Własny biznes to praca od rana do wieczora. Czy można osiągnąć 300 tysięcy przychodu rocznie, pracując godzinę dziennie?

W prowadzeniu własnej firmy rzadko możemy liczyć na taryfę ulgową. Nawet jeśli okoliczności są niesprzyjające, ciężko jest zwolnić tempo, bo jeśli nie pracujesz – nie zarabiasz.

Można jednak szukać sposobów na to, żeby przygotować się do trudniejszych momentów albo żeby radzić sobie z nieprzewidzianymi przeciwnościami losu.

W tym odcinku podcastu rozmawiam z osobą, która mimo bardzo trudnych prywatnych okoliczności, w których się znalazła, potrafiła rozwinąć swoją firmę.

Jak moja rozmówczyni doszła do momentu, w którym pracując jedną, czasem dwie godziny dziennie, zaczęła zarabiać niemałe pieniądze? W jaki sposób deleguje zadania i łączy rolę mamy i przedsiębiorczyni?

Oto historia Oli Gościniak – pomysłodawczyni marki Jestem Interaktywna. Mam nadzieję, że cię zainspiruje.

Prezent dla słuchaczy

KsiążkoPlaner – bezpłatne rozdziały
Jak planować biznes online? Dołącz do Klubu MWF i pobierz bezpłatne rozdziały KsiążkoPlanera Oli Gościniak Chcę to 

Marek Jankowski: Co ostatnio czytałaś?

Ola Gościniak: Jakiś czas temu czytałam książkę Michaela Breusa Potęga Kiedy, która całkowicie zmieniła moją produktywność.

Okazało się bowiem, że jestem lwem, czyli osobą, która lepiej pracuje z samego rana i nie dla mnie wieczorna praca czy webinary o 20:00, po których następnego dnia czułam się jak zombie.

Kiedy przestawiłam się na pracę od samego rana, mój biznes bardzo się zmienił.

Marek Jankowski: Ta książka bardzo pasuje do tematu, który chciałbym poruszyć, czyli: jak działać efektywnie, nawet gdy mamy bardzo niewiele wolnego czasu do dyspozycji. Powiedz, jak wyglądała twoja działalność w okresie, gdy tego czasu miałaś więcej, a więc przed 2019 rokiem?

Firmę założyłam w 2012 roku. Zaczynałam od tworzenia stron internetowych na zlecenie, a później w 2015 roku zaczęłam pisać blog Jestem Interaktywna, w którym podpowiadałam, jak samodzielnie stworzyć stronę. Zrobiłam to za namową osób, które pisały do mnie z prośbą o tego typu wskazówki, bo nie miały budżetu, żeby to komuś zlecić.

Z czasem okazało się, że prowadzenie bloga przynosiło mi więcej frajdy i pieniędzy, a poza tym dawało więcej wartości innym, bo dzięki niemu mogło powstać więcej stron internetowych. Zrezygnowałam więc z tworzenia stron na zlecenie i skupiłam się na uczeniu tego na blogu.

Pełnoetatowej pracy na blogu poświęcałam 6 godzin dziennie, bo więcej po prostu nie jestem w stanie pracować.

W 2019 całe moje życie wywróciło się do góry nogami, bo na początku roku zaszłam w ciążę, która okazała się zagrożona i zgodnie z zaleceniem lekarza musiałam cały czas leżeć. W efekcie wszystkie moje aktywności – live’y, webinary, podcast – musiały pójść w odstawkę.

Przez większość roku nie pracowałam. Na szczęście miałam wsparcie mojej asystentki Martyny, która znała mój biznes od podszewki i na podstawie stworzonych przeze mnie wcześniej materiałów mogła przeprowadzać różne akcje promocyjne. Moja rola ograniczała się do zerkania od czasu do czasu na telefon i dawania feedbacku.

Moja córeczka urodziła się dwa miesiące przed terminem, pierwsze tygodnie jej życia spędziliśmy w szpitalu i tak naprawdę wróciłam do pracy dopiero w marcu 2020, kiedy wybuchła pandemia.

Ja byłam na tę przerwę w pracy przygotowana. Budowałam swój biznes oparty na blogowaniu przez lata, zakładając, że kiedyś będę powiększała rodzinę i nie wiadomo, jak będą wyglądały pierwsze miesiące życia dziecka.

Produkty cyfrowe sprzedawane na blogu pozwalały mi skalować biznes i odcinać kupony od mojej wcześniejszej działalności.

Nawet, gdy praktycznie nic nie robiłam, na moją stronę i tak wchodziło 20 tysięcy osób miesięcznie z wyszukiwarki Google. Część z nich kupowała moje produkty. Firma nie stanęła, miałam zyski pozwalające mi na utrzymywanie biznesu, opłacanie kosztów działalności i wynagrodzeń.

To wszystko pokazuje nam, jak dużo może dać dobrze poukładany biznes online.

Z tego, co wiem, po powrocie do pracy miałaś na nią jedną, dwie godziny dziennie. Na świecie szalała pandemia, wiele branż stanęło, a mimo to rok 2020 przyniósł ci najlepszy wynik finansowy. Opowiedz, jak udało ci się to osiągnąć.

Nie bez powodu wróciłam do pracy właśnie w marcu 2020. Wiele branży – gastronomiczna, hotelarska, kosmetyczna – nie mogło funkcjonować, niektórym przedsiębiorcom usunął się grunt pod nogami. Zaczęłam dostawać mnóstwo wiadomości z pytaniami, co robić, jak zabrać się za tworzenie produktów cyfrowych, typu kursy online czy ebooki. Ludzie mieć czas, żeby to robić.

Poczułam, że znów mam misję, bo mogę komuś pomóc.

Problem polegał na tym, że na świecie szalała pandemia, a ja miałam w domu wcześniaka z ograniczoną odpornością. Nie mogłam zatrudnić żadnej niani, nawet rodziny nie wpuszczaliśmy.

Mój mąż pracował 8 godzin w pracy etatowej, więc postanowiliśmy, że będzie chodził do pracy o godzinę później, żebym ja mogła przedtem popracować od 8:00 do 9:00. Wieczory, jak już wspomniałam, nie wchodziły w moim przypadku w grę.

Tylko ile można zrobić w godzinę?

No, właśnie! Jak to u ciebie wyglądało?

Dla osoby, która przez rok prawie w ogóle nie pracowała, ta godzina była oddechem. Z mojej perspektywy to było bardzo dużo czasu! [śmiech]

Zaplanowałam sobie dni tematyczne.

Sposobem na planowanie pracy jest pogrupowanie obowiązków i stworzenie dni tematycznych, podczas których będziemy realizować konkretne cele

W poniedziałki poświęcałam tę godzinę na spotkania z zespołem, żeby rozdysponować zadania. Do tego zespołu dołączyła druga asystentka, która z kolei ma pod sobą grono wirtualnych asystentek specjalizujących się w różnych rzeczach, np. w montażu podcastów czy wideo, w transkrypcjach, w copywritingu… Dzięki temu nie musiałam rozmawiać z różnymi podwykonawcami i to mi oszczędzało mnóstwo czasu.

We wtorki prowadziłam live’y i webinary. Uczestniczyło w nich znacznie mniej osób niż w wydarzeniach organizowanych wcześniej wieczorami – teraz jak było kilkadziesiąt osób na żywo, to było super – ale uznałam, że albo będę to robić rano, albo wcale. Poza tym sporo osób oglądało później powtórki, więc działo się.

W środy prowadziłam konsultacje dla kursantów, w czwartki tworzyłam nowe projekty, a w piątki planowałam: koncepcje, kolejny tydzień, miesiąc.

Czasami pracowałam dwie godziny dziennie, kiedy w czasie drzemki córeczki mogłam coś porobić na telefonie – leżąc z nią w łóżku, bo długo nie akceptowała samodzielnego spania.

Z tego, co powiedziałaś, wnioskuję, że sposobem na odciążenie z nadmiaru obowiązków były dla ciebie poniedziałki, podczas których delegowałaś zadania.

Dokładnie tak. Zaczęłam sprawdzać, w których zadaniach jestem tzw. wąskim gardłem, czyli do których zadań jestem niezbędna. Były to konsultacje, prowadzenie live’ów, tworzenie nowej merytoryki i rozdzielanie zadań. To były rzeczy niezbędne, całą resztę oddelegowałam.

Nie było to łatwe, bo ja jestem Zosią-samosią. Kiedyś nawet sama montowałam podcasty! Sytuacja jednak mnie do tego zmusiła i w sumie jestem wdzięczna, że tak to teraz wygląda. To bardzo zmieniło mój biznes.

Czasem jest tak, że jak chcemy coś wydelegować, to wydaje nam się, że są rzeczy, które tylko my jesteśmy w stanie zrobić. Bo my to czujemy, my to zrobimy najlepiej, my mamy odpowiednie doświadczenie. Z którymi rzeczami najtrudniej było ci się rozstać?

Projektowanie grafik – bo studiowałam grafikę projektową – i składanie ebooków. Obie te rzeczy lubię robić, ale nie muszę ich robić. Gdybym sama składała ebook, to przez dwa tygodnie nie robiłabym nic innego.

W tej chwili pracuję trochę więcej i od czasu do czasu składam sobie jakieś karty pracy, żeby mieć z tego trochę przyjemności.

Czy były w tym procesie rzeczy, które w ogóle przestałaś robić i które całkowicie odpuściłaś? Bo delegowanie wszystkiego jest jednak dość kosztowne, więc warto się pozbywać rzeczy, które wcale nie muszą być robione.

Na pewno przydała się tutaj matryca Eisenhowera, w której dzielimy sobie obowiązki na rzeczy ważne i pilne, ważne i niepilne, nieważne i pilne oraz nieważne i niepilne. To pozwala ustalać priorytety i przydaje się w sytuacjach, kiedy nie wiemy, co zrobić z danym zadaniem.

Najczęściej rezygnowałam z realizacji cudzych celów, a nie własnych, czyli np. ze współprac reklamowych nie do końca spójnych z tym, co robię, albo afiliacji. Skupiłam się na swoim blogu i swoich produktach.

Powiedziałaś, że przygotowywałaś się wcześniej do tego, żeby twój biznes mógł funkcjonować bez twojego zaangażowania. Na ile te plany pokryły się z rzeczywistością?

Gdybym miała się cofnąć w czasie, wprowadziłabym więcej procedur i więcej produktów i materiałów evergreen, które nie dezaktualizują się tak szybko.

Działam w branży technologicznej, tworzę kursy WordPressa i narzędzi, które często się zmieniają. Te rzeczy nie są samograjem na wiele lat, jak niektóre kursy, które wystarczy nagrać raz i których nie trzeba aktualizować, bo nic się nie zmienia.

Nagrałam kurs całkowicie od nowa, tym razem tworząc krótkie lekcje, które w razie czego można szybko podmienić.

Odkryłam też magię procedur, czyli rzeczy, które są powtarzalne.

Procedury pozwalają poukładać i sprawniej wykonywać zadania, które są powtarzalne

Poza tym z okazji mojej nowej publikacji, KsiążkoPlanera Rok z biznesie online, organizuję miesiące tematyczne, w których za każdym razem zajmujemy się czymś innym – np. w lutym SEO, w marcu newsletterem – powtarzając to w cyklu rocznym. Tutaj też mogę wdrożyć konkretne procedury, żeby każdego roku mieć mniej pracy, a jednocześnie nadal tworzyć wartościowe i merytoryczne materiały.

Wśród moich odbiorców sporo jest tzw. „świeżej krwi”, czyli nowych osób z powtarzającymi się problemami, np. jak stworzyć swoją stronę internetową. Te miesiące tematyczne są więc sposobem na dostarczanie takim osobom cały czas nowego materiału potrzebnego im do stworzenia biznesu online.

Powiedziałaś, że odkryłaś procedury, ale zakładam, że o ich istnieniu już wiedziałaś, bo przecież wywodzisz się ze świata IT. Czy było coś takiego, z czego zrobiłaś procedurę, mimo że wcześniej nie pomyślałabyś, że jest to możliwe?

Za każdym razem, gdy robiłam jakieś wyzwanie, webinar albo wydarzenie, całkowicie od nowa robiłam stronę zapisu, listę mailingową itd. Nawet jeśli bazowałam na jakichś szablonach.

Teraz jednak wpadłam na to, że skoro zawsze w marcu będę robiła temat newslettera, to mogę mieć za każdym razem tę samą stronę zapisu, która dzięki odpowiednim wtyczkom w WordPressie sama się włączy.

W grudniu zeszłego roku zrobiłam więc 12 stron zapisu na wszystkie wyzwania w roku, co zwolni mi bardzo dużo czasu.

Tworzymy też grafiki, które nie mają na sobie dat, dzięki czemu za rok będę je mogła znowu wykorzystać. Do zmiany będą jedynie jakieś live’y tematyczne czy nazwiska gości. Poza tym napisane dotychczas teksty też będzie można recyklingować, bo będą wymagały tylko odświeżenia.

To wszystko pojawi się znowu dopiero za rok, więc wszyscy zdążą zapomnieć, o czym pisałam.

Te treści nie będą takie same 1:1, bo jednak będę starała się pokazywać je z nieco innej strony, ale tej pracy dookoła tego będzie mniej.

Wspomniałaś, że masz swoją listę mailingową. Jeżeli działasz w systemie rocznym, to osoba będąca na twojej liście dłużej niż rok może od ciebie otrzymywać te same treści. Czy nie obawiasz się, że ludzie będą ci zarzucać, że się powtarzasz?

Do tej pory mi się to nie zdarzyło.

Być może wynika to z faktu, że mam bardzo posegmentowanych odbiorców w newsletterze i zawsze pytam, czy kogoś interesuje dany temat. Jeśli odpowie TAK, to będzie w danym miesiącu otrzymywał więcej maili; jeśli NIE – dostanie tylko standardowy poniedziałkowy newsletter. Dzięki temu nikt nie czuje się zmęczony konkretnym zagadnieniem.

Staram się też prowadzić różne wydarzenia towarzyszące, np. burze mózgów, które mogą nas naprowadzić na inne tory.

Webinar główny w miesiącu to są zawsze nowe treści, w których pokazuję różne aspekty. Załóżmy, że temat jest związany z WordPressem. W styczniu tego roku temat główny brzmiał: „Załóż bloga na WordPressie”, a za rok będzie: „Załóż stronę wizytówkową na WordPressie”.

Chciałbym jeszcze podrążyć temat delegowania. Bo to brzmi rzeczywiście super, ale dobrze wiemy, że to nie jest takie proste. Przede wszystkim trzeba znaleźć odpowiednią osobę do delegowania, później musimy sprawdzić, czy dobrze przekazaliśmy jej, co jest do zrobienia, i czy ona to zrobiła tak, jak chcieliśmy. Poza tym czasami nasi współpracownicy również wypadają, bo sami mają swoje sprawy. Gdzie zauważyłaś w swojej współpracy z innymi takie progi zwalniające, które trzeba było poprawić?

Ja często robię takie podsumowania na przełomie roku. To jest też okazja do wprowadzenia zmian.

Właśnie rok temu zatrudniłam tę drugą wirtualną asystentkę, Agnieszkę, która ma pod sobą cały zespół. Od tej pory nie mam już problemu, że jeśli ktoś zachoruje, to trudno będzie go zastąpić, bo osoby w tym zespole mogą przejmować swoje obowiązki. Ja nawet nie muszę o tym wiedzieć. To jest naprawdę genialne rozwiązanie.

W tym roku dodatkowo przeorganizowaliśmy tę strukturę. Agnieszka nie wykonuje już żadnych dodatkowych zadań dla mnie – jej zadaniem jest project managing całego zespołu.

Tworzymy też treści na cały rok do przodu.

Wygląda więc na to, że twój cały biznes jest mocno uzależniony od Agnieszki. Nie boisz się, co mogłoby się stać, gdyby ona z jakichś powodów nie mogła pracować?

Raczej nie. Poradziłam już sobie z tyloma rzeczami, że i tutaj szukałabym rozwiązania.

Czego cię nauczyły dotychczasowe doświadczenia? W jaki sposób zmieniły twoje postrzeganie własnego biznesu?

Przede wszystkim mam zupełnie inną relację z pieniędzmi. Kiedyś moje podejście nie było wspierające, tylko blokujące. Miałam przeświadczenie, że nie zasługuję na duże pieniądze i sabotowałam się w tym kierunku.

Gdy sięgałam pułapów finansowych, które przestawały być dla mnie komfortowe, osiadałam na laurach, przestawałam się promować.

To jest podobno dość częste zwłaszcza wśród kobiet odnoszących sukces.

Ja nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy!

To wynikało z błędnych przekonań dotyczących pieniędzy. Gdzieś tam od rodziny słyszałam, że jak kobieta zarabia dużo pieniędzy, to jest chciwa. Na szczęście zaczęłam odbudowywać tę relację z pieniędzmi i zauważyłam, że zarabianie dużych kwot to nie jest chciwość, tylko możliwości – to, co możemy z tymi pieniędzmi zrobić. Nie należy ich jednak traktować jako główny cel.

Zaczęłam myśleć, że mając pieniądze, mogę wspierać innych, realizować moją misję.

Zarabianie dużych pieniędzy to nie jest chciwość, tylko możliwości

Więcej wydaję pieniędzy w biznesie, więcej deleguję, bo wierzę, że jeśli będę zatrudniać świetne kobiece firmy, to będę im pomagać w osiąganiu spokoju i tworzenia biznesu, jaki sama zbudowałam.

Mocno też inwestuję w wyzwania i bezpłatne wydarzenia. Koszt jednego takiego wydarzenia to kilkanaście tysięcy złotych, a ja ich w roku prowadzę dwanaście, więc można to sobie łatwo przeliczyć.

Rok, w którym pracowałam tylko godzinę dziennie, był dla mnie w tamtym czasie najlepszym rokiem finansowym – osiągnęłam roczny przychód 300 tysięcy złotych. W 2021 roku pracowałam godzinę dziennie do czerwca, a później zatrudniłam nianię na 4 godziny dziennie i przychód roczny wzrósł do 400 tysięcy złotych. Rok obecny ma szansę być jeszcze lepszy, bo w samym styczniu przebiłam 50 tysięcy.

Rzeczywiście często kobiety mają podobny problem z podejściem do pieniędzy. Przez lata była to przecież domena mężczyzn, a kobieta miała raczej dbać o domowe ognisko. Tylko że czasy się zmieniły i kobiety też pracują.  Dlatego warto się sobie przyjrzeć i popracować nad tym podejściem. Gdybym ja tego nie zrobiła, pewnie utknęłabym w jakimś miejscu.

Co ci pomogło zmienić twoje przekonania?

Przede wszystkim zauważyłam, że inne kobiety zaczęły mówić o finansach i dzielić się swoimi doświadczeniami. Mam tu na myśli m.in. Olę Budzyńską czy Elizę Wydrych.

Ustaliłam sobie wypłatę, która jest co miesiąc taka sama – bez względu na to, ile zarobi firma. Miałam problem z ustaleniem kwoty tej wypłaty. Postanowiłam więc, że będzie ona równa wypłacie mojego męża, który ma takie samo wykształcenie i staż zawodowy jak ja. I będzie to po równo w naszym małżeństwie.

Pozostałe pieniądze przeznaczam na delegowanie zadań albo organizowanie bezpłatnych wyzwań. Mam też dość dużą poduszkę finansową na koncie biznesowym, dzięki której nawet gdyby wycięło mnie na rok, mogłabym spokojnie opłacić koszty związane z działalnością. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa i myślę, że nawet gdyby zmogło moją wirtualną asystentkę, dałabym sobie radę.

Powiedziałaś, że jedno wyzwanie organizowane w sposób, w jaki wy to robicie, kosztuje kilkanaście tysięcy złotych. Gdzie są te koszty? Niejedna osoba mogłaby pomyśleć, że to raptem wrzucenie kilku postów do social mediów.

Początkowo te wyzwania tyle nie kosztowały, bo ja miałam czas i wiele rzeczy mogłam zrobić samodzielnie.

W tej chwili dobrze zarabiam. Nie potrzebuję nowego telefonu, gdy tylko wyjdzie kolejny model. Połowę pensji jeszcze oszczędzam.

W związku z tym ja mogę wydawać tyle pieniędzy na wyzwanie. Mogę zatrudnić kogoś, kto zrobi świetne grafiki – nie muszę i nie chcę negocjować stawek. Mogę zatrudnić ludzi do publikowania postów i ustawiania reklam.

Mogłabym to wszystko zrobić sama, ale nie pracowałabym wówczas tak krótko jak teraz, a w tej chwili jest to dla mnie ogromna wartość, bo mogę spędzać czas z córką, nie spoglądając cały czas w telefon. Nie chcę tego robić.

Czy to znaczy, że w twoich social mediach nie ma cię fizycznie i ktoś inny prowadzi je za ciebie?

Jestem na Instagramie, ale np. stories merytoryczne publikują się automatycznie.

Nadal w każdy wtorek o 10:00 jestem dostępna na livie, a w środę poświęcam godzinę dla kursantów.

To nie jest tak, że cały czas zasłaniam się innymi osobami; jestem dostępna, bo to jest też dla mnie ważne, ale ta dostępność odbywa się na moich zasadach.

Czy zauważyłaś jakieś zmiany w skuteczności swoich działań, odkąd je wydelegowałaś?

Finansowo jest lepiej, a w tym roku, jak już wspomniałam, jest szansa, że pobijemy ten wynik.

3 rzeczy do zrobienia po wysłuchaniu tego podcastu

  1. Przyjrzyj się zadaniom, które masz do wykonania, i zdecyduj, z których możesz zrezygnować.
  2. Rzeczy, które nie wymagają twojego zaangażowania, wydeleguj. Bądź bezlitosny – jeśli nie chcesz lub nie możesz czegoś zrobić, przekaż to dalej.
  3. Przy planowaniu projektów i produktów stawiaj na treści uniwersalne, których nie trzeba zbyt często aktualizować.

Przydatne linki

Na stronie zostały wykorzystane linki afiliacyjne. Jeżeli wejdziesz przez nie na stronę sprzedawcy i dokonasz zakupu, sprzedawca podzieli się ze mną częścią swojej marży (nie wpływa to na twoją cenę). Wymieniam wyłącznie te produkty i usługi, z których rzeczywiście korzystam i jestem z nich zadowolony.

Dodaj komentarz

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments