szyte na miarę, to twoja pewność siebie jest niewiarygodna – wielokrotnie widziałem to u swoich klientów. Jak przychodzi klient i mówi, że idzie na jakieś ważne spotkanie albo do banku i szyjemy coś na miarę, to potem mówi mi, że jak wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, w którym jest to spotkanie, to na jego wejście nastaje cisza i każdy zastanawia się, kto to jest. Dzięki temu osiągnęliśmy to, co chcieliśmy, bo te ciuchy mówią, zanim ty zaczniesz cokolwiek mówić – jak widzisz kogoś z daleka, to już mówisz: „ten koleś dobrze wygląda” i dopiero wtedy zaczynasz rozmawiać.

Twoje ciuchy mówią, zanim ty zaczniesz cokolwiek mówić

Super, jeżeli mogę uszyć sobie ciuchy na miarę, to bomba – a co jeśli nie mogę sobie na to pozwolić, bo nie stać mnie, żeby wydać sto funtów na koszulę, więc idę do sklepu i potrzebuję coś dla siebie znaleźć?

Wróć do jakiegoś sklepu na eBay’u albo na Allegro, tam kupujesz ciuchy, które są markowe, ale są w jakiś sposób przecenione, bo może ktoś oddał albo jest jakiś outlet, tych opcji jest dużo. Jak kupujesz na eBay’u, to 50 procent ceny masz już w kieszeni i tę kasę, którą zaoszczędziłeś na wyjściu do sklepu, przeznaczasz na pójście do krawcowej. Jak masz krawca, który zajmuje się szyciem na miarę, to on swoimi przeróbkami sprawi, że powiesz: „kurczę, czuję się jak inny człowiek po tej przeróbce”. Musisz trochę zaufać takim ludziom, bo ich rolą jest to, żebyś wyglądał jak najlepiej. Nie bójmy się krawców – uważam, że takie osoby jak krawiec, fryzjer powinno się mieć w swoim networku i wiesz, że ta Ania robi dobrze takie rzeczy, więc zaniosę jej wszystkie spodnie, bo ona wie, że są za długie, za ciasne czy za duże i ona zrobi tak, że te spodnie będą na Tobie dobrze wyglądać. Ufajmy krawcom, bo oni robią dobrą robotę.

Jak to zrobić, żeby z jednej strony być człowiekiem eleganckim, ale z drugiej strony też pozostać sobą? Gdzie szukać takiego złotego środka? Są ludzie, którzy mają większą swobodę – nie wiem, czy kiedyś widziałeś twórców gier planszowych, to są totalnie odjechani goście, takie barwne ptaki. Ale jeżeli pracujesz w biurze rachunkowym, to ludzie oczekują, że będziesz wyglądał poprawnie. Gdzie można sobie poszaleć, a gdzie nie i jak to wszystko ze sobą połączyć?

Rekomenduję ludziom to, żeby na samym początku bardzo nie szaleli – nie chodzi o to, że masz mieć żółty garnitur. Na początku zróbmy mały akcent, idźmy krok po kroczku – możesz się wyróżnić tym, że twój garnitur jest naprawdę dopasowany, tym, że zawsze masz czyste buty, bo takie małe rzeczy robią ogromną różnicę. Możesz mieć ciekawą poszetkę, założyć super skarpetki – w tym możesz iść do biura księgowego w swoim szarym garniturze, ale dodajesz swoje małe rzeczy.

To, że masz przed sobą kolesia, który nosi różową muszkę, czy różowe szelki, to jest etap dziesiąty – jak jesteś księgowym i nie wiesz jak zacząć, to zaczynasz od etapu pierwszego, czyli na przykład wymieniasz sobie skarpetki i patrzysz, jak się w nich czujesz, w końcu czerwone skarpetki to szok. Jak przyjmie się, to w następnym tygodniu możesz zacząć nosić jakąś poszetkę – może się okazać, że nie czujesz się w tym zbyt dobrze, bo dziewczyny patrzyły, ale faceci byli trochę zazdrośni, więc może o to chodzi. Tydzień po tygodniu robisz kolejne etapy – nie zaczynaj od garnituru szytego na miarę, zielonych muszek, bo to jest proces, który po prostu trwa, jeżeli chcesz cokolwiek zmienić w swoim życiu, to licz się z tym.

Jest niewiarygodna ilość contentu w internecie – wyobraź sobie, że wchodzisz na YouTube’a i pytasz, jak powinien ubierać się księgowy, zakładam się, że będzie minimum 20 wideo o tym, jak dokładnie ma się ubrać księgowy albo czym ma się wyróżnić księgowy w pracy. Jak nasze pokolenie dorastało, to nie było tego i musiałeś skądś to wykombinować.

Wtedy wybór był też zdecydowanie mniejszy.

Dokładnie i takie rzeczy były zupełnie nieoczywiste. Teraz, jeżeli ktoś się mnie o to pyta, to jakby pytał: „jak używać Instagrama do biznesu?” – idź na Google i sprawdź. Ludzie, a szczególnie faceci, uwielbiają być w swoich comfort zones, jak pasuje mu czarny z zielonym, to już do końca życia będzie jechał z tymi kolorami, tylko żona czasem mówi: „zmień coś”. Bardzo często jest tak, że to właśnie żony przychodzą do mnie i mówią: „jest sprawa – mój mąż ma urodziny i chciałabym się dowiedzieć, ile kosztowałyby konsultacje”, zaczynamy rozmawiać i często okazuje się, że pół dnia spędzone ze mną to jest to, czego jej mąż potrzebuje. Idziemy wspólnie na zakupy, czasem nic nie kupimy, czasem kupimy całą stertę – musimy sprawdzić, czy się w ogóle polubimy, bo mąż może powiedzieć: „przyszedł ktoś w różowej muszce i mówi mi, co mam nosić”. Z reguły jednak widzę, że ta zmiana powoli się dzieje i to jest chyba najfajniejsze w moim biznesie, że mogę zobaczyć tę iskrę w oku, kiedy mój klient zakłada musztardowy sweter, a jego żona płacze ze szczęścia, bo do tej pory chodził tylko w czarnym.

To wracając jeszcze do księgowego – załóżmy, że ten księgowy czuje się w obowiązku, że powinien się prezentować profesjonalnie i chodzić w garniturze, ale nienawidzi garniturów. Jak to zrobić, żeby wyglądać profesjonalnie, ale bez garnituru?

Załóżmy, że ten księgowy ma na imię Szymon i myślimy, jak ten księgowy mógłby zmienić swój wizerunek, bo teraz chodzi w marynarce, często w dżinsach i w koszuli. Nie do końca wiadomo, czy powinien chodzić w garniturze, czy bardziej casual, może jednak warto zrzucić tę marynarkę i ubrać sweter. Ja takiemu Szymonowi powiedziałbym, żeby testował, żeby zamiast dżinsów, które są najmniej formalnymi spodniami, kupił sobie chinosy w kolorze niebieskim, nie granatowym, tylko w lekko jaśniejszym odcieniu – zobaczymy, jak się będzie w tym czuł. Zamiast marynarki można wziąć koszulę, która ma kwiatki, jeśli to się nie sprawdzi, to robimy krok w tył, może na tę koszulę zarzucimy jakiś fajny sweter, kardigan albo V neck – sprawdzamy, jakie to wywołało efekty i czy idziemy dobrą drogą.

Następnym krokiem są buty, warto więc sprawdzić, jakie są trendy w Google albo na YouTubie. Ostatnio dostałem takie pytanie: „czy księgowy powinien nosić białe trampki?” odpowiedziałem więc: „dlaczego księgowy ma być inny od na przykład sprzedawcy nieruchomości?”, jeśli to będą białe, czyste buty to można je założyć nawet do garnituru – to też dobrze wygląda do białej koszuli i granatowego garnituru, więc można tak biegać po mieście, to dobrze wygląda. Tych opcji jest dużo. Załóżmy, że mówimy Szymonowi: „testuj sobie – może zamiast niebieskich spodni następnym razem wybierzesz takie w kolorze ceglanym, a może zamiast koszuli w kwiatki, weźmiesz białą koszulę, która ma jakieś akcenty”, najpiękniejsze w tym procesie jest to, że odnajdziesz swój własny styl, bo nie dla każdego są muszki, szelki czy inne rzeczy i warto szukać czegoś swojego. Przestrzegam przed tym, żeby stać w miejscu, bo opcji jest bardzo dużo i zawsze znajdziemy coś dla siebie.

Nie warto stać w miejscu, bo opcji jest dużo i zawsze znajdziemy coś dla siebie

Jeżeli zdecydowałem się jednak na garnitur, czy marynarkę do pracy, żeby wyglądać bardziej formalnie, to szukam i jest sporo różnych możliwości – są oczywiście bardziej wieczorowe i galowe stroje, to raczej odpada, bo potrzeba coś bardziej praktycznego, takiego na co dzień, żeby to był wygodny strój, nie zniszczył się szybko i był w miarę uniwersalny.

Zrobiłem całą listę i tak pomyślałem, że mogę ci przesłać taką listę z checkboxami, żeby sobie zobaczyć ilość rzeczy, które mam, które chciałbym mieć, których nie mam jeszcze – to jest lista, którą zrobiłem dla jednego z klientów, ale stwierdziłem, że fajnie by było to udostępnić. Na liście jest: biały T-shirt, T-shirt w innym kolorze, w sumie trzy T-shirty bez żadnych napisów, dwie pary spodni chinos w jasnym i ciemnym kolorze, ciemne jednokolorowe jeansy, eleganckie buty, łatwe do wypastowania, dwa fajne krawaty. Na tej liście znajduje się w sumie 50 pozycji – wszystko po to, żeby kombinować ze stylem i budować tę swoją szafę. Ta lista to taka podstawa, bo zawiera wszystko to, co powinieneś mieć, warto według czegoś takiego pracować. Kiedyś rozmawiałem z kimś, kto miał bardzo dużo par butów i ten człowiek mówił, że kupuje kolejne pary bez namysłu, idzie, patrzy, że są fajne i kupuje. Powiedział mi, że chciałby mieć taką umiejętność, żeby nie kupować emocjami, że widzi i kupuje, tylko chciałby mieć taki plan, ale to jest silniejsze od niego.

Załóżmy, że żona wyciągnęła cię na zakupy i pokazuje ci kolejne rzeczy i dla świętego spokoju coś wybierasz, nawet tego nie przymierzając – często tak wyglądają zakupy, że ktoś cię wyciąga, dziecko płacze, za chwilę jest mecz i w rezultacie kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz. Ważny jest plan, żeby mieć listę, iść z nią na zakupy i sprawdzić czego ci brakuje.

Powiedziałeś, że lepiej mieć niewiele rzeczy, ale takich, które pasują do siebie. Skąd mam wiedzieć, czy one do siebie pasują – jeśli kupię wszystko białe albo czarne, to będą do siebie pasować, ale chyba nie o to chodzi.

Jak kupisz wszystko białe, to będziesz wyglądał jak raper P.Diddy, który z tego słynie. Podobno są książki, których nigdy nie czytałem, a które podpowiadają, jak dobrać kolory pod kolor oczu, cery.

W centrum handlowym widziałem, jak stylistka robiła analizę kolorystyczną i przykładała wzorniki do twarzy.

A to jest naprawdę proste – ja nawet nie widzę kolorów, więc zróbmy tak, żeby było prosto. Jest prosta zasada: trzy kolory, czyli powinieneś mieć na sobie nie więcej niż trzy kolory. Co to znaczy? Masz biały T-shirt, granatowe spodnie chino i do tego masz czarne buty albo zieloną kurtkę, różowy sweter, białe chinosy i neutralny kolor butów. Im mniej mamy różnego typu napisów na sobie, tym łatwiej wszystko zgrać ze sobą, czyli wielki napis Coca-Cola albo Nike będzie wszystko zaburzał, a jak będzie gładki T-shirt, do tego proste, dopasowane spodnie w błękitnym kolorze albo nawet łososiowe i do tego granatowy sweter to już jest to fajne – jakbym widział cię tak ubranego, to od razu powiedziałbym: „ten koleś zna się na rzeczy”, bo to jest fajne, ciekawe, a faceci tak się nie ubierają. Zasada trzech kolorów jest super, bo kupujemy rzeczy proste, które do siebie pasują, bo jak zakładamy trzy kolory to wszystko gra.

Bardzo fajnie wyglądają też kontrasty, czyli kiedy masz białą koszulę, to dobrze do tego będą wyglądać spodnie navy, taki ciemny granat. Jeśli miałbyś białą koszulę i jasne spodnie, to polecałbym ci do tego ciemną marynarkę albo ciemne dodatki jak buty. Ta zasada kontrastu też działa super prosto, bo masz coś jasnego, masz coś ciemnego i to łączysz, a to działa. Właśnie zdradziłem ci całą moją zasadę, jak prowadzę moich klientów [śmiech].

Dobra, to teraz będzie coś trudniejszego – załóżmy, że kupiłem sobie jakiś zarąbisty garnitur na eBay’u, który jest markowy, dopasowany i pasuje mi. Załóżmy, że używam go dość często, bo zakładam go do pracy i chciałbym, że on się nie zniszczył – wiadomo, że te markowe rzeczy są z lepszych materiałów, które są trwalsze, ale czy są jakieś patenty, na to, jak dbać o garnitur? Myślę, że sporo osób ma taki problem, że kupują garnitur, on wisi w szafie i nagle przychodzi wydarzenie, na które mam go założyć i jak go zakładam, to okazuje się, że on w ogóle nie wygląda dobrze.

Bardzo ważny jest wieszak i to, w jaki sposób przechowujemy garnitur, bo on często ma wypełnienia na ramionach, które się bardzo łatwo odkształcają. Musimy zakupić grube wieszaki. Drugi bardzo ważny warunek to nie pierzmy garnituru, nie dawajmy go do pralni chemiczne, bo to bomba atomowa dla garnituru. Tam jest masakra, bo w takiej pralni wrzucają wszystkie chemikalia, jakie tylko mogą, wyobraź więc sobie, co się dzieje z tą naturalną wełną. Jak więc się pozbyć plam? Będziesz się śmiał, ale wejdź na YouTube’a – tam jest dużo filmów, jak sprać plamę [śmiech]. Ta rada jest zupełnie na serio, bo jak będziesz miał plamę, to możesz w Google znaleźć specjalne odplamiacze do garniturów, to jest zdecydowanie lepsze niż pralnia, bo ona szkodzi z uwagi na bardzo ostrą chemię, więc wskazana jest maksymalnie raz w roku.

W jednym ze swoich wideo opowiadam o tym, jak składać spodnie na wieszak tak, żeby nie spadały, bo zawsze jest z tym problem, czy składać je kantami, czy za wieszak, czy jak? To wideo pokazuje Savile Row Fold, to sposób, żeby składać nogawki do środka, dzięki czemu się nie gniotą. Kolejna sprawa to jak przewozić garnitur – można na sobie, ale wiadomo, że się gniecie, jest niewygodnie, może być zbyt ciepło. Może więc warto go zdjąć i złożyć w taki sposób, żeby się nie gniótł. Jak potrzebujesz się takich rzeczy dowiedzieć, to wejdź na mój kanał, tam jest wszystko za free.

Jak jesteś facetem i trochę cię boli to, że nie wyglądasz tak dobrze, jak chciałbyś wyglądać, to warto się troszeczkę tym zainteresować, to może być jedno wideo o męskim stylu na tydzień, ale żeby być na bieżąco z tym, co jest trendy w 2018 roku – możemy nawet otworzyć kartę w trybie incognito, żeby żona i dzieci nie wiedziały, co oglądamy [śmiech]. Może dzięki temu zaczniemy myśleć o naszym stylu i o tym, że nie zawsze musimy chodzić w czarnych rzeczach.

Wiem, że robisz też porady w Alexie, w butiku Amazona. Alexa to jest taki inteligentny głośnik. W Polsce to chyba nie jest dostępne, ale to jest fajny sposób na marketing – możesz powiedzieć o tym więcej, jak to robisz, o co chodzi i skąd się to wzięło?

Alexa podobno zawładnie nami z jakiś czas, wszystko, co będziesz chciał, będziesz mówił do Alexy i ona to zrobi, więc to będzie bardzo ciekawe. Mam nadzieję, że tego dożyjemy, bo już się nie mogę tego doczekać. Pytałeś o to, co ja robię na tej Alexie. Mój znajomy wymyślił, że zrobi kurs na temat Alexy, bo trochę się jara takimi rzeczami – ten kurs jest poświęcony temu, jak stworzyć daily briefings, czyli pytasz Alexę, co się dzisiaj działo w ciągu dnia, pytasz o jakiś interesujący fakt czy ciekawostkę ze świata.

Czyli jest tam zestaw informacji, które Alexa przekaże na dane hasło, to może być pogoda, newsy – tam mogą być takie pigułki, które można sobie samemu wybrać.

Dokładnie.

A ty jesteś jedną z takich pigułek.

Tak, ponieważ lubię gadać i być na wideo – dla mnie to jest naturalne środowisko, więc pomyślałem, dlaczego nie. Na Udemy znalazłem kurs kolegi Alexa Skills, czyli jak te skille zrobić, jak je wyprodukować, od zera do bohatera. Ten kurs trwa trzy godziny, ale dosłownie prowadzi cię krok po kroku. Nagrałem krótkie epizody takie 40-sekundowe, na przykład na temat tego, jaki powinien być twój kolejny zakup w stylu albo mówię, jaką powinieneś mieć koszulę, albo jak dbać o swoje marynarki – tych skilli nagrałem już w Alexie około stu i co jakiś czas dorzucam nowe, więc cały czas to działa. To jest nowe medium, trochę nie wiadomo, co z nim kiedyś będzie, więc jestem tam jedną nogą – wiadomo, to rozwija się powoli, ale sprawia mi to przyjemność i jest pomocne, bo widzę, że dużo osób to ogląda. Zawsze się też zastanawiam, dlaczego produkujemy content – czemu to robisz?

Bo to lubię i jest to coś, co pomaga innym ludziom.

Bardzo dziękuję – to jest dokładnie to, o czym mówię, czyli pomagasz w czymś ludziom i jesteś pomocny. Jeśli masz jakiś zasób wiedzy, umiesz prowadzić rozmowy z ludźmi, masz kontakty, to chcesz się tym podzielić. Ja bardziej interesuję się modą niż piłką nożną, to jest moja umiejętność i chcę się tym podzielić – czy robię to przez Alexę, YouTube’a, czy przez bloga, to jestem w stanie ci doradzić. Pamiętasz, jak usiedliśmy i zrobiliśmy tę koszulę?

To było dla mnie totalne zaskoczenie, gdy przyszedłem do ciebie pierwszy raz, zapytałeś, jakie mam doświadczenie z koszulami, bo do tej pory szedłem sobie do sklepu po prostu po koszulę. Jak zacząłem się zastanawiać, doszedłem do tego, że mam doświadczenia z koszulami, bo jak jestem na targach i jest gorąco, to one nie oddychają, a wtedy jest mi nieprzyjemnie, bo się pocę. Potem przeszliśmy do całej konfiguracji i okazało się, że to jest jak kupowanie nowego auta [śmiech]. Wybierasz materiał, masz wzornik w formie książeczek, gdzie zamiast kartek masz materiały i tak przeglądasz, i pewnie gdyby nie to, że przyszedłeś mi z pomocą, to utknąłbym tam na wieki. Później okazuje się, że ta koszula może mieć różne bajery, których nie ma koszula ze zwykłego sklepu – to jest niesamowite, że kiedy robi się coś z ekspertem, z kimś, kto się zna, to człowiek zaczyna zauważać rzeczy, o których nie miał pojęcia i zaczyna się w to wciągać. To, że dzielisz się tą wiedzą, powoduje, że ludzie się tym bardziej interesują, bo widzą, że jest więcej możliwości, bo widzą, że można zrobić więcej.

Dokładnie, ciekawe treści powodują reakcję – sam zainteresowałem się twoim odcinkiem o personal brandingu, zacząłem googlować informację o gościu odcinka i o akademii brandingu, która była tam wspomniana. Jednak kiedy słuchałem o sprzedaży firmy, to nie jestem zainteresowany, bo to nie mój klimat i nic nie zrobię z tą wiedzą. Podobnie z moim wideo – pewnie nie każdy temat będzie odpowiadać każdemu. Może dzięki temu, ktoś, zamiast kupować koszulę w Next albo w H&M za 30 funtów, stwierdzi, że zaoszczędzi, napisze do mnie i wspólnie coś wymyślimy. Mam klientów z całego świata i czasami robimy spotkanie online, gdzie pokazuję materiały i rozmawiamy o tym, czego potrzebują. Nie trzeba brać pożyczki pod zastaw domu, żeby coś takiego zrobić, więc jeśli ktoś tego potrzebuje, to może to zrobić.

We wstępie do podcastu powiedziałem, że ubranie wpływa na pewność siebie. Myślę, że podstawowa rada, która utkwi mi w pamięci to: jak czegoś nie wiesz, to wygoogluj, a jak nie wiesz gdzie kupić, to kup na eBay’u.

Tak i to działa, polecam wszystkim. Nie bójmy się tego szukać, wiem, że to jest śmieszne, bo żyjemy w telefonach, ale naprawdę każda informacja tam jest. Jak napiszesz „zasada trzech kolorów”, to wyskoczy 40 wideo o tym jak i co dobierać. Wszystko tam jest, więc nie bójmy się, rozpychajmy się w tym świecie naszego komfortu.

Wielkie dzięki.

Dzięki bardzo.

Zobacz wersję do czytania

Cześć Michał.

Cześć.

Powiedz, co ostatnio czytałeś?

Generalnie mam tak, że nie czytam, bo jak jestem już w domu, to poświęcam ten czas na inne rzeczy, ale jak jeżdżę samochodem, to dużo czytam, a właściwie słucham audiobooków – bo czytać i jeździć jednocześnie, to nie jest dobry pomysł. Ostatnio słuchałem fajnego audiobooka, jego autor nazywa się Mike Michalowicz, chyba jest polskiego pochodzenia, ale jest z USA, a jego książka nazywa się Profit first [w wersji polskiej: Po pierwsze: zysk] – ta książka jest fenomenalna. Zmieniła moje myślenie i myślę, że jest w stanie zmienić myślenie dużej ilości małych przedsiębiorców. Jeśli masz miesięcznie 5, 10, 15 tysięcy przychodu, to pomyśl, gdzie ta kasa ląduje – na firmowym koncie? A później musisz myśleć, ile idzie na podatek, ile na jakieś inne wydatki, a Mike zrobił fajny podział na to, co, gdzie i jak ma iść, na jakie konta masz patrzeć, na jakie nie. Myślę, że to super ciekawa lektura dla wszystkich przedsiębiorstw, w których pracują dwie-trzy osoby albo mały team, bo są tam rady, co zrobić, by zawsze mieć hajs. Polecam.

To jest podobny temat jak w książce Growing pains. To książka, którą osobiście sam ostatnio czytałem i tam jest mowa o tym, czym różni się mała firma od koncernu albo, inaczej mówiąc, co mała firma powinna zmienić, żeby stać się koncernem. Małe firmy patrzą na przychód, bo wychodzą z założenia, że jak jest przychód, to będzie i zysk. Przychód urośnie, to zysk również, a wcale tak nie jest.

To otwiera dużo takich tematów, którymi przedsiębiorcy nie za bardzo się interesują. Jak się ktoś zapyta: „jakie masz wydatki na reklamę?”, to mniej więcej wiesz, ale nie konkretnie, a ta książka fajnie układa niektóre rzeczy w głowie.

Super, przeczytam na pewno. Spotkaliśmy się dzisiaj, żeby porozmawiać o ciuchach – jak to faceci się spotykają, żony wyjechały, więc można porozmawiać o ciuchach [śmiech].

[Śmiech] Says no one never, ale niech będzie.

Jesteś człowiekiem, który pomaga facetom dobrze wyglądać. Pytanie pierwsze, otwierające, generalne i podstawowe: co to znaczy dobrze ubrany facet? Działasz na rynku brytyjskim, ale jesteś Polakiem i polski rynek też znasz, więc jak to wygląda w Wielkiej Brytanii, a jak w Polsce?

W tym co robię, najważniejsze jest to, żeby się dobrze czuć. Naprawdę nie ma znaczenia, czy nosisz trampki, podarte jeansy, muszkę, czy cokolwiek innego – ważne jest, żebyś dobrze się w tym czuł, ponieważ to zmienia wszystko w twoim życiu. Niektórzy czują się w swoich rzeczach niekomfortowo, czują się źle, wtedy przychodzą do mnie, rozmawiamy i pomagam. Wtedy są jakieś wyniki, nie tylko finansowe i biznesowe, ale zmienia się całe podejście do życia. To bardzo holistyczne pytanie: „jak ma wyglądać facet?”. On ma się przede wszystkim dobrze czuć – nikt nie uczy tego, jaki kolor łączyć z innymi, jakie rzeczy łączyć ze sobą. Ja jestem daltonistą, a jakoś działam na rynku. Ostatnio zrobiłem wideo, w którym miałem poszetkę, czyli tę chustkę, którą się wkłada w kieszeń marynarki – i opowiadam, że to jest kolor różowy, to niebieski, a to kolor, którego nie potrafię nazwać [śmiech]. Pamiętam, że oglądała to moja mama i napisała do mnie: „jak możesz tak powiedzieć”. Nawet jak jesteś colour blind, to w dalszym ciągu nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dobrze się czuć i dobrze wyglądać.

Najważniejsze jest to, żeby się dobrze czuć. Nie ma znaczenia, czy nosisz trampki, podarte jeansy, muszkę, czy cokolwiek innego – ważne jest, żebyś dobrze się w tym czuł, ponieważ to zmienia wszystko w twoim życiu

Musimy wyjaśnić jeden wątek, czyli dlaczego używasz angielskich określeń – jak długo mieszkasz w Anglii?

Dwanaście lat – w 2005 roku przyjechałem, jak typowa polska emigracja z tamtych czasów, to było coś zupełnie innego, niż jest teraz, nawet moja studentka Paula, która ma 20 lat, rok temu przyjechała do Anglii i już myśli o kupnie domu – w 2006 roku, rok po przyjeździe tutaj zastanawiałem się, jak zmienić pracę ze zmywaka na inną. Teraz jest zupełnie inna prędkość tego, gdzie i kiedy do czegoś dochodzisz. Mam wiele przemyśleń na ten temat, jestem tu już 12 lat i tak się kręci. Ostatnio nawet myślałem, że Polska jest ciągle blisko – niektórzy się odcinają, bo Anglia to nowy dom, ja owszem mieszkam w Anglii i tu jest mój dom, ale jednak ciągle wracam do Polski. Tu nawet nie chodzi o tęsknotę, ale tam rodzą się biznesy, Polska się rozwija – bywasz w Polsce, więc wiesz, jak to się odbywa, Polska cały czas rośnie.

Wracając do ubierania się w Anglii i w Polsce – jest takie przekonanie w Polsce, że w Anglii ludzie nie za bardzo się przejmują tym, jak wyglądają, kiedy wychodzą na ulicę, rodzice ubrani w piżamy przywożą dzieci do szkoły. Czy faktycznie jest tak, że tutaj wszystko wolno? Bo trzymając się zasady: „ubieraj się tak, żeby czuć się dobrze”, to jak czuję się dobrze w piżamie, to wyjdę w niej na ulicę.

I bardzo dobrze, bo to nie powinno nikogo interesować.

Ale jak w Polsce wyjdziesz w piżamie, to podejrzewam, że sporo osób będzie postrzegać cię jako osobę niezupełnie zrównoważoną, być może nawet wezwą pomoc, bo coś jest z tobą nie tak, bo wyszedłeś w piżamie na ulicę.

To jest fakt. W Anglii ludzie mają więcej kapitału, mają ogromne szafy, często tych rzeczy jest za dużo, a w Polsce różnie bywa z tym kapitałem, to jest duża różnica. W Anglii jest więcej markowych ciuchów, one są trochę inne, więc ta piżama, która być może jest za dwie-trzy stówy, nagle okazuje się fajna i wygodna, mogę w niej chodzić cały dzień, bo dzięki niej czuję się jak król. Kto ma lepszy gust? Ciężko powiedzieć.

Bardzo często przekonuję swoich klientów albo ludzi, z którymi robię zakupy i pomagam im się im lepiej ubrać, żeby wybierali takie rzeczy, do których jeszcze trochę nie są przekonani, typu różowy sweter – czasem proszę dwumetrowego king konga, żeby założył różowy sweter, a on się broni, bo twierdzi, że wszyscy będą się z niego śmiać, po czym go zakłada i okazuje się, że jest okej, a żona czy dziewczyna mówią mu: „dobrze wyglądasz w tym różowym”. To są takie moje małe zwycięstwa, ja to uwielbiam. Ciężko powiedzieć, kto i gdzie się lepiej ubiera, to wszystko zależy, jednak najważniejsze, żeby czuć się komfortowo. Osobiście najbardziej komfortowo czuję się w muszce i w garniturze, więc jest super i nie oceniaj mnie.

Powiedziałeś, że statystycznie Anglicy mają większe szafy niż Polacy – ile ubrań powinien mieć facet? Chodzi o takie zdrowe minimum.

Mało, mniej niż mamy teraz. Gdybyśmy otworzyli twoją szafę, to zobaczylibyśmy, co tam masz, bo pewnie myślisz, że masz dwie pary spodni, sześć T-shirtów, trzy bluzy i pewnie jakieś szorty, w których chodzisz – a jestem przekonany, że wyciągnęlibyśmy z twojej szafy rzeczy, których nie nosiłeś dwa lata. Powiedz mi, że się mylę.

U mnie to jest tak – mam dużo T-shirtów, mam ich kilkanaście, może dwadzieścia – piorę je i codziennie chodzę w innym, więc we wszystkich chodzę.

A czy są jakieś rzeczy, których nie używasz?

Spodnie. Rzeczywiście było tak, że kupiłem sporo różnych spodni, mam ich dużo, ale nie za bardzo kiedy mam je założyć – nawet jak jest chłodniej, to nie jest tak, że codziennie zakładam inne spodnie, tylko kilka razy tę samą parę, zanim wrzucę je do pralki i okazuje się, że mam nadmiar tych spodni.

Trzymam się mocno zasady, że jeżeli nie nosi się czegoś od dwunastu miesięcy, to jest szansa na to, że nie potrzebujemy tej rzeczy – jeśli nie używasz spodni, które kupiłeś kilka lat temu i od roku już ich nie nosisz, to spakuj je do czarnej torby, jedź w miejsce, gdzie są potrzebujący ludzie i im to zostaw. Generalnie mamy za dużo rzeczy, ciuchów i innych drobiazgów – mamy możliwość posiadania czegoś i mamy to, tak samo jest z ciuchami. Wyrobiłem sobie nawyk, że mam cztery pary spodni, jeśli kupuję kolejne to tylko pod warunkiem, że oddaję te, które najmniej lubię i dopiero wtedy kupuję następne – to daje gwarancję, że wykorzystujesz całą szafę.

W takiej szefie fajne jest to, że otwierasz ją i masz wystarczającą ilość rzeczy i właściwie z zamkniętymi oczami możesz określić: „biorę T-shirt, spodnie, buty i kurtkę”, bo wiesz, że to wszystko do siebie pasuje, nie musisz się nawet nad tym zastanawiać – to jest idealne. To jest proces, ale do tego dążymy.

Mało rzeczy, ale takich, w których się chodzi.

Tak, ponieważ są to rzeczy, które lubisz, czyli wracamy do pierwszego punktu, czyli do tego, że musisz się czuć fajnie. Jeśli będę cię zmuszał do tego, żebyś nosił muszkę, a ty nie chcesz tego, to będziesz miał markotną minę i nie wyjdziesz w tym z domu. Nośmy to, co lubimy.

Skoro tych rzeczy powinno być niewiele i raczej powinniśmy je wymieniać, niż układać na stercie, to jak często powinno się je wymieniać?

To zależy, na ile możemy sobie pozwolić. Musisz zapytać sam siebie: „czy mogę sobie pozwolić na nowy garnitur co rok, co wypłatę, co kwartał?”.

Myślę, że to też zależy od tego, jak często tej rzeczy używasz, bo jeżeli chodzisz w nim codziennie, to wiadomo, że się zużywa, to nawet nie jest kwestia tego, czy już się znudził.

Pewnie, że tak. Znam ludzi, którzy naprawdę mają po 20-30 garniturów, które codziennie wymieniają i to fajnie wygląda. Trzeba jednak uważać na to, żeby te rzeczy się nie zużyły. Jak przykładowo zużyją ci się buty, to widać nawet, jak je wyczyścisz. Ale nie wyrzucajmy ich do kosza, tylko spakujmy do czarnej torby, jedźmy w miejsce dla potrzebujących, bo ktoś jeszcze w nich pochodzi.

Czyli wymieniamy w zależności od tego, jak często używamy.

Tak, patrzymy, czy to jest już zużyte.

Mamy bardzo wiele możliwości, jeżeli chodzi o kupowanie ciuchów i różne półki cenowe – możemy iść do taniego sklepu i kupić furę T-shirtów za parę groszy, a możemy, zamiast trzydziestu T-shirtów, kupić jeden drogi. Co ma większy sens? W którym momencie zaczynamy płacić za markę, czym się różnią drogie ubrania od tanich i jak to ocenić?

Czasem jestem kontrastem samego siebie, ponieważ nigdy nie kupuję drogich rzeczy, bo nie czuję się w nich komfortowo, nawet nie chodzi o fakt, czy mnie stać, czy nie. Kupowanie rzeczy, które powszechnie są uważane za drogie typu buty za tysiąc euro – znam lepsze sposoby na wydanie takich pieniędzy, one pewnie są fajne, ale może ta sama firma, te same buty są na przykład dostępne na eBayu i kosztują jedną dziesiątą tej ceny. Jeśli chcesz wydać na jeden fajny T-shirt 20 funtów, a nie stówę, to dobrą opcją jest eBay – on jest ogromny, jest mnóstwo rzeczy, a nawet niektórzy sprzedają ciuchy z metkami, których jeszcze nie nosili.

A to nie są podróbki?

Oczywiście trzeba uważać, eBay walczy z tym, bo mają przyklejoną łatkę, że tam jest wszystko, nawet Ralph Lauren, czy Ray-Bany, które każdy sprzedaje. Jeśli na przykład szukasz butów Hugo Bossa – to nie jest jakaś super ekskluzywna firma, a ludzie się tym jarają – te buty w sklepie kosztują trzy stówy, a idziesz na eBay’a i te same, niezniszczone buty kosztują 60 funtów. I teraz pomyśl sobie: nie masz pieniędzy, a chcesz dobrze wyglądać, więc szukaj marek, które ci się podobają, szukaj brandów, które są w dużych sklepach jak Harrods. Dam super tipa: wyszukaj na stronie Harrodsa brandy, nawet nieznane typu fińska firma produkująca klapki, kopiujesz nazwę produktu, wklejasz ją na eBay’a i masz te same klapki za jedną czterdziestą tej ceny, bo ktoś je trzy razy użył i tyle.

Opcji jest dużo i nie dajmy się zwariować, że trzeba iść do sklepu i za żywą gotówkę kupować Hugo Bossy za pół ceny – jest dużo innych możliwości. Dla mnie kupowanie czegoś i polowanie na okazje to jest też forma rozrywki. Wychodzę z założenia, że markowe rzeczy tak, ale niekoniecznie trzeba płacić pełną cenę. Część markowych rzeczy jest robiona we Włoszech, zamiast na przykład gdzieś w Tajlandii, pomyśl więc, co wspierasz, idąc do Primarka, gdzie za funta kupujesz koszulki – pomyśl, że tę koszulkę Primark kupił od producenta za 30 pensów, ten jeszcze płacił pośrednikom, a sam wykonawca dostał za tę rzecz kilka pensów. Widząc cenę, pewnie myślisz: „fajny deal”, ale kupujesz za funta coś, co waży – trzeba o tym też pomyśleć. Nie hejtuję Primarka, ale trzeba też pomyśleć szerzej i niekoniecznie trzeba mieć co tydzień nowy T-shirt z Primarka, bo nas stać, tylko może warto to sobie jakoś kolekcjonować.

A poza samą marką, czym jeszcze się różnią dobre ubrania od ubrań słabych jakościowo? Czy patrzeć na tkaniny, jakość szwów, czy coś jeszcze?

Jeżeli jesteś freakiem takim jak ja, to faktycznie jest to ważne. Dlaczego kupujemy marki? Bo ufamy, że firmy takie jak Hugo Boss, ZARA i inne większe marki zrobiły research, stosują lepsze materiały i to nam pasuje. Dopiero kiedy jesteśmy freakami-entuzjastami tego, jak powinien wyglądać facet, jak się powinno prezentować, czym jest klasyczny styl, to dopiero wtedy zaczynamy widzieć szczegóły jak jakość obszycia, ręcznie robione elementy, podszewki – na przykład dzisiaj mam na sobie marynarkę bez podszewki, bo stwierdziłem, że jest gorąco i fajnie będzie założyć coś bez podszewki, jednak jest to już moja kolejna marynarka, jeśli byłaby to pierwsza, którą mam w szafie, poszedłbym pewnie w coś klasycznego w granatowym kolorze.

Warto patrzeć na to, co robią marki, bo one idą lekko z trendem, ale mimo wszystko szukałbym okazji – nie wiem, czy ty też tak masz, ale ja uwielbiam znaleźć coś, co mi da taką energię, bo kupiłem rzecz, za którą w sklepie chcieli dwie stówy, a ja znalazłem to za 50 i to jest fajne [śmiech]. Jednak do tego trzeba mieć czas i ochotę.

Mówiliśmy o cenach ubrań i chyba najwyższym stopniem wtajemniczenia, jeżeli chodzi o ubrania, są ubrania szyte na miarę. Sam ostatnio mi mówiłeś, że kiedy przychodzą do ciebie młodzi ludzie, studenci, którzy chcą garnitur szyty na miarę, jak pytasz o to, który to będzie ich garnitur i okazuje się, że to będzie ich pierwszy po maturze, to mówisz im: „nie stary, lepiej idź sobie kup i pochodź w takich normalnych”.

Tak i rekomenduję im gdzie iść.

Ubrania szyte na miarę – w którym momencie człowiek dojrzewa do tego, żeby mieć takie ubrania? Dojrzewamy też na pewno finansowo, bo to są koszty, ale kiedy dorastamy do tego mentalnie?

Jest taki moment, kiedy uświadamiasz sobie, że nosisz garnitur, sukienkę czy jakiś inny ciuch z Zary, czy z innego brandu i pewnego dnia mówisz sobie tak: „to są wszystko rzeczy uszyte według pewnego schematu, zawsze muszę iść do krawca i coś pozmieniać, bo albo mi coś odstaje, albo rękawy są za długie, albo nie mogę się zapiąć”. W pewnym momencie to zaczyna cię tak denerwować, że zastanawiasz się, jaka jest alternatywa – a alternatywą jest szycie na miarę. Szycie na miarę nie jest aż tak drogie, że musisz wziąć pożyczkę pod zastaw domu, żeby zapłacić za uszycie garnituru. Jeżeli płacisz trzy tysiące funtów za garnitur, to przepłaciłeś, tak samo z koszulą szytą na miarę za 200-300 funtów – spokojnie to tylko rzecz szyta na miarę. Ciuchy szyte na miarę powinny sprawić, że czujesz dumę z tego, że masz na sobie coś szytego na miarę, te rzeczy nie kosztują 10-15 funtów, tylko 100-150, a marynarka czy garnitur to 800-1200 funtów, ale to są wszystko rzeczy, o których możesz pomyśleć jak o inwestycji, bo jeżeli pomyślisz: „będę nosił ten garnitur za tysiąc funtów i założę go 10 razy, to wychodzi sto funtów za założenie, ale kiedy założę go sto razy, to okazuje się, że koszt per wear, czyli jedno założenie, kosztuje mnie bardzo mało, a za każdym razem będę wyglądał bardzo dobrze, bo on jest uszyty dokładnie na moją posturę”.

Często ludzie pytają: „a co, jeśli zmieni mi się figura? Co zrobię, jak schudnę?” – takie rzeczy zawsze można przerobić, te rzeczy będą z tobą na lata, zwłaszcza jak masz kilka koszul i codziennie ubierasz inną, to one wystarczą ci na długo, a za każdym razem jak będziesz je ubierał, będziesz dobrze wyglądał – nie będziesz musiał myśleć, że ta jest za ciasna, za krótka, tylko otwierasz szafę, bierzesz, ubierasz i ta rzecz dobrze leży. To jest mega w ciuchach szytych na miarę, że bierzesz, ubierasz i nie musisz robić nic innego, bo po prostu dobrze wyglądasz.

Mój znajomy był kiedyś w Hongkongu na targach i tam są ulice, gdzie jedna przy drugiej zlokalizowane są pracownie krawieckie. Jeden krawiec szył kilka rodzajów garniturów, uszył temu znajomemu taki, jaki chciał, w stylu Mao, dodatkowo ten krawiec był mistrzem marketingu, dlatego że moją znajomą ze Szwecji, która też coś tam szyła, poprosił o adres – ona była zdziwiona, bo uszytą rzecz miała odebrać za kilka dni na targach, więc zapytała się, po co mu ten adres, a krawiec na to: „wyślę ci kartkę na święta”. Ona zaczęła się śmiać, ale dała mu ten adres i on od tej pory co roku przysyła jej kartki na święta.

Mistrz. Sam po sobie i po swoich klientach, którym szyję na miarę, widzę, że dużo zależy od tego, czy się polubimy, czy nie. Jeśli chcesz budować szafę z kimś takim jak ja, to zajmie czas – musisz mi zaufać, musisz przejrzeć trochę rekomendacji, musisz przymierzyć rzeczy, których nie do końca chcesz przymierzyć, ale wiesz, że na końcu ta szafa będzie zrobiona. Czasem się śmieję, że nie potrzebuję dużo klientów, bo klienci, którym zrobiłem koszulę, czy garnitur, będą wracać. Podobnie jak twoja koleżanka ze Szwecji, jeśli będzie w Hongkongu, to na pewno wróci do tego krawca, bo jeśli miałaby coś kupić to właśnie tam. To jest piękne w długotrwałych relacjach, że możemy usiąść face to face i porozmawiać, robić coś razem – jestem fanem takich trwałych relacji.

Teraz będzie trudne pytanie: jak się wejdzie na twoją stronę internetową, to są fajne filmiki, są zdjęcia i masz prezencję modela – świetnie wyglądasz na wideo i na zdjęciach. Natomiast podejrzewam, że większość facetów jednak troszeczkę odstaje od tego wizerunku, bo albo czegoś mają za mało, albo czegoś za dużo i ta sylwetka nie jest taka dobra. Problem polega na tym, jak dobrać to ubranie, żeby rzeczywiście dobrze się prezentować, mimo różnych swoich niedoskonałości?

Na tym polega piękno robienia rzeczy na miarę, bo jakby nie patrzeć rzeczy gotowe są trudniejsze w noszeniu. Głównym z zadań rzeczy robionych na miarę jest to, żeby ukryć to, co masz do ukrycia i podkreślić to, co chcesz pokazać. Zadaniem osoby, która zajmuje się tym co ja, jest to, żeby właśnie takie rzeczy zrobić, czyli na przykład ktoś ma duży brzuch, to jak to zrobić, żeby ten brzuch ukryć? Są różne triki w modelowaniu garnituru, żeby tę niedoskonałość ukryć tak, żeby wyglądał dobrze – może nie trzeba podkreślać tego brzucha aż tak mocno, tylko bardzo mocno wyciągnąć coś innego. To jest sztuka – trzeba się nad tym pochylić i przemyśleć kilka rzeczy, bo to nie jest tak, że robimy coś od razu, tylko to jest proces, który trwa, to może być nawet sześć miesięcy, a nawet rok, ale najważniejsze jest to, żeby ktoś się czuł dobrze i to, że te ciuchy potrafią pewne rzeczy ukryć.

Ubrania szyte na miarę mają za zadanie ukryć niedoskonałości i podkreślić to, co chcesz pokazać

Jeśli jesteś niski i masz trochę brzucha, to pomyślmy – może byś dobrze wyglądał w czymś jasnym, może nawet w czymś jaskrawym, może powinieneś mieć różową marynarkę? Bo wtedy wszyscy powiedzą: „kurde stary, ale masz świetną marynarkę” i nagle nie ma, że ktoś powie, że jesteś gruby. Tak samo, jak masz jakieś oryginalne szelki albo poszetkę, bo wszyscy powiedzą: „ale to fajne, skąd to masz?”, nawet gdybyś zapytał później, czy ta osoba zauważyła twój duży brzuch, to nie wiedziałaby, o czym mówisz. Można stosować różne triki, żeby to poukrywać, ale jest też tak, że gdy ubierzesz te ciuchy szyte na miarę, to twoja pewność siebie jest niewiarygodna – wielokrotnie widziałem to u swoich klientów. Jak przychodzi klient i mówi, że idzie na jakieś ważne spotkanie albo do banku i szyjemy coś na miarę, to potem mówi mi, że jak wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, w którym jest to spotkanie, to na jego wejście nastaje cisza i każdy zastanawia się, kto to jest. Dzięki temu osiągnęliśmy to, co chcieliśmy, bo te ciuchy mówią, zanim ty zaczniesz cokolwiek mówić – jak widzisz kogoś z daleka, to już mówisz: „ten koleś dobrze wygląda” i dopiero wtedy zaczynasz rozmawiać.

Twoje ciuchy mówią, zanim ty zaczniesz cokolwiek mówić

Super, jeżeli mogę uszyć sobie ciuchy na miarę, to bomba – a co jeśli nie mogę sobie na to pozwolić, bo nie stać mnie, żeby wydać sto funtów na koszulę, więc idę do sklepu i potrzebuję coś dla siebie znaleźć?

Wróć do jakiegoś sklepu na eBay’u albo na Allegro, tam kupujesz ciuchy, które są markowe, ale są w jakiś sposób przecenione, bo może ktoś oddał albo jest jakiś outlet, tych opcji jest dużo. Jak kupujesz na eBay’u, to 50 procent ceny masz już w kieszeni i tę kasę, którą zaoszczędziłeś na wyjściu do sklepu, przeznaczasz na pójście do krawcowej. Jak masz krawca, który zajmuje się szyciem na miarę, to on swoimi przeróbkami sprawi, że powiesz: „kurczę, czuję się jak inny człowiek po tej przeróbce”. Musisz trochę zaufać takim ludziom, bo ich rolą jest to, żebyś wyglądał jak najlepiej. Nie bójmy się krawców – uważam, że takie osoby jak krawiec, fryzjer powinno się mieć w swoim networku i wiesz, że ta Ania robi dobrze takie rzeczy, więc zaniosę jej wszystkie spodnie, bo ona wie, że są za długie, za ciasne czy za duże i ona zrobi tak, że te spodnie będą na Tobie dobrze wyglądać. Ufajmy krawcom, bo oni robią dobrą robotę.

Jak to zrobić, żeby z jednej strony być człowiekiem eleganckim, ale z drugiej strony też pozostać sobą? Gdzie szukać takiego złotego środka? Są ludzie, którzy mają większą swobodę – nie wiem, czy kiedyś widziałeś twórców gier planszowych, to są totalnie odjechani goście, takie barwne ptaki. Ale jeżeli pracujesz w biurze rachunkowym, to ludzie oczekują, że będziesz wyglądał poprawnie. Gdzie można sobie poszaleć, a gdzie nie i jak to wszystko ze sobą połączyć?

Rekomenduję ludziom to, żeby na samym początku bardzo nie szaleli – nie chodzi o to, że masz mieć żółty garnitur. Na początku zróbmy mały akcent, idźmy krok po kroczku – możesz się wyróżnić tym, że twój garnitur jest naprawdę dopasowany, tym, że zawsze masz czyste buty, bo takie małe rzeczy robią ogromną różnicę. Możesz mieć ciekawą poszetkę, założyć super skarpetki – w tym możesz iść do biura księgowego w swoim szarym garniturze, ale dodajesz swoje małe rzeczy.

To, że masz przed sobą kolesia, który nosi różową muszkę, czy różowe szelki, to jest etap dziesiąty – jak jesteś księgowym i nie wiesz jak zacząć, to zaczynasz od etapu pierwszego, czyli na przykład wymieniasz sobie skarpetki i patrzysz, jak się w nich czujesz, w końcu czerwone skarpetki to szok. Jak przyjmie się, to w następnym tygodniu możesz zacząć nosić jakąś poszetkę – może się okazać, że nie czujesz się w tym zbyt dobrze, bo dziewczyny patrzyły, ale faceci byli trochę zazdrośni, więc może o to chodzi. Tydzień po tygodniu robisz kolejne etapy – nie zaczynaj od garnituru szytego na miarę, zielonych muszek, bo to jest proces, który po prostu trwa, jeżeli chcesz cokolwiek zmienić w swoim życiu, to licz się z tym.

Jest niewiarygodna ilość contentu w internecie – wyobraź sobie, że wchodzisz na YouTube’a i pytasz, jak powinien ubierać się księgowy, zakładam się, że będzie minimum 20 wideo o tym, jak dokładnie ma się ubrać księgowy albo czym ma się wyróżnić księgowy w pracy. Jak nasze pokolenie dorastało, to nie było tego i musiałeś skądś to wykombinować.

Wtedy wybór był też zdecydowanie mniejszy.

Dokładnie i takie rzeczy były zupełnie nieoczywiste. Teraz, jeżeli ktoś się mnie o to pyta, to jakby pytał: „jak używać Instagrama do biznesu?” – idź na Google i sprawdź. Ludzie, a szczególnie faceci, uwielbiają być w swoich comfort zones, jak pasuje mu czarny z zielonym, to już do końca życia będzie jechał z tymi kolorami, tylko żona czasem mówi: „zmień coś”. Bardzo często jest tak, że to właśnie żony przychodzą do mnie i mówią: „jest sprawa – mój mąż ma urodziny i chciałabym się dowiedzieć, ile kosztowałyby konsultacje”, zaczynamy rozmawiać i często okazuje się, że pół dnia spędzone ze mną to jest to, czego jej mąż potrzebuje. Idziemy wspólnie na zakupy, czasem nic nie kupimy, czasem kupimy całą stertę – musimy sprawdzić, czy się w ogóle polubimy, bo mąż może powiedzieć: „przyszedł ktoś w różowej muszce i mówi mi, co mam nosić”. Z reguły jednak widzę, że ta zmiana powoli się dzieje i to jest chyba najfajniejsze w moim biznesie, że mogę zobaczyć tę iskrę w oku, kiedy mój klient zakłada musztardowy sweter, a jego żona płacze ze szczęścia, bo do tej pory chodził tylko w czarnym.

To wracając jeszcze do księgowego – załóżmy, że ten księgowy czuje się w obowiązku, że powinien się prezentować profesjonalnie i chodzić w garniturze, ale nienawidzi garniturów. Jak to zrobić, żeby wyglądać profesjonalnie, ale bez garnituru?

Załóżmy, że ten księgowy ma na imię Szymon i myślimy, jak ten księgowy mógłby zmienić swój wizerunek, bo teraz chodzi w marynarce, często w dżinsach i w koszuli. Nie do końca wiadomo, czy powinien chodzić w garniturze, czy bardziej casual, może jednak warto zrzucić tę marynarkę i ubrać sweter. Ja takiemu Szymonowi powiedziałbym, żeby testował, żeby zamiast dżinsów, które są najmniej formalnymi spodniami, kupił sobie chinosy w kolorze niebieskim, nie granatowym, tylko w lekko jaśniejszym odcieniu – zobaczymy, jak się będzie w tym czuł. Zamiast marynarki można wziąć koszulę, która ma kwiatki, jeśli to się nie sprawdzi, to robimy krok w tył, może na tę koszulę zarzucimy jakiś fajny sweter, kardigan albo V neck – sprawdzamy, jakie to wywołało efekty i czy idziemy dobrą drogą.

Następnym krokiem są buty, warto więc sprawdzić, jakie są trendy w Google albo na YouTubie. Ostatnio dostałem takie pytanie: „czy księgowy powinien nosić białe trampki?” odpowiedziałem więc: „dlaczego księgowy ma być inny od na przykład sprzedawcy nieruchomości?”, jeśli to będą białe, czyste buty to można je założyć nawet do garnituru – to też dobrze wygląda do białej koszuli i granatowego garnituru, więc można tak biegać po mieście, to dobrze wygląda. Tych opcji jest dużo. Załóżmy, że mówimy Szymonowi: „testuj sobie – może zamiast niebieskich spodni następnym razem wybierzesz takie w kolorze ceglanym, a może zamiast koszuli w kwiatki, weźmiesz białą koszulę, która ma jakieś akcenty”, najpiękniejsze w tym procesie jest to, że odnajdziesz swój własny styl, bo nie dla każdego są muszki, szelki czy inne rzeczy i warto szukać czegoś swojego. Przestrzegam przed tym, żeby stać w miejscu, bo opcji jest bardzo dużo i zawsze znajdziemy coś dla siebie.

Nie warto stać w miejscu, bo opcji jest dużo i zawsze znajdziemy coś dla siebie

Jeżeli zdecydowałem się jednak na garnitur, czy marynarkę do pracy, żeby wyglądać bardziej formalnie, to szukam i jest sporo różnych możliwości – są oczywiście bardziej wieczorowe i galowe stroje, to raczej odpada, bo potrzeba coś bardziej praktycznego, takiego na co dzień, żeby to był wygodny strój, nie zniszczył się szybko i był w miarę uniwersalny.

Zrobiłem całą listę i tak pomyślałem, że mogę ci przesłać taką listę z checkboxami, żeby sobie zobaczyć ilość rzeczy, które mam, które chciałbym mieć, których nie mam jeszcze – to jest lista, którą zrobiłem dla jednego z klientów, ale stwierdziłem, że fajnie by było to udostępnić. Na liście jest: biały T-shirt, T-shirt w innym kolorze, w sumie trzy T-shirty bez żadnych napisów, dwie pary spodni chinos w jasnym i ciemnym kolorze, ciemne jednokolorowe jeansy, eleganckie buty, łatwe do wypastowania, dwa fajne krawaty. Na tej liście znajduje się w sumie 50 pozycji – wszystko po to, żeby kombinować ze stylem i budować tę swoją szafę. Ta lista to taka podstawa, bo zawiera wszystko to, co powinieneś mieć, warto według czegoś takiego pracować. Kiedyś rozmawiałem z kimś, kto miał bardzo dużo par butów i ten człowiek mówił, że kupuje kolejne pary bez namysłu, idzie, patrzy, że są fajne i kupuje. Powiedział mi, że chciałby mieć taką umiejętność, żeby nie kupować emocjami, że widzi i kupuje, tylko chciałby mieć taki plan, ale to jest silniejsze od niego.

Załóżmy, że żona wyciągnęła cię na zakupy i pokazuje ci kolejne rzeczy i dla świętego spokoju coś wybierasz, nawet tego nie przymierzając – często tak wyglądają zakupy, że ktoś cię wyciąga, dziecko płacze, za chwilę jest mecz i w rezultacie kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz. Ważny jest plan, żeby mieć listę, iść z nią na zakupy i sprawdzić czego ci brakuje.

Powiedziałeś, że lepiej mieć niewiele rzeczy, ale takich, które pasują do siebie. Skąd mam wiedzieć, czy one do siebie pasują – jeśli kupię wszystko białe albo czarne, to będą do siebie pasować, ale chyba nie o to chodzi.

Jak kupisz wszystko białe, to będziesz wyglądał jak raper P.Diddy, który z tego słynie. Podobno są książki, których nigdy nie czytałem, a które podpowiadają, jak dobrać kolory pod kolor oczu, cery.

W centrum handlowym widziałem, jak stylistka robiła analizę kolorystyczną i przykładała wzorniki do twarzy.

A to jest naprawdę proste – ja nawet nie widzę kolorów, więc zróbmy tak, żeby było prosto. Jest prosta zasada: trzy kolory, czyli powinieneś mieć na sobie nie więcej niż trzy kolory. Co to znaczy? Masz biały T-shirt, granatowe spodnie chino i do tego masz czarne buty albo zieloną kurtkę, różowy sweter, białe chinosy i neutralny kolor butów. Im mniej mamy różnego typu napisów na sobie, tym łatwiej wszystko zgrać ze sobą, czyli wielki napis Coca-Cola albo Nike będzie wszystko zaburzał, a jak będzie gładki T-shirt, do tego proste, dopasowane spodnie w błękitnym kolorze albo nawet łososiowe i do tego granatowy sweter to już jest to fajne – jakbym widział cię tak ubranego, to od razu powiedziałbym: „ten koleś zna się na rzeczy”, bo to jest fajne, ciekawe, a faceci tak się nie ubierają. Zasada trzech kolorów jest super, bo kupujemy rzeczy proste, które do siebie pasują, bo jak zakładamy trzy kolory to wszystko gra.

Bardzo fajnie wyglądają też kontrasty, czyli kiedy masz białą koszulę, to dobrze do tego będą wyglądać spodnie navy, taki ciemny granat. Jeśli miałbyś białą koszulę i jasne spodnie, to polecałbym ci do tego ciemną marynarkę albo ciemne dodatki jak buty. Ta zasada kontrastu też działa super prosto, bo masz coś jasnego, masz coś ciemnego i to łączysz, a to działa. Właśnie zdradziłem ci całą moją zasadę, jak prowadzę moich klientów [śmiech].

Dobra, to teraz będzie coś trudniejszego – załóżmy, że kupiłem sobie jakiś zarąbisty garnitur na eBay’u, który jest markowy, dopasowany i pasuje mi. Załóżmy, że używam go dość często, bo zakładam go do pracy i chciałbym, że on się nie zniszczył – wiadomo, że te markowe rzeczy są z lepszych materiałów, które są trwalsze, ale czy są jakieś patenty, na to, jak dbać o garnitur? Myślę, że sporo osób ma taki problem, że kupują garnitur, on wisi w szafie i nagle przychodzi wydarzenie, na które mam go założyć i jak go zakładam, to okazuje się, że on w ogóle nie wygląda dobrze.

Bardzo ważny jest wieszak i to, w jaki sposób przechowujemy garnitur, bo on często ma wypełnienia na ramionach, które się bardzo łatwo odkształcają. Musimy zakupić grube wieszaki. Drugi bardzo ważny warunek to nie pierzmy garnituru, nie dawajmy go do pralni chemiczne, bo to bomba atomowa dla garnituru. Tam jest masakra, bo w takiej pralni wrzucają wszystkie chemikalia, jakie tylko mogą, wyobraź więc sobie, co się dzieje z tą naturalną wełną. Jak więc się pozbyć plam? Będziesz się śmiał, ale wejdź na YouTube’a – tam jest dużo filmów, jak sprać plamę [śmiech]. Ta rada jest zupełnie na serio, bo jak będziesz miał plamę, to możesz w Google znaleźć specjalne odplamiacze do garniturów, to jest zdecydowanie lepsze niż pralnia, bo ona szkodzi z uwagi na bardzo ostrą chemię, więc wskazana jest maksymalnie raz w roku.

W jednym ze swoich wideo opowiadam o tym, jak składać spodnie na wieszak tak, żeby nie spadały, bo zawsze jest z tym problem, czy składać je kantami, czy za wieszak, czy jak? To wideo pokazuje Savile Row Fold, to sposób, żeby składać nogawki do środka, dzięki czemu się nie gniotą. Kolejna sprawa to jak przewozić garnitur – można na sobie, ale wiadomo, że się gniecie, jest niewygodnie, może być zbyt ciepło. Może więc warto go zdjąć i złożyć w taki sposób, żeby się nie gniótł. Jak potrzebujesz się takich rzeczy dowiedzieć, to wejdź na mój kanał, tam jest wszystko za free.

Jak jesteś facetem i trochę cię boli to, że nie wyglądasz tak dobrze, jak chciałbyś wyglądać, to warto się troszeczkę tym zainteresować, to może być jedno wideo o męskim stylu na tydzień, ale żeby być na bieżąco z tym, co jest trendy w 2018 roku – możemy nawet otworzyć kartę w trybie incognito, żeby żona i dzieci nie wiedziały, co oglądamy [śmiech]. Może dzięki temu zaczniemy myśleć o naszym stylu i o tym, że nie zawsze musimy chodzić w czarnych rzeczach.

Wiem, że robisz też porady w Alexie, w butiku Amazona. Alexa to jest taki inteligentny głośnik. W Polsce to chyba nie jest dostępne, ale to jest fajny sposób na marketing – możesz powiedzieć o tym więcej, jak to robisz, o co chodzi i skąd się to wzięło?

Alexa podobno zawładnie nami z jakiś czas, wszystko, co będziesz chciał, będziesz mówił do Alexy i ona to zrobi, więc to będzie bardzo ciekawe. Mam nadzieję, że tego dożyjemy, bo już się nie mogę tego doczekać. Pytałeś o to, co ja robię na tej Alexie. Mój znajomy wymyślił, że zrobi kurs na temat Alexy, bo trochę się jara takimi rzeczami – ten kurs jest poświęcony temu, jak stworzyć daily briefings, czyli pytasz Alexę, co się dzisiaj działo w ciągu dnia, pytasz o jakiś interesujący fakt czy ciekawostkę ze świata.

Czyli jest tam zestaw informacji, które Alexa przekaże na dane hasło, to może być pogoda, newsy – tam mogą być takie pigułki, które można sobie samemu wybrać.

Dokładnie.

A ty jesteś jedną z takich pigułek.

Tak, ponieważ lubię gadać i być na wideo – dla mnie to jest naturalne środowisko, więc pomyślałem, dlaczego nie. Na Udemy znalazłem kurs kolegi Alexa Skills, czyli jak te skille zrobić, jak je wyprodukować, od zera do bohatera. Ten kurs trwa trzy godziny, ale dosłownie prowadzi cię krok po kroku. Nagrałem krótkie epizody takie 40-sekundowe, na przykład na temat tego, jaki powinien być twój kolejny zakup w stylu albo mówię, jaką powinieneś mieć koszulę, albo jak dbać o swoje marynarki – tych skilli nagrałem już w Alexie około stu i co jakiś czas dorzucam nowe, więc cały czas to działa. To jest nowe medium, trochę nie wiadomo, co z nim kiedyś będzie, więc jestem tam jedną nogą – wiadomo, to rozwija się powoli, ale sprawia mi to przyjemność i jest pomocne, bo widzę, że dużo osób to ogląda. Zawsze się też zastanawiam, dlaczego produkujemy content – czemu to robisz?

Bo to lubię i jest to coś, co pomaga innym ludziom.

Bardzo dziękuję – to jest dokładnie to, o czym mówię, czyli pomagasz w czymś ludziom i jesteś pomocny. Jeśli masz jakiś zasób wiedzy, umiesz prowadzić rozmowy z ludźmi, masz kontakty, to chcesz się tym podzielić. Ja bardziej interesuję się modą niż piłką nożną, to jest moja umiejętność i chcę się tym podzielić – czy robię to przez Alexę, YouTube’a, czy przez bloga, to jestem w stanie ci doradzić. Pamiętasz, jak usiedliśmy i zrobiliśmy tę koszulę?

To było dla mnie totalne zaskoczenie, gdy przyszedłem do ciebie pierwszy raz, zapytałeś, jakie mam doświadczenie z koszulami, bo do tej pory szedłem sobie do sklepu po prostu po koszulę. Jak zacząłem się zastanawiać, doszedłem do tego, że mam doświadczenia z koszulami, bo jak jestem na targach i jest gorąco, to one nie oddychają, a wtedy jest mi nieprzyjemnie, bo się pocę. Potem przeszliśmy do całej konfiguracji i okazało się, że to jest jak kupowanie nowego auta [śmiech]. Wybierasz materiał, masz wzornik w formie książeczek, gdzie zamiast kartek masz materiały i tak przeglądasz, i pewnie gdyby nie to, że przyszedłeś mi z pomocą, to utknąłbym tam na wieki. Później okazuje się, że ta koszula może mieć różne bajery, których nie ma koszula ze zwykłego sklepu – to jest niesamowite, że kiedy robi się coś z ekspertem, z kimś, kto się zna, to człowiek zaczyna zauważać rzeczy, o których nie miał pojęcia i zaczyna się w to wciągać. To, że dzielisz się tą wiedzą, powoduje, że ludzie się tym bardziej interesują, bo widzą, że jest więcej możliwości, bo widzą, że można zrobić więcej.

Dokładnie, ciekawe treści powodują reakcję – sam zainteresowałem się twoim odcinkiem o personal brandingu, zacząłem googlować informację o gościu odcinka i o akademii brandingu, która była tam wspomniana. Jednak kiedy słuchałem o sprzedaży firmy, to nie jestem zainteresowany, bo to nie mój klimat i nic nie zrobię z tą wiedzą. Podobnie z moim wideo – pewnie nie każdy temat będzie odpowiadać każdemu. Może dzięki temu, ktoś, zamiast kupować koszulę w Next albo w H&M za 30 funtów, stwierdzi, że zaoszczędzi, napisze do mnie i wspólnie coś wymyślimy. Mam klientów z całego świata i czasami robimy spotkanie online, gdzie pokazuję materiały i rozmawiamy o tym, czego potrzebują. Nie trzeba brać pożyczki pod zastaw domu, żeby coś takiego zrobić, więc jeśli ktoś tego potrzebuje, to może to zrobić.

We wstępie do podcastu powiedziałem, że ubranie wpływa na pewność siebie. Myślę, że podstawowa rada, która utkwi mi w pamięci to: jak czegoś nie wiesz, to wygoogluj, a jak nie wiesz gdzie kupić, to kup na eBay’u.

Tak i to działa, polecam wszystkim. Nie bójmy się tego szukać, wiem, że to jest śmieszne, bo żyjemy w telefonach, ale naprawdę każda informacja tam jest. Jak napiszesz „zasada trzech kolorów”, to wyskoczy 40 wideo o tym jak i co dobierać. Wszystko tam jest, więc nie bójmy się, rozpychajmy się w tym świecie naszego komfortu.

Wielkie dzięki.

Dzięki bardzo.