Jednoosobowa firma szkoleniowa. Sposoby na osiągnięcie zysków i odróżnienie się od konkurencji

14 stycznia 2019

Wcale nie trzeba mieć odkrywczego pomysłu, żeby założyć firmę i w krótkim czasie zacząć zarabiać.

Muszę się przyznać, że miałem inne podejście, kiedy w 2004 r. rozpoczynałem własną działalność. Wydawało mi się, że muszę znaleźć niszę, której nikt jeszcze nie zagospodarował.

Nisza była, ale niestety nie doszukałem się w niej pieniędzy. Prawie 4 lata zajęło mi zrozumienie, że znacznie pewniejszą drogą jest robienie podobnych rzeczy co inni, tylko lepiej. Zachęcam do takiego podejścia również w podkaście… i niektórzy słuchacze biorą to sobie do serca.

Kilka miesięcy temu dostałem mail od Michała. „Mija rok jak trafiłem na twój podcast” – napisał. „Chciałbym ci podziękować i przedstawić moją historię. 5 dni temu zakomunikowałem szefowi, że planuję odejść z etatu, idąc na swoje”.

Dalej Michał wyjaśnił krok po kroku, jak doszło do tego, że w wieku 27 lat zdecydował się zrezygnować z pracy w prestiżowej firmie i rozpocząć własną działalność. Na koniec napisał:

„Pozwoliłeś mi w mniej niż rok odmienić życie i rozpędzić biznes. Ba, nauczyłeś mnie prowadzenia biznesu, a ja teraz staram się spłacać dług jak tylko mogę krzewiąc ducha przedsiębiorczości i będąc zawsze gotowym do pomocy osobom, które zaczynają.”

Michał ma bardzo prosty pomysł na swoją działalność – uczy ludzi korzystania z Excela. Grupa docelowa jest gigantyczna, bo szacuje się, że tego programu używa co dziesiąty człowiek na Ziemi! Jednak szkoleń, książek i innych źródeł wiedzy również nie brakuje.

Jak się przebić na takim rynku? Na to pytanie odpowie dziś twórca marki Excellent Work – Skuteczna Nauka Excela Michał Kowalczyk.

10. urodziny Małej Wielkiej Firmy

Warszawa, 2 marca 2019

Zapraszamy na wyjątkowe spotkanie współtwórców, gości i słuchaczy Małej Wielkiej Firmy. Dowiedz się więcej »

Partnerem wydarzenia jest Audioteka, która przygotowała dla Was specjalny prezent: 30‑dniowy darmowy dostęp do płatnej usługi w aplikacji Lecton.

Odbierz prezent od Audioteki do 10.03.2019

1. Wejdź na stronę promo.lectonapp.com
2. Zarejestruj się lub zaloguj, podając email i hasło.
3. Wpisz kod MALAWIELKAFIRMA podczas aktywacji dostępu.
4. Pobierz aplikację Lecton, jeśli jeszcze nie masz jej na telefonie, w wersji odpowiedniej dla swojego urządzenia (wymagane oprogramowanie to Android 5.0 lub iOS 10 i nowsze).
5. Zaloguj się w aplikacji mailem i hasłem podanym podczas rejestracji.
6. Nie trać czasu – w trakcie darmowego 30-dniowego dostępu masz do dyspozycji prawie 2000 audiobooków po polsku i wiele innych interesujących nagrań!

Prezent dla Ciebie

Dołącz do społeczności słuchaczy MWF. Dostaniesz checklistę do planowania biznesu online wraz z listą narzędzi, a także wideo objaśniające, jak wydrukować arkusz Excela.

W tym odcinku

  • Dlaczego ludzie rzucają etat i zakładają własne firmy?
  • Jak w świecie konkurencji znaleźć swoją unikatowość?
  • Gdzie można namierzyć potencjalnych klientów kursu?
  • Co pozwala zaistnieć na rynku w świecie konkurencji?
  • W jaki sposób nauczyć się robienia kursów online?
  • Skąd czerpać wiedzę do tworzenia treści kursów?
  • Jak wygląda proces ustalania cen?

Oceń ten odcinek

Dodaj komentarz

Gość odcinka

Michał Kowalczyk

Liczby nie były jego pierwszą miłością, studiując na Uniwersytecie Ekonomicznym, pierwszy raz zetknął się z Excelem. W każdej z firm, w których pracował, był specjalistą od Excela. Dzisiaj swoją wiedzą dzieli się z innymi.

ExWork.pl

Przydatne linki

Polecana książka

Gary Vaynerchuk
Wybij się!

 Kup tę książkę

Podcast do czytania – transkrypcja odcinka

Cześć Michale!

Cześć Marku!

Powiedz proszę, co ostatnio czytałeś?

Czytałem ostatnio książkę Gary’ego Vaynerchuka pod tytułem Crush it! — nie mylić z Crushing it!. Crushing it! jest kontynuacją Crush it!.

Dlaczego ta książka mnie tak urzekła? Gary Vaynerchuk jest dość krzykliwą osobą. Mocno i prężnie działa w social mediach, nie każdemu jego przekaz może pasować. Osoby, które interesują się social mediami na pewno go kojarzą. Tę książkę wydał w 2009 roku i bardzo uderzyło mnie to, jak bardzo ona jest aktualna. Mamy 2018 rok, a on w 2009 roku napisał, żeby interesować się Facebookiem, YouTubem, który wtedy miał cztery lata. Bardzo mi się to spodobało, że on już wtedy przewidział, w jaką stronę idziemy i to, że ta książka nadal jest aktualna.

Wypunktował tam kilka zasad, którymi powinniśmy się kierować i zasady te bardzo dobrze ze sobą rezonują. Pierwszą i podstawową jego zasadą jest: kochaj rodzinę. Druga: w pracy jest superciężko. To się sprawdza w wielu płaszczyznach. Miałem kilka pomysłów na siebie, na biznes i w każdym zauważyłem tę wspólną rzecz, że jeżeli pracuje się ciężko i dołoży się do tego cierpliwość, to są efekty.

Trzecia zasada: żyj swoją pasją. To taki trochę truizm — żyj swoją pasją, to nie przepracujesz ani jednego dnia. Znalezienie tej pasji jest trudne, ale uważam, że ona się gdzieś w funkcji czasu zmienia. Moim zdaniem trudno znaleźć taką jedyną na całe życie. Ale kiedy się znajdzie coś, co nas interesuje, to warto to pogłębiać. Na koniec dnia okazuje się, że przy kolejnej pasji można z tej poprzedniej coś wziąć.

U mnie tak to wyglądało. Najpierw interesowałem się dietetyką, a jeszcze wcześniej grami komputerowymi i widzę to połączenie. Logiczny ciąg tego, że teraz uczę Excela. To, co wcześniej robiłem i to, co wcześniej mnie interesowało — mega przydaje mi się teraz.

A co ma wspólnego Excel z dietetyką, poza tym, że możesz sobie kalorie policzyć?

Już tłumaczę. Nasz organizm — wbrew pozorom — działa bardzo logicznie. To jest trochę metoda naczyń połączonych. W dużym skrócie, jeżeli jesz tyle, ile potrzebujesz dobrej jakości jedzenia, to będziesz trzymał swoją wagę. Jeżeli będziesz jadł mniej — tutaj matematyka — czyli wlewasz w siebie mniej, niż potrzebujesz, to organizm musi brać skądś energię i czerpie ją z zapasów. Jeżeli dasz za dużo, to logicznie rzecz biorąc — przytyjesz. Dietetyka w dwóch zdaniach.

Co ma wspólnego dietetyka z Excelem? W dietetyce zapalałem innych do trenowania. Stworzyłem sobie w budynku gospodarczym — w moim domu rodzinnym — siłownię. Do pewnego momentu ją rozbudowywałem. Każdy mógł trenować tam za darmo. Cieszyło mnie, że ktoś przychodził, że razem trenowaliśmy i dopingowaliśmy się. Pomagałem ludziom zmieniać sylwetki, przy okazji zmieniając też swoją.

To samo jest w Excelu. Uczę się Excela cały czas, bo nie jestem alfą i omegą. Ten program jest na tyle złożony, że nie wiem, czy jest ktoś, kto zna go od A do Z. Ale w międzyczasie, kiedy się go uczę, to zapalam do tego innych. Pomagam im zmieniać ich kariery, pomagam rozwiązywać problemy, to jest ten element wspólny. Zauważyłem, że mnie nie kręciła dietetyka, czy Excel sam w sobie, tylko to, że mogę innych inspirować, pomagać im, zapalać ich, a przy okazji mam z tego pieniądze.

Excel jest na tyle złożonym programem, że nie wiem, czy jest ktoś, kto zna go od A do Z

Dobre. Podoba mi się. Chciałem dzisiaj z tobą pogadać o tym, że uczysz ludzi Excela. Masz dwadzieścia siedem lat, jesteś parę lat po studiach i zdążyłeś już pracować dla międzynarodowych, dużych i znanych marek, czy korporacji. Często jest tak, że ludzie po kilku latach w korporacjach czują przesyt, czują się wypaleni i odchodzą założyć własną firmę. Podejrzewam, że te kilka lat to dla ciebie jeszcze za mało na przesyt i wypalenie zawodowe. Co pchnęło cię do tego, żeby zostawić pracę dla znanych, światowych marek i uczyć ludzi Excela?

Cała droga zaczęła się w mojej pierwszej pracy. Tam poznałem program Excel i zobaczyłem, że bardzo dużo się z niego korzysta. Jestem fanem optymalizacji, dlatego zacząłem się szybko i dużo uczyć tego programu, spędzając na tym każdą wolną chwilę. Nie siedziałem na imprezach, nie grałem w gry i nie siedziałem na kanapie z pilotem od telewizora, tylko uczyłem się Excela. Wrzucałem sobie nawet filmiki o Excelu na telewizor, siedziałem w niedzielę i oglądałem.

Szybko się tego Excela nauczyłem i mogłem pomagać ludziom w pracy. Motywem do założenia firmy było to, że ludzie prosili mnie o pomoc z Excela i zauważyłem, że mogę to robić na szerszą skalę. W funkcji czasu w korporacji mamy pewną powtarzalność czynności. Nie jestem fanem takiej powtarzalności. W biznesie też jest powtarzalność, mamy swoje cotygodniowe rutyny, ale pewna zmienność musi być.

W mojej pierwszej pracy uwielbiałem swoje stanowisko — zajmowałem się zabawkami. Chyba nawet byliśmy na wspólnych targach.

Nie spotkaliśmy się, bo tam przyjeżdżają tysiące ludzi, ale rzeczywiście byliśmy na tych samych targach.

W 2016 roku. Byłem tam w charakterze reprezentanta firmy handlowej, w której pracowałem. Tam była pewna zmienność. W centrum ekspozycyjnym układało się zabawki, liczyło się, ile zabawek tam wejdzie, planowało się cały rok do przodu. Była zmienność.

Później zmieniłem firmę, bo ta poprzednia trochę zaczęła się sypać i w sumie nadal się sypie. Odszedłem do innej firmy i w niej tej zmienności było trochę mniej. Przez pół roku budowaliśmy system na nowo. Miałem komfort, że w obu firmach przyszedłem w takim momencie, kiedy się kształtowały. To były momenty zaraz po dużych zmianach.

Miałem okazję brać czynny udział w formowaniu procesów i tworzeniu działów na nowo. To dało mi przewagę, mimo braku doświadczenia, bo osoby, które pracowały po piętnaście lat, startowały z podobnego pułapu. Miały większe doświadczenie, ale jeżeli coś tworzy się na nowo, to na starcie wszyscy jesteśmy na jednej linii. Ten, kto się szybciej przystosuje i szybciej nauczy — a to jest moja fabryczna cecha — ten wygra. Dzięki temu, udało mi się wyskoczyć do góry.

Przy drugiej pracy — po pół roku formowania procesów — moje stanowisko zostało zmienione na stałe. Po dziewięciu miesiącach klepania co tydzień tego samego, tylko cyferki się zmieniały, w mojej głowie zaczęły się pojawiać myśli: Michał, dochody masz już całkiem fajne z tej firmy. Ludzie klepią cię po plecach, że robisz dobrą robotę, dostajesz pozytywny feedback, ludzie zmieniają swoje życie z twoją małą pomocą. To nigdy nie jest moja zasługa, tego trzeba się nauczyć samemu. Wiedzy do głowy nikomu nie wkładam.

Przyszedł taki moment, w którym czuję, że się marnuje na etacie. Mam małego syna i żonę, ciężko byłoby prowadzić firmę na 100%, rozwijać ją mając małe dziecko i pracę na etacie. Etat kosztuje nas sto siedemdziesiąt godzin plus dojazdy, jak sobie jeszcze policzysz czas na przygotowanie się, ubranie, to wychodzi około jedenastu godzin dziennie. Tyle nas dziennie nie ma przez etat, a gdzie jeszcze czas na rodzinę i firmę? Przyszła do mnie taka decyzja, taki pomysł.

Żona mnie mocno wspierała — polecam się otaczać takimi mocno wspierającymi osobami. Ukłon w stronę Kasi. Chyba w każdym podcaście wspominam o mojej żonie, bo bez niej tego wszystkiego by nie było. Doszliśmy wspólnie do takiego momentu: dobra Michał, próbujemy. Jak nie teraz to kiedy? Tutaj nie chodziło o wypalenie tylko o to, że mogę robić coś lepszego i co mnie satysfakcjonuje.

Etat kosztuje nas 170 godzin plus dojazdy i przygotowanie się. Wychodzi około 11 godzin dziennie, a gdzie tu czas na rodzinę i firmę?

Masz analityczny umysł, nie bez powodu Excel ci się spodobał. Wiem, że w teście Gallupa to jedna z twoich mocnych cech. Podejrzewam, że jako człowiek z takim podejściem do życia na pewno zetknąłeś się z takimi informacjami, że większość firm upada kilka lat po jej założeniu, że własna firma to nie jest pewna droga do sukcesu.

Masz syna, który urodził się w 2018 roku, więc właściwie przed chwilą, to nie jest w życiu dobry czas na to, żeby ryzykować. Nie chcę podważać twoich umiejętności w Excelu, ale czy na pewno dobrze to sobie policzyłeś? Skąd masz pewność, że twoja firma pozwoli ci przetrwać i rozwijać skrzydła?

W zeszłym tygodniu robiłem budżet na 2019 rok, żeby się upewnić i powiem ci, że jeszcze bardziej się po tym uspokoiłem. Wyjdźmy od tego, ile jesteśmy w stanie zarobić na etacie. Załóżmy widełki, że cztery do sześciu tysięcy na rękę. Za tę kwotę, rocznie musimy osiągnąć dochody około pięćdziesięciu tysięcy. Jeżeli weźmiemy firmę usługową — jak moja — gdzie koszty nie są wygórowane, to mam biznes o wysokiej marży.

Jeśli sprawdzimy, ile kosztuje jednodniowe szkolenie z Excela od renomowanej firmy, to cena zaczyna się od 600 złotych za dzień. Jeżeli weźmiemy firmę bardziej niszową, to może znajdziesz takie szkolenie za 250-300 złotych za dzień. Mając 12-15 studentów i biorąc od nich po 200 złotych, mamy około 2500 złotych. Odejmijmy koszty sali i podatku, zostanie nam 1500 złotych na rękę, czyli potrzebujemy 10 studentów, żeby uzbierać 1500 złotych. Zróbmy trzy grupy w miesiącu, po 8 godzin — 30 studentów, czyli 4500 złotych.

Możemy mówić, że to nie jest wysoki poziom życia, ale z głodu nie umrzemy. Jeżeli mamy oszczędności — ja z żoną mamy, bo odkładaliśmy wcześniej — wtedy poduszka finansowa jest dość spora, wystarczy na rok, a nawet nieco dłużej. Podpierając się nawet kursami stacjonarnym, jesteśmy w stanie wyżyć.

Druga sprawa to, że mam już zbudowaną markę, więc ludzie kupują moje kursy wręcz pasywnie. Wstajesz rano i widzisz, że ktoś kupił twój kurs. Nie jest to codzienność, ale tak się dzieje. Jestem w stanie pasywnie wygenerować dochód przekraczający tysiąc złotych miesięcznie. Można powiedzieć, że jest on już stabilny.

Mam jeszcze drugi kurs, który sprzedaję jako wrzutkę raz albo dwa razy do roku. Wtedy dochód przekracza dużo ponad tysiąc złotych, więc jak to wszystko wrzucimy do jednego koszyka, to myślę, że te 3-5 tysięcy złotych na miesiąc jestem w stanie wyciągnąć w firmie, bazując tylko na cyklicznych działaniach. Dodatkowo dochodzą jeszcze takie sytuacje, kiedy ktoś zaprosi mnie do podcastu i wtedy też zawsze dodatkowo jakiś kurs się sprzeda.

Dostaję jeszcze różne propozycje współpracy. Ostatnio, w dniu odejścia z etatu, odezwała się do mnie firma, która zajmuje się outsourcingiem szkoleń z Excela online. Chcieli ze mną pogadać, żebyśmy przeprowadzili warsztaty. Temat już się trochę ciągnął, ale akurat finalizowaliśmy go w dzień, kiedy byłem już na urlopie, po ostatnim dniu na etacie.

W poniedziałek napisałeś do mnie, żebyśmy się umówili na nagranie podcastu. Także w poniedziałek odezwała się do mnie koleżanka, która chciała przeprowadzić szkolenia dla dziesięciu osób w firmie. We wtorek miałem darmowe warsztaty dla studentów koła Audyt na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, czyli trzy dni po zakończeniu pracy na etacie. Wczoraj miałem webinar, kończę jeszcze kurs pod współpracę, więc patrząc tylko na moje rzeczy, które robię cyklicznie, jestem w miarę zabezpieczony, a dodatkowo raz, czy dwa razy w miesiącu pojawi się sytuacja, dzięki której wpada jeszcze kilka tysięcy złotych.

Etat daje nam pewne, stałe i stabilne dochody, ale mamy tam sufit

Inna sprawa: czy pieniądze w życiu są najważniejsze? Nie mam dużych kosztów, nie chcę jeździć mercedesem, samochód nie stanowi dla mnie priorytetu. Chcemy zbudować dom i myślę, że nam się uda, patrząc na budżet. Ale mam małego syna i wstaję sobie razem z nim, jeśli płacze, to do niego idę i się z nim bawię. To jest coś, czego żadne pieniądze mi nie zrekompensują.

Etat też nigdy nie jest pewny. W obu firmach, w których pracowałem, przyszedłem, kiedy były zmiany, a w momencie, kiedy odchodziłem, także wprowadzano zmiany. Nie zostałem zwolniony, tylko odszedłem sam z własnej nieprzymuszonej woli i co prawda zmiana byłaby dla mnie dużą szansą, ale podjąłem decyzję: zostaję na swoim. Z etatem też nie byłbym mega pewny, że się uda. Etat daje nam pewne, stałe i stabilne dochody, ale mamy tam sufit. Na etacie nie jesteś w stanie zrobić 10 000 złotych na miesiąc.

Chyba że byłbym prezesem jakiejś spółki Skarbu Państwa.

To prawda, ale jest szansa, że tam dolecisz? Słaba. Na Excelu, czy na jakimkolwiek innym biznesie, to myślę, że i sto tysięcy, i milion jest możliwy. Jeżeli się dobrze zaprzesz i rozbudujesz sobie sieć kontaktów, stworzysz zespół i będziesz to skalował, to wszystko jest możliwe. Sky is the limit. Na etacie już nie bardzo, ale na etacie masz emeryturę [śmiech]. To jest element przez który moja rodzina ciągnie mnie w dół — mam na myśli rodziców i wszystkie ciocie — jak to nie będziesz miał emerytury! Trzeba pomyśleć o tym samemu i na własną rękę odkładać.

Dla osób, które będą ten argument wytaczały, pozwólcie że powiem dwa zdania. Pierwsze założenie jest takie: zakładam, że nie będę miał emerytury od państwa, bo system upadnie, a wy zakładacie, że będziecie ją mieć. Wy odkładacie na emeryturę razem z państwem, a ja odkładam sam. Scenariusz A: dostajecie emeryturę. Wy macie emeryturę i ja mam emeryturę, bo na nią odłożyłem. Scenariusz B: system upadł, nie ma emerytury. Wy nie macie emerytury, a ja nadal ją mam.

Warto się zastanowić, kto na tym wychodzi lepiej. Jeżeli pracujecie na etacie, pomyślcie już dziś o waszej emeryturze, bo jak będziemy mieli po 60 lat, może być już za późno. Nie chcemy żyć za tysiąc złotych miesięcznie, jeśli zarabialiśmy całe życie sześć tysięcy.

Mądre słowa. Kto by pomyślał, że człowiek parę lat po studiach i tak mądrze potrafi wyjaśnić, dlaczego system emerytalny, prywatny i indywidualny może być dużo bezpieczniejszy, niż całe wielkie systemy i piękne budowle wznoszone przez korporację.

Pół roku po tym, jak zacząłem pracować, to zacząłem odkładać na emeryturę. Szybko trafiłem do Michała Szafrańskiego.

Super. Główna sprawa, o której chciałem z tobą pogadać, jest taka: przedstawiasz wyliczenia i wygląda to bardzo sensownie, natomiast warte podkreślenia jest to, że ty uczysz ludzi Excela. Wiedzy o Excelu jest masa. Sprawdziłem sobie na stronie Empik.com i znalazłem 57 książek z hasłem Excel. Na Udemy, gdzie są kursy online, znalazłem 1774 kursy, z czego 13 po polsku. Jak wpisałem w Google „szkolenia Excel”, to wyskoczyło półtora miliona wyników.

Podstawowe pytanie brzmi: czy zanim zacząłeś szkolić ludzi z Excela, analizowałeś konkurencję? Czy próbowałeś znaleźć coś takiego, w czym będziesz inny, w czym będziesz lepszy i coś, co sprawi, że ludzie wybiorą ciebie, a nie 1773 inne kursy?

Odpaliłem Udemy i wpisałem „podcast”. Wyskoczyło mi 131 kursów, czyli średnio wychodzi, że na jednego podcastera przypada 13 osób używających Excela. Zastanów się, czy ta proporcja jest prawidłowa? Czy w naszym kraju na 13 osób używających Excela przypada jeden podcaster?

Nie.

No właśnie. Rynek jest naprawdę szeroki, Excel dla osoby pracującej w biurze jest jak młotek dla budowlańca. Nie da się bez niego żyć. Mam jeszcze taką ciekawostkę. Sprawdziłem twoje podcasty z transkrypcją — ze 147 odcinków do dnia dzisiejszego, bo robisz transkrypcje od 101 odcinka, słowo Excel pojawiło się 27 razy. Średnio raz na pięć odcinków. Jak myślisz, ile programów miało u ciebie taki fajny trend? Jaki inny program był tyle razy wspominany?

Excel dla osoby pracującej w biurze jest jak młotek dla budowlańca

Obstawiam, że żaden.

Canva kilka razy się pojawiła, ale to jest SaaS i nie był tyle razy co Excel. Zestawiłem jeszcze sobie, z czym się to słowo pojawiało. Wylistowałem wszystkie odcinki i zrobiłem chmurę najczęściej używanych słów razem z Excelem. Pojawiły się: finanse, budżet, efektywność, CRM, klienci, usprawnienia, sprawdzanie i analityka. Mega tematy bardzo związane z biznesem. Patrząc na samo słowo Excel oraz to, jak wiele osób go używa, to uwierz mi, że jest jeszcze na to miejsce.

Weźmy sklepy spożywcze, jest ich dużo, a kolejne powstają i się utrzymują. Jak myślisz, ile potrzebuję klientów, żeby żyć? Nie potrzebuję dziesięciu tysięcy, czy miliona klientów. To nie o to chodzi. Robiłem analizę konkurencji, sprawdzałem, kto i jak się tym zajmuje. Przy wyborze kanału, wybrałem Facebooka, bo uważałem, że tam jest jeszcze miejsce, żeby włożyć nogę i troszkę się rozepchać. Chyba całkiem spoko się udało, bo teraz, kiedy się wpisuje w Facebooka słowo Excel, to jestem jednym z dwóch najczęściej wylistowanych. Inna sprawa jest taka, że robię to trochę inaczej niż inni. Ale myślę, że o to jeszcze zapytasz.

Wspomniałeś o Facebooku, swój fanpage założyłeś pod koniec października 2017 roku. Po paru miesiącach, w styczniu 2018 roku, miałeś pięciuset fanów. Jak ostatnio sprawdzałem, tych fanów miałeś już ponad piętnaście tysięcy. Oprócz tego prawie cztery tysiące osób w grupie na Facebooku. Co tych ludzi tam przyciąga? Wiem, że ludzie czasami zapisują się do grup, bo tytuł im się spodoba. Co takiego na tej grupie, czy na twoim fanpage’u jest, że tak wielu ludzi, w tak krótkim czasie zechciało go obserwować?

Przede wszystkim, pojawiam się tam, gdzie powinienem się pojawiać. Promuję swój fanpage w miejscach, w których jest moja grupa docelowa. Przede wszystkim wśród osób, które chcą się nauczyć Excela, związanych z ekonomią, z pracą w biurze, studiujących kierunki, które z Excelem są powiązane.

Druga sprawa, że rozwiązuję ich problem. Tego, co uczę, nauczyłem się w praktyce. Siedziałem na pierwszej linii frontu i zderzałem się z tymi problemami na co dzień. Moja kariera — mimo że krótka — to było pięć stanowisk specjalistycznych, od analityka po menadżera. Siedziałem po drugiej stronie stolika rekrutującego i sam zmieniałem też firmę, więc byłem na kilku rozmowach kwalifikacyjnych. Pozwoliło mi to w dość krótkim czasie, zebrać istotne doświadczenia.

W obu firmach byłem gościem od Excela. W obu firmach pracowałem w open space, gdzie było ponad sto osób. Jak ktoś miał problem z Excelem, to zgadnij, do kogo przychodził? Miałem wyrobioną markę własną. Dochodziło do sytuacji, w której ktoś mnie widzi na korytarzu i mówi: to jest ten gościu od Excela.

Przez rozwiązywanie problemów tych ludzi, doszedłem do momentu, w którym wiem, na co ludzie powinni zwracać uwagę w pracy na etacie i jakie mają najczęstsze problemy. Zawsze to będzie zależało od stanowiska, ale część problemów się powtarza. Są sytuacje, w których ktoś mnie o coś pyta, a ja znam już odpowiedź, bo piętnaście osób już mnie wcześniej o to pytało. Ludzie się dziwią: gościu czytasz w myślach, skąd ty to wiesz?

Kiedy na live tłumaczę wszystkie zawiłości i tematy excelowe, to bardzo staram się wkładać tam tę wiedzę praktyczną. Zwracam uwagę na szczegóły i wrzucam do tego przykłady praktyczne. To nie jest takie suche tłumaczenie — przeciągnij myszką komórkę w prawo. Mówię: słuchaj, musisz zrobić to i to, wtedy powstanie to i to. Możesz to zastosować tu i tu. Najczęściej musisz uważać na to, bo tutaj najczęściej popełniane są błędy. Zwracaj uwagę na te problemy.

To jest takie coś, co mnie wyróżnia na tle pozostałych. Może nie wszystkich trenerów, bo ciężko odnosić się do wszystkich, ale tych, których mniej więcej kojarzę. Szczycę się tym, że pracowałem na pierwszej linii frontu. Dla mnie to jest wielka zaleta, bo uważam, że to jest praktyka. Są trenerzy, którzy wstydzą się tego, że pracowali na etacie albo mówią, że nigdy nie pracowali. Uważam, że to jest słabe, bo najwięksi biznesmeni zaczynali na pierwszej linii frontu.

Leszek Czarnecki — o którym ostatnio było głośno — interesował się nurkowaniem i pierwszy jego biznes to była firma, która robiła usługi podwodne. Współpracował z elektrownią i na tym zarobił pierwsze pieniądze. Dariusz Miłek — od CCC, czyli Cena Czyni Cuda — naprawdę handlował butami. Wojciech Kruk — W.Kruk, jubiler, firma rodzinna — od dziecka zajmował się biżuterią. Krzysztof Olszewski — od firmy Solaris, która robi autobusy — pracował długo w Niemczech jako mechanik i zrobił na tym dobry biznes. Ja wychodzę z tego samego założenia, uczę tego, na czym się znam. Bez owijania i ściemy.

Uczę tego, czego nauczyłem się w praktyce. Siedziałem na pierwszej linii frontu i zderzałem się z tymi problemami na co dzień

Są tutaj dwa wątki, które mnie zainteresowały. Pierwszy wątek związany jest z tym, co powiedziałeś: idę tam, gdzie jest moja grupa docelowa. Skąd wiesz, jakie to są miejsca i gdzie ich szukać? Jak wybierasz te grupy?

Skąd wiem, jakie to są miejsca? Wiem, kto mnie ogląda, więc wiem, gdzie szukać takich osób. Jeżeli są to studenci, którzy planują kariery w biurze, to jacy to są studenci? Najprawdopodobniej nie z ASP. Moglibyśmy się zastanawiać nad AGH — jeżeli mówimy o Krakowie — pewnie część tak, ale nie wszyscy, bo niektórzy będą twardymi inżynierami. Uniwersytet Papieski, Przyrodniczy, czy Jagielloński? Nie do końca. Ale ekonomiczny, to już praktycznie każdy w Polsce.

Wiesz, że studenci Uniwersytetu Ekonomicznego, to jest twoja grupa docelowa. W jaki sposób ich szukasz i jak do nich idziesz?

Są grupy facebookowe, które zrzeszają takich studentów. Opieram biznes na Facebooku — najprzyjemniejsze dla Marka jest niewychodzenie z tego ekosystemu, więc staram się grać według tych zasad. Trzymam się mocno zasad Marka i szukam klientów w gronie osób, które go lubią. Szukam najzwyczajniej w świecie w przeglądarce. Szukam grup, w których mogę powiedzieć: hej, jest fajny warsztat, jeżeli wybieracie się do pracy lub macie jakiś egzamin z Excela, to może się przydać. Tak się ta grupa powoli zlepia.

Tak było na początku, teraz już jest lepiej. Znajomy ogląda mojego live’a, kliknie, że fajne i poleci do następnego. Dlatego robię też live’y, bo zasięg organiczny działa dobrze. Ktoś kupi kurs, ktoś poleci. Często w grupach mam takie dwa pytania. Jedno z nich: skąd o mnie wiesz? Zazwyczaj są to grupy, ale też często odpowiedź brzmi: kolega mi powiedział. Marka powoli staje na kolana i kształtuje się. Częścią strategii od niedawna są posty sponsorowane, ale także polecenia od współpracowników.

Studentów jest dość łatwo znaleźć, bo możesz namierzyć uczelnie i uderzać do tych ludzi, którzy spełniają kryterium, czyli są studentami tej uczelni. Jeżeli mówimy o tych, którzy wykorzystują Excela w pracy, to ich jest chyba trudniej trochę namierzyć?

Trochę trudniej jest ich namierzyć, to się raczej dzieje od strony znajomych, z którymi pracowałem. Dział firmy, w którym pracowałem, po tym, jak zdecydowałem się odejść, został przeniesiony do innego kraju. Przez to osoby rozsypały się po innych firmach i tutaj zadziałała ekonomia wdzięczności. Pomagałem im przez okres, kiedy pracowaliśmy razem i teraz widząc, że robię coś w sieci, chcą ten dług trochę spłacić.

Nie robiłem tego z wyrachowania, nie pomagałem z nadzieją, że za rok zrobią mi przysługę. Ale można powiedzieć, że mam bardzo dużo dłużników w obu firmach, w których pracowałem. To nie jest tak, że ich do tego przymuszam, sami chcą spłacić dług. Tak po prostu działamy. Jeżeli ktoś coś nam da, to lubimy mu to za jakiś czas oddać. Czujemy się wtedy tacy zgodni ze sobą: oddaliśmy. Tak to się dzieje.

To też nie jest tak, że muszę szukać, nie wiadomo ilu ludzi. Jakby każdy z tych piętnastu tysięcy, kupił mój kurs, to już by mi wystarczyło. Ale konwersja do 100% jest niestety nierealna. Grupa się poszerza, ale nie chodzi też o to, żeby tych ludzi było milion. Nie szukam każdego używającego Excela w tym kraju. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Mamy wolny rynek.

Pomagałem ludziom przez okres, kiedy pracowaliśmy razem i teraz widząc, że robię coś w sieci, chcą ten dług spłacić. Działała ekonomia wdzięczności.

Pierwsza rzecz, o którą chciałem dopytać, dotyczyła szukania grup docelowych. Druga rzecz dotyczy tego, co powiedziałeś o kontaktach w open space, w firmie, gdzie ludzie do ciebie podchodzili i rozpoznawali cię jako gościa od Excela. Taki open space — i to jest wskazówka dla wszystkich, którzy pracują w takich warunkach — może być waszym pierwszym serwisem społecznościowym. Takie warunki pracy dla wielu osób mogą być udręką, bo masz wokół siebie hałas, pełno ludzi i to jest męczące. Ale z drugiej strony, to jest dobre miejsce do badania rynku pod twój przyszły biznes.

Tak dokładnie jest. Masz sto osób, których możesz o coś zapytać. Jeżeli planujesz zrobić jakiś biznes, który wiąże się z tym, co teraz robisz na etacie — nie mówię o działalności konkurencyjnej, a jakieś pobocznej — to masz grupę docelową stu osób, z którymi możesz zrobić alfa testy swojego fanpage’a i ja tak robiłem. Zebrałem kilka osób ze starej firmy, wysłałem po znajomych linka do fanpage’a, zanim był publiczny i spytałem ich o zdanie. Oprócz tego, że masz grupę darmowych alfa testerów, to jeszcze masz szkołę budowania marki własnej w domowym ogródku.

Chodzimy po korytarzach i widzimy jakieś osoby. Zastanówmy się, czy o każdej z nich jesteśmy w stanie coś powiedzieć? Pewnie nie. Dlaczego nie o każdej jesteśmy w stanie coś powiedzieć? Bo mają bardzo słabą markę osobistą, nie do końca wiemy, co się za tymi osobami kryje, nie są wyraziste i nie wiemy o nich zbyt dużo. Ale są takie osoby, na które patrzysz i wiesz: ten gość jest od tego albo zrobił to i tamto.

Budowanie marki własnej w korporacji jest dobrym rozpędem do budowania marki własnej w sieci. Jeżeli w korporacji jesteśmy już z czegoś znani i wiemy, że świetnie rozwiązujemy pewne problemy, to może warto byłoby się zastanowić, czy tego nie zacząć skalować dalej, czy nie zacząć robić tego online. Z tego wyrósł też mój pomysł na biznes. Ludzie mi mówili: Michał tak świetnie z tym Excelem sobie radzisz, dlaczego nie robisz tego zawodowo? Lampeczka się świeci, kilka kursów zobaczyłem i powoli się to toczy.

Budowanie marki własnej w korporacji jest dobrym rozpędem do budowania marki własnej w sieci

Masz swoje media społecznościowe, wiesz do kogo chcesz dotrzeć i jakiej wiedzy potrzebują. Dajesz im tę wiedzę, żeby ich przyciągnąć i zainteresować tym, co robisz, ale teraz pojawia się pytanie: jeżeli dajesz im tę wiedzę za darmo, to jak rozdzielasz to, co dajesz za darmo, od tego co dajesz w kursach?

To akurat jest dość proste. Jeżeli masz live, to jest on o jednym konkretnym temacie. Zazwyczaj ten temat jest wąski i specyficzny, żebyś złapał skalę. Mogą nimi być tabele przestawne, graficzna prezentacja danych, formatowanie warunkowe. Zapewne tym, którzy z Excela nie korzystali, mało to mówi.

Trwa to jakąś godzinę i w tym jest wstęp: hej, witam wszystkich, oglądasz mój fanpage, to polajkuj. Nawoływanie do udostępniania i podobne sprawy. Ale jest też update typu: co dzieje się ostatnio w firmie i jakie mamy plany. W godzinnym live „mięska” jest około czterdziestu pięciu minut, w zależności od tematu. To jest darmowe i wisi na Facebooku czasem tydzień, czasem nawet miesiąc.

Natomiast w weekend — zaraz po środowym live — obrabiam go, czyli odcinam wstęp i końcówkę, czyli te rzeczy mniej mięsne i zostawiam sam wartościowy content. Wycinam niepotrzebne fragmenty, wrzucam to na platformę i to jest dodatkowym elementem do kursu. Można by było powiedzieć: czyli tego nie ma na Facebooku? Okradasz ludzi z darmowej wiedzy? Tak nie jest. Sprawdzałem cykl życia live’a — to były trzy dni. Od środy do weekendu 99,9% osób zdążyło tego live’a obejrzeć.

Raz na jakiś czas zdarzy mi się, że ktoś z tych piętnastu tysięcy osób skomentuje live’a sprzed roku. Mam tam asystenta bota, który wysyła mu od razu plik. Wtedy zazwyczaj piszę do tej osoby: szacun za fatygę, że się tam doscrollowałeś [śmiech].

Facebook powoduje, że treść się zapada — nie jest jak YouTube, że można łatwo znaleźć to, co się chce. Nie chcę tracić tej wiedzy, dlatego to obrabiam i wrzucam na platformę. Ktoś, kto sobie dostęp do tej platformy wykupi, ma wszystkie live’y po kolei, do każdego ma plik, może sobie oznaczać, które zrobił, ma zaznaczone poziomy trudności i ma też podany czas, który musi poświęcić na tego live’a. To jest ten dodatek do kursu. Samą platformę też można kupić, ale raczej ludzie kupują to w pakiecie z kursem.

Kurs jest płatny, bo tam jest w zależności od kursu kilka godzin wiedzy podzielone na kilkunastominutowe lekcje, ale tam jest już 100% wiedzy. Tam nie ma „eee” i wdechów [śmiech]. Brzmi to oczywiście naturalnie. Tam jest sucha wiedza, nie ma tych wszystkich wstawek, przemyśleń i innych rzeczy. To jest mega „mięsko” i to już kosztuje.

Kurs trwa 5-6 godzin i wychodzisz po nim odmieniony. Wiadomo, że nie robisz tego od razu, tylko potrzebujesz na to dwa, trzy tygodnie, żeby się ładnie uleżało. Do tego są ćwiczenia, pliki i wszystko na tej platformie już zrobione. Złapię cię za rękę i przeprowadzę od punktu A do punktu Z tak, żebyś miał komplet wiedzy.

Na końcu kontaktuję się z każdym jednym osobnikiem. On kontaktuje się ze mną albo ja z nim i rozmawiamy chwilę. Weryfikuję pobieżnie jego wiedzę — sprawdzam, czy zrobił ten kurs, czy kupił go dla certyfikatu. Odpowiada na pytania i jeżeli są jakieś niejasności, to jest okazja, żeby je rozwiać.

Bardzo mi zależy na jakości tego wszystkiego. Nie chodzi o to, żeby wziąć od kogoś pieniądze i by sam sobie radził, ale by po skończeniu kursu faktycznie znał się na tym Excelu, a nie tylko coś tam sobie poklikał. Dlatego pytam i przeprowadzam też ankietę — podobnie jak ty po kursie, tylko jest bardziej na żywo i bardziej spersonalizowana. Pytam, co można byłoby zrobić lepiej i chwilę luźno rozmawiamy.

Na końcu wypisuję osobiście certyfikat i wysyłam go pocztą. Certyfikat jest drukowany, nie ma tutaj żadnych PDF-ów. Smaczek dla osób, które korzystają z mojej platformy Excellent Work i mnie słuchają — bo nigdy jeszcze o tym nie mówiłem publicznie — do każdego certyfikatu jest przyklejona karteczka z kilkoma osobistymi zdaniami ode mnie. Napisana na podstawie tej indywidualnej rozmowy, jeżeli mnie słuchacie, to jest to niespodzianka dla was. Zobaczymy, ile osób to słyszało. Jeżeli ktoś jeszcze nie skończył kursu, to może będzie to zachęta, żeby to zrobić.

Nie chodzi o to, żeby wziąć od kogoś pieniądze i by sam sobie radził, ale by po skończeniu kursu faktycznie znał się na tym Excelu

Świetnie to brzmi i robi wrażenie. Trochę już odpowiedziałeś na moje kolejne pytanie, ale dopytam, bo pewnie jest tam jeszcze wiele więcej rzeczy. Wiem, że swój pierwszy kurs zacząłeś tworzyć rok temu, w styczniu 2018 roku. Minęło dwanaście miesięcy i dzisiaj są też szkolenia stacjonarne, ale to kursy online są jednym z twoich podstawowych źródeł utrzymania. Ustaliliśmy, że konkurencja, jeżeli chodzi o Excela, jest ogromna i jest bardzo wielu dostawców wiedzy o Excelu. Poza tymi rzeczami, o których powiedziałeś — co jeszcze sprawia, że na tak konkurencyjnym rynku, w tak krótkim czasie udało ci się zaistnieć?

Myślę, że odpowiedzią jest właśnie marka własna. Wielu trenerów buduje jakiś niepotrzebny mur między społecznością, którą uczą, a sobą. Tutaj ja jestem przedsiębiorcą — część tak robi — popatrzcie, jak mi się fajnie żyje jako przedsiębiorca. Tutaj ja uczę i teraz nie możecie zadawać mi pytań, bo teraz przygotowuję live i go prowadzę. Kiedy zadasz jakieś trudne pytanie, które jest niewygodne i stanowi jakąś niejasność, to widać, że ten live jest taki wyuczony na pamięć. Nie ma takiego typowego flow.

Jeżeli ktoś mnie o coś zapyta, a nie znam odpowiedzi, to mówię: nie znam odpowiedzi. Mówię: słuchaj, nie wiem, ale wrócę z tym do ciebie. Jeżeli znam odpowiedź, to jedziemy z tematem. W sumie chyba nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby mnie ktoś tak mocno zagiął. Przeważnie jest tak, że na live jestem w stanie odpowiadać na pytania, co buduje w oczach ludzi moją ekspertyzę. Nie wiem, czy tak to się mówi profesjonalnie?

Wielu trenerów buduje niepotrzebny mur między społecznością, którą uczą, a sobą

Bardzo się to słowo niektórym nie podoba, bo to jest takie „słowo kalka” z angielskiego. Powiedzmy więc: renomę eksperta.

Świetnie, dzięki. Buduje swoją renomę eksperta, że faktycznie znam się na rzeczy, a nie tylko wyuczyłem się na pamięć live’a, którego wcześniej oglądałem na YouTubie i teraz go odtwarzam. Wydaje mi się, że to jest taka moja unikatowość.

Kolejna sprawa to, że staram się być bardzo blisko mojej społeczności. Kiedy zdarzy się, że ktoś do mnie napisze, to sobie rozmawiamy tak, jakbyśmy się już znali. Nie lubię, jak ktoś zwraca się do mnie na „pan”. Zawsze pytam, czy nie ma nic przeciwko, żebyśmy byli po imieniu. Nie chodzi o to, że jestem alfą i omegą, bo mam 15 000 followersów. Jestem zwykłym człowiekiem.

Kiedy prowadziłem warsztaty dla studentów, to dostałem od nich feedback, że bardzo podoba im się ten luz. Zawsze wydawało mi się na studiach, że korporacje są takie ą-ę i bardzo chciałbym to odczarować, prowadząc fanpage Excellenta. Pokazuję, że w tej korporacji też są ludzie normalni i śmieszni. Bawimy się czasem, wypijemy kawę i rozmawiamy o normalnych rzeczach, więc nie budujmy muru.

Tak samo jest z Excelem — ucząc go, nie muszę być nadętym gościem w garniturze i koszuli, mówić ą-ę. Nie zadawajcie mi pytań, bo ja wiem wszystko najlepiej. Jak nie wiem, to nie powiem, że nie wiem, tylko powiem: to jest nieistotne.

Ważna jest moja marka własna w social mediach. Mówisz, że oglądałeś moje stories. Pokazuję tam część swojego życia — część związaną z firmą, biznesem i moimi przemyśleniami inspiracyjno-rozwojowymi. Ale staram się odcinać od tego moją rodzinę. Czasem można zobaczyć moją żonę, ale twarzy syna nie zobaczycie. To jest dla mnie strefa zamknięta i rzadko też zobaczycie, jak spędzam wolny czas. Uważam, że jest to moja sprawa i nie jest to w obszarze waszych zainteresowań, a też może nie chcielibyście tego widzieć.

Kiedy coś postuję, to zastanawiam się, po co to robię. Nie będę pokazywał tego, co jem, bo jaki jest sens pokazywania tego, co jem? Nie będę pokazywał, co robię na wakacjach, bo jaką to daje wam wartość? Jeżeli mówimy o stories, to marnuję kolejne sekundy waszego życia. Moglibyście w tym czasie zrobić coś bardziej produktywnego, niż oglądać jak robię cokolwiek nieistotnego. To jest kolejny taki mój unikatowy punkt i to chyba tyle z takich rzeczy, które odróżniają mnie od reszty.

Z boku wydaje się, że gość uczy Excela jak każdy. Jeśli się głębiej zastanowisz, to tam jest dużo innych rzeczy. Małych rzeczy, ale innych. Excellent Work to nie jest sama nauka Excela. To jest bardzo ważne. Było także kilka live’ów okołoetatowych, przykładowo: angielski w korporacji. Rozmawialiśmy, jak uczyć się tego angielskiego efektywnie i jak ja się uczyłem angielskiego. Jest jeszcze miejsce do doskonalenia.

Dzisiaj mamy piątek, więc mam taką politykę, że gadam sobie po angielsku — odgapiłem od Dominika Juszczyka. Z większym lub mniejszym efektem, ale jest to praktyka. Pokazywałem narzędzia i mówiłem, jak to z tym angielskim jest, czy rzeczywiście wszyscy mówią płynnie. Takie rzeczy, których mi na studiach nikt nie powiedział, jak to będzie, kiedy pójdę do firmy, która jest multikulturowa i jak to wygląda w takiej korporacji.

Opowiadałem też, jak podchodzić do rozmów kwalifikacyjnych — nie tylko jeżeli chodzi o testy, ale też czy można mieć postawę roszczeniową. Nie jest to na sto procent moja broszka, bo nie jestem z HR bardzo blisko, ale mówię ze swojego doświadczenia i zawsze mówię, że to jest subiektywne. To nie jest tak, że mam zawsze rację, ale dzielę się swoimi przemyśleniami. Myślę, że to daje ludziom takie poczucie mojej ludzkości i tego, że faktycznie na tych rozmowach byłem. Czują się przez to jeszcze bliżej związani, tutaj też chodzi o emocje.

Buduję swoją renomę eksperta, że faktycznie znam się na rzeczy, a nie tylko wyuczyłem się czegoś na pamięć

Właśnie. Wiesz, co jest najbardziej zaskakujące w tym, co mówisz? Z jednej strony mówimy o kursach online, gdzie nie ma bezpośredniego, fizycznego kontaktu między prowadzącym a uczestnikiem. Z drugiej strony są to kursy online o Excelu, który jest takim narzędziem bardzo odhumanizowanym, jest to taki automat do liczenia. Z tego, co mówisz, to najważniejsze w tym, żeby osiągnąć dobre efekty — tak przynajmniej było w twoim przypadku — w uczeniu online Excela, czyli w połączeniu dwóch rzeczy odhumanizowanych, jest bycie człowiekiem.

Tak, czyli relacja. Ale tak chyba jest w każdym biznesie.

Chyba tak. Ale to brzmi zaskakująco w zestawieniu z tematyką i technologią, której do tego używasz.

Tak, ale to nadal jest biznes. Relacje są dzisiaj wszystkim. Jak bardzo byśmy się nie skupiali na automatyzacji wszystkiego, to na koniec dnia i tak musimy zdać relację. Im relacja będzie czystsza i bliższa, tym łatwiej będzie sprzedawać. Jeśli masz do wyboru dwa produkty na Allegro, a jednego dostawcę skądś kojarzysz, bo coś u niego kupiłeś, a drugiego w ogóle nie znasz i nie masz bladego pojęcia, kim jest — to od którego weźmiesz? Odpowiedź jest prosta.

Tak samo jest z Excelem. Moje kursy są w dość konkurencyjnych cenach. Są kursy tańsze o połowę, ale widzisz gościa, wiesz kim jest i widzisz, że się zna, pokazuje płynne live’y, inspiruje ludzi, zawsze chce pomóc, jest otwarty i zawsze 24/7 pod telefonem. Zawsze można do mnie napisać. Sprawdziłem, że na fanpage’u masz ponad 10 000 polubień, nie wierzę w to, że codziennie ktoś do ciebie pisze. Pewnie nie.

Jak bardzo byśmy się nie skupiali na automatyzacji wszystkiego, to i tak relacje są dzisiaj wszystkim

Bezpośrednich wiadomości?

Tak. Codziennie?

Nie analizowałem tego w ten sposób, ale chyba codziennie nie. Są takie dni, kiedy jest kilka, a są dni, kiedy jest pusto.

No właśnie, tak samo jest u mnie, więc jeżeli chcecie, to piszcie. Nie chodzi o to, żeby teraz 15 000 osób napisało do mnie wiadomość, ale jestem wbrew pozorom dostępny. Społeczności na Facebooku to nie są społeczności w stu procentach zaangażowane. Są zaangażowane w pewnym stopniu, ale dają taki wentylek otwartości. Nie zostawiam wiadomości bez odpowiedzi. Jeszcze mogę sobie na to pozwolić, nie wiem jak długo, ale to przyciąga. Budowanie relacji przyciąga i wydaje mi się, że to jest klucz.

Wiedza o Excelu to jest jedno. Można być genialnym specem i rozkminić Excela od tej komórki w lewym górnym rogu, do tej w ostatnim dolnym i wiedzieć wszystko, co się dzieje po kolei. Ale czym innym jest umiejętność posługiwania się Excelem, a czym innym jest uczenie Excela. Skąd umiesz uczyć?

To jest dobre pytanie. Odwołam się do twojego odcinka 212. z Dominikiem Juszczykiem o Gallupie. Jeżeli ktoś nie wie co to Gallup, to sobie tam kliknijcie i posłuchajcie. Gallup dzieli nasze wszystkie cechy na 34 talenty podzielone na cztery grupy. Jest taka domena Influence, czyli taki opiniotwórca i wpływacz. Ta domena ma osiem cech i ja mam te wszystkie osiem cech do szesnastego miejsca. Fabrycznie jestem gościem, który działa tak, że jeśli coś robi, to wszyscy muszą o tym wiedzieć i wszyscy muszą to robić z nim. Kiedy się czegoś uczę, to domyślnie przelewam to na innych. To powoduje, że uczenie lepiej mi idzie.

Kolejna sprawa jest taka, że uczę, odkąd pamiętam. Miałem dwóję z fizyki w liceum i uczyłem kolegę, który też był zagrożony — on dostał tróję, a ja dostałem dwóję. Kuriozum, że gość z dwóją uczy innego gościa, który dostał potem tróję. Uczyłem też niedoszłych szwagrów, byłych szwagrów, jak miałem jeszcze dziewczyny. Mojego szwagra obecnego też uczyłem. Jak miałem dietetykę, to też starałem się nie wypisywać diet na sucho, ale też opowiedzieć trochę o tym, żeby wygenerować w ludziach zrozumienie. Łatwiej się chudnie, jak się rozumie, co się robi i dlaczego się to robi.

Natywnie przeszło to na Excela. W pracy, kiedy ludzie mnie pytali o Excela, to nie starałem się dawać im gotowych rozwiązań, tylko zawsze było: chodź tu kolego, siadaj i patrz: to jest tu, to jest tu. Kosztowało mnie to 50-100% więcej czasu, ale jak mu powiedziałem raz, to nie przychodził do mnie piętnaście razy z tym samym problemem, bo już wiedział. Uczenie tak ze mnie po prostu wyrosło i dobrze się z tym czuję.

Jest taka mała gwiazdka, że nie każdy chce się uczyć i to jest taka ciemna strona tego mojego indoktrynowania innych, tego wpływania w Gallupie. Zakładałem, że wszyscy chcą się uczyć i dopiero test Gallupa pozwolił mi zrozumieć, że nie każdy chce pchać do przodu swoje życie tak mocno jak ja.

Excellent pozwala mi zrzeszać koło siebie osoby, które chcą się uczyć. Zakładam, że osoby, które lajkują Excellenta, chcą coś z życiem zrobić. Kiedy do nich mówię, staram się ich zainspirować i pomóc, to wiem, że nikt mi nie powie: przestań gościu, odpocznij i daj spokój, przestań mnie cisnąć. Wśród moich znajomych — nie bezpośrednio takie zdania padały — dało się wyczuć: fajnie, że idziesz do przodu, ale może nie do końca ja też tak chcę. Miałem problem, żeby to zrozumieć. Natomiast na Excellencie mam tylko grupę ludzi — tak myślę — którzy chcą się rozwijać. To też powoduje, że bardziej komfortowo mi się ich uczy, bo wiem, że chcą tego słuchać.

Kiedy się czegoś uczę, to domyślnie przelewam to na innych. To powoduje, że uczenie lepiej mi idzie

Ale czym innym jest wytłumaczenie komuś, kto siedzi obok ciebie, jak coś zrobić, a czym innym jest prowadzenie kursów online. Przygotowujesz materiały i uczestnik jest przez większą część czasu sam z tym materiałem. Potrzebujesz tak przekazać tę wiedzę, żeby on był w stanie samodzielnie się tego nauczyć. Nie masz tego fizycznego kontaktu i potrzebujesz ogarnąć całą sferę techniczną. Jak uczyłeś się robienia kursów online?

Robiłem szkolenia stacjonarne — znowu plus korporacji, jeśli pracujecie na etacie, to korzystajcie — uczyłem Excela na etacie, w swojej firmie. To było trzy razy win. Dla mnie win, bo miałem okazję przygotować sobie darmowe szkolenie dla firmy. Drugi win był taki, że to byli moi znajomi, więc strefa komfortu była poszerzona, można było to sobie na spokojnie, bez stresu przeprowadzić. Oni mieli win, bo mieli fajne szkolenie z Excela na liczbach, które znają, bo byliśmy w obrębie jednej firmy, więc dużo łatwiej się uczy osoby, które pracują na tych samych liczbach i mają te same problemy.

Korporacja, w której pracowałem, miała jeszcze fajniejszy win, bo miała darmowe szkolenie, za które musiałaby zapłacić kilka tysięcy złotych, a zapłaciła mi kilka godzin etatu. Optymalizowałem swoją pracę, więc miałem czas wolny i mogłem go jakoś spożytkować. To był taki wstęp do uczenia stacjonarnego, to dało mi takie pierwsze agendy, które pozwoliły mi zobaczyć, o co ludzie najczęściej pytają, aby potem online tych pytań uniknąć.

Dużo łatwiej uczy się osoby, które pracują na tych samych liczbach i mają te same problemy

Wyprzedzić je.

Tak. Pytali mnie nie na szkoleniach, tylko po prostu podchodzili do biurka. Później szkolenia pokazywały mi, o co ludzie pytają. Pierwszy kurs, który zrobiłem online to, żeby było śmieszniej, to ten kurs zrobiłem stacjonarnie dwa razy. Zrobiłem ten kurs stacjonarnie i powiedziałem to, co później nagrałem. Zobaczyłem wtedy, o co ludzie pytają.

Blue print — jak zrobić kurs: najpierw zróbcie agendę, a jeszcze zanim zrobicie agendę, zróbcie research. Złapcie wszystkie tematy, które chcielibyście poruszyć, spróbujcie wrzucić je w agendę, a kiedy już ją macie, to zacznijcie nagrywać. Kiedy zaczynacie nagrywać, nie bójcie się zmienić tej agendy. Zauważyłem, że część tematów, które w teorii do siebie pasuje, to później już nie bardzo. Czasem trzeba trochę coś pozmieniać. Na końcu, jak już miałem wszystko nagrane, zaczęła się obróbka. Trochę czasochłonny temat, ale dało się to zrobić.

Materiały wrzucam na platformę i tutaj współpracowałem z Web To Learn, czyli wyoutsourcowałem sobie temat tworzenia platformy. Ostatnie to grafiki z Canvy, czyli nie jakiś rocket science. Skąd czerpałem wiedzę, jak to wszystko zrobić? Z internetu i grup fejsbukowych. Tak jak ja uczę Excela, tak ludzie w sieci uczą, jak zrobić kursy. Na przykład Magdalena Pawłowska, różnie ludzie podchodzą do Magdy, może jest trochę kontrowersyjna, ale dużo wiedzy można od niej wyciągnąć. Mamy też dużo materiałów wideo na YouTubie.

Jeżeli chodzi o obróbkę grafiki, to można korzystać z darmowego programu typu Gimp. Można znaleźć bardzo dużo poradników na YouTubie, szczególnie jeżeli chodzi nam o punktowe nauczenie się czegoś. W Sony VEGAS wycinałem tylko „eee”, wdechy i robiłem fade in, fade out, czyli takie przyciemniania, rozjaśniania i przyciszenia. To nie wymaga nie wiadomo jakiej wiedzy. Pierwszą stronę internetową robiłem sam w twoim ukochanym Divi. Ale jednak skorzystałem z usług Komartu — agencji, której właścicielem jest Paweł Badura. On też ma podcast.

Tak jak ja uczę Excela, tak ludzie w sieci uczą, jak zrobić kursy

Pozdrawiamy Pawła.

Cała rodzina podcastowa. Skorzystałem z jego usług i on zrobił mi tę nową stronę. Dla osób, które zaczynają: nie bójcie się outsourcingu. Wiem, że to kosztuje na początku, ale uwierzcie mi, że potem jak już rozkręcicie firmę, to nie jest już duży koszt. Bardzo długo uczyłem się robienia strony i to, co zrobiłem sam versus to, co zrobił Paweł, to jest niebo a ziemia.

Na Divi pewnie można byłoby się nauczyć i zrobić to lepiej, ale jak mówimy o tych wszystkich analyticsach i wpinaniu maili, to jest to trochę problematyczne. Czy warto poświęcić dwa, trzy tygodnie życia na to, żeby się tego nauczyć? Pomijając, ile przy okazji popełnimy przekleństw [śmiech]. Zamiast poświęcić się wtedy na nagrywanie kursu, przez te dwa tygodnie, po godzinach jesteśmy w stanie zarobić na dwie takie strony.

Mówię tutaj z doświadczenia, bo stwierdziłem: dobra, kupię stronę u Pawła. Ale w międzyczasie zrobię jakieś promocje. Uwierz mi, że zarobiłem na dwie, trzy strony. Powiedziałem sobie: chcę zarobić na jedną stronę. Zrobiłem promocję, mocno się spiąłem i zarobiłem wtedy na trzy strony. Zapłaciłem za jedną, a dwie nadal miałem w kieszeni. Nie siedziałem trzy tygodnie i nie kminiłem jak zrobić stronę. Żona mnie leczy z tego — wszystko umiem sam, wszystko zrobię sam. Uwierzcie mi, że w długiej perspektywie czasu warto.

Nie mogę tu jeszcze nie wspomnieć o podcaście 2edu Piotrka Peszko — Letnia Szkoła eLearningu. To już tyczy się raczej drugiego kursu niż pierwszego. Ale jeżeli chcecie się dowiedzieć trochę więcej o e-learningu — też korporacyjnym, bo pamiętajmy, że korporacje z tego korzystają — bardzo dużo wiedzy merytorycznej można znaleźć u Piotrka.

To nie może być kurs, jak niektórzy podcasterzy — nie wymieniając z imienia i nazwiska — nawołują, że możesz w dwa dni zaplanować agendę kursu i go nagrać. Nie chciałbym takiego kursu kupić. Zrobienie kursu zajmuje mi około trzech miesięcy, zależy od złożoności. Dwieście, trzysta takich godzin roboczych, w których siedzę i oram. To jest na pięcio-, sześciogodzinny kurs. Trzeba liczyć kilkadziesiąt godzin roboczych na godzinę kursu. Ale to ma ręce i nogi i wiem, że to będzie zarabiało lata. Robię to tylko raz, więc chcę się w to zaangażować. To są źródła mojej wiedzy. Powoli, po cegiełce i wyszło.

Powiedziałeś, że trzy miesiące trwa stworzenie kilkugodzinnego kursu, wymieniłeś kilka narzędzi — część płatnych, część bezpłatnych — i outsourcing. Na pewno liczyłeś, ile kasy potrzeba, żeby stworzyć kurs online? Pomijam czas twojej pracy — to też można wycenić — ale ile pieniędzy potrzebujesz włożyć, żeby taki kurs wypuścić w świat? Czyli sprzęt, platformę, czy jakieś oprogramowanie — wszystkie elementy, które są z tym związane.

To będzie zależało od tego, jak ten kurs robisz. Czy jest to twoja głowa gadająca, czy potrzebujesz do tego jakichś dodatkowych rzeczy typu tablica.

Załóżmy, że to jest gadająca głowa, gdzie pokazujesz tylko siebie i ekran.

Czyli tak jak ja to robię. Mam gadającą głowę i ekran. Kupiłem sobie lampkę — kupiłem ją w mojej dawnej firmie za 5 złotych — uwaga, to jest taka zwykła, stolikowa, biurkowa lampka.

Żarówka chyba nie jest zwykła?

Żarówka nie jest zwykła, jest magiczna. To jest żarówka 85-watowa, 6500 lumenów i kosztuje trzydzieści pięć złotych, więc lampka kosztowała mnie w sumie czterdzieści złotych. Pudełko tekturowe, oblepione folią aluminiową miałem za darmo, bo żona przyniosła z pracy, więc sobie włożyłem tę żarówkę z lampką do tego „bieda softboxu”, mocno mi świeciła w oczy i mnie prześwietlała, ale wystarczyło do rozkręcenia biznesu.

Korzystałem z kamery SJCAM, którą już miałem, bo to kamera sportowa, której używałem na wakacjach. Kupiłem mikrofon Novox NC-1 — znajdziecie to wszystko w linkach do bonusa. Koszt mikrofonu to 250 złotych. Stojak to świeży nabytek, wcześniej miałem zwykły trójnóg — wystarczyło do nagrania kursu. Platforma w podstawowej wersji — w zależności od liczby użytkowników — to chyba 30 złotych na miesiąc, jak się nie mylę. Mnożąc razy dwanaście, to mamy jakieś 360 złotych. Tańsza wersja Vimeo to też trzydzieści złotych na miesiąc. Plus VAT oczywiście, bo to nie jest ovatowane i trzeba zapłacić VAT, dodatkowo działalność gospodarcza, którą też warto wliczyć, bo dochód będzie się szykował.

Pracowałem na etacie, więc nie musiałem płacić ZUS-u, płaciłem tylko składkę zdrowotną 318 złotych 94 grosze, plus usługi księgowej: sto pięćdziesiąt złotych. Wychodzi nam, żeby wypuścić kurs — jeżeli chcemy to zrobić tak naprawdę na biednego — około tysiąca złotych.

Trzeba dodać też bardzo dużo czasu, to jest lwia część całego wkładu. Tego nie da się zrobić w dzień, czy tydzień, jak różni ludzie nawołują. Każdy może nagrać, tylko jaki to będzie kurs? Na to pytanie trzeba sobie odpowiedzieć.

Chcąc wypuścić kurs potrzebujemy około tysiąca złotych, ale trzeba dodać bardzo dużo czasu, to jest lwia część całego wkładu

Czy w tych kilku miesiącach przygotowania kursu, liczysz też czas potrzebny na to, żebyś sam doczytał, dooglądał i douczył się tych elementów, o których chcesz powiedzieć?

Tak. W te trzysta godzin wkładam też research, czyli szukanie dodatkowej wiedzy. Kiedy nagrywam kurs, przykładowo o tabelach przestawnych, to ja temat wyczerpuję. Jak otworzysz sobie to narzędzie w Excelu, to tam nie znajdziesz opcji, o której czegoś nie powiedziałem. Wyczerpałem temat, przekopałem cały internet i chyba cały świat, dołożyłem do tego swoją praktykę i uzupełniłem o wiedzę, żeby to było kompletne, żeby nikt mi nie powiedział, że czegoś brakuje. Nie brakuje tam niczego.

Chciałbym rozwinąć słowa: przekopałem cały świat i cały internet. Skąd czerpiesz wiedzę o Excelu, którą później przekazujesz swoim kursantom?

Głównie czerpię ją ze swojego doświadczenia, czyli z tego, co już umiem. Myślę, że to jest 95% wiedzy, którą przekazuję. To jest coś, czego się już wcześniej nauczyłem na kursach stacjonarnych, kursach online, w praktyce pomagając innym, szukając rozwiązania problemów w Google, na stronach angielskich i polskich, czasem też na Udemy.

Szukam w Udemy kursów anglojęzycznych, bo wiem, że jest grupa ludzi, którzy nie znają języka angielskiego i na dobrą sprawę wystarczyłoby przetłumaczyć kursy. Pod pytanie poddaję etykę takiego zachowania, bo jakby nie było, to jest nadal plagiat. Jakość kursów na Udemy trochę pozostawia do życzenia, ale nie wszystkie. Niektóre są naprawdę dobre.

Inspirowałem się też kursami z Udemy — przez inspirację rozumiem, że doszukiwałem, przeglądałem te kursy i zdarzało się, że w całym takim kursie znalazłem pół promila jakiejś dodatkowej wiedzy, takiego smaczka, którego szukałem. Kosztuje to trochę czasu, ale właśnie dlatego pół procenta to robisz, żeby wszystko było komplementarne. Dostałem jeszcze książkę od kolegi z pracy i w tej książce, też było kilka ciekawych słów o tabelach przestawnych. Książki, internet anglo- i polskojęzyczny, Udemy — to są moje główne źródła.

Powiedziałeś, że skupiłeś się na Facebooku, jeżeli chodzi o pozyskiwanie klientów. To jest twoje główne źródło, gdzie ich szukasz. Czy masz jeszcze inne metody zdobywania klientów?

Teraz już się trochę kręci. Zaczynają się polecenia, ludzie piszą, bo już mnie kojarzą.

Ale to nie jest twoja bezpośrednia praca. To jest efekt tego, co zrobiłeś wcześniej i to robią inni ludzie. Jeżeli celujesz w Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, to czy jedziesz tam i rozwieszasz plakaty?

Nie, żadnych takich działań offline. Uważam, że dziś to się nie opłaca. Jeżeli zestawimy sobie to z reklamami na Facebooku — dobrze stargetowanymi, dobrze przygotowanymi, czego też można się nauczyć — to się nie opłaca. Koszt like’a to 30 groszy. To jest tylko like, ale wrzuca kolejne osoby do maszynki webinarowo-live’owej. Z tej maszynki można budować relacje, rozmawiać z tymi osobami i coś konwertować. To jest główne źródło pozyskania klientów.

Jeśli chodzi o inne, to korzystam z Instagrama. Na stories można coś znaleźć. Jeszcze nie mam pomysłu na posty. Jest to słup ogłoszeniowy, czasem wrzucę jakieś zdjęcie.

LinkedIn to ciekawe miejsce. Dla mnie pewnie byłoby najlepsze, ale nie mogę znaleźć złotej zasady na to medium. Słuchałem oczywiście twojego podcastu o LinkedIn i nadal mi to nie działa tak, jak powinno. Uważam, że to jest miejsce, w które można byłoby włożyć więcej. Przypomnę, że kiedy to nagrywamy, jestem równo tydzień i jeden dzień po rzuceniu etatu. Doba była krótka i mogłem skupić się tylko na Facebooku. Teraz doba się trochę poszerza, projektów na pierwszy kwartał 2019 roku mam tyle, że pasowałoby rzucić firmę, żeby założyć kolejną. Już nie mam co rzucać [śmiech].

W dzisiejszych czasach działania offline nie opłacają się, jeśli zestawimy je do reklam na Facebooku

Chciałbym mocniej wejść na LinkedIn i YouTube — to byłyby fajne źródła pozyskiwania klientów. Zastanawiam się, czy YouTube też. To jest do rozważenia. Facebook ma taką przewagę, że są tam dane personalne. Straszne, ale prawdziwe. Wiemy, kto nas ogląda z imienia i nazwiska.

W przypadku YouTube’a nie znamy tak dobrze tych osób. Możemy namówić je na zostawienie adresu mailowego, ale nie każdy to zrobi. To jest dość solidny minus YouTube’a. Gdybym wszedł w YouTube’a tak, jak wszedłem w Facebooka, to nie byłbym dziś tu, gdzie jestem. Tam nie udałoby mi się tego zrobić w tak krótkim czasie. Facebook daje te możliwości skontaktowania się z ludźmi i rozmawiania, a tego nie daje YouTube.

Dużo osób zachęca mnie do wejścia na YouTube, na przykład Paweł Leżoch — pozdrawiamy — też podcaster. Kogo my dziś nie wymieniliśmy jeszcze [śmiech]? To są alternatywy, z których mógłbym pozyskiwać klientów, ale nie do końca jeszcze to robię. Na LinkedIn zdarzają się przypadki, że polecają mnie znajomi z uczelni i byłej pracy. To jest jeszcze takie źródło, które można wspomnieć. Czyli znów kontakty ludzkie.

Odwołam się do wstępu do tego podcastu — jeżeli mamy dobre relacje z ludźmi, pomagamy im, to oni chcą się jakoś odwdzięczyć. Tylko nie róbmy tego z wyrachowaniem, róbmy to z dobrego serca, bo wtedy to wróci. Jak będziemy wyliczać komu pomóc, a komu nie, to słabo to wygląda. To tak nie działa.

Rozumiem, że możesz konkurować z innymi komercyjnymi twórcami szkoleń i kursów o Excelu, bo masz — jak sam powiedziałeś — konkurencyjne ceny, masz swój styl, zbudowane relacje z innymi, którzy cię wspierają i puszczają dobrą opinię o tobie dalej. To, co wydaje mi się mega trudne i wymagające dla twórcy, to jest konkurowanie z darmową wiedzą. Pakiet Office ma cały portal wiedzowy, gdzie możesz znaleźć wskazówki tekstowe czy w formie wideo, które są dostępne po polsku. Jak konkurować z wiedzą, która jest dawana za darmo?

To jest wątek, o którym już mówiliśmy wcześniej: weź rusz myszką tam i powstanie tamto. Materiałów wideo po polsku na stronie Microsoftu nie udało mi się znaleźć, a mocno szukałem. Jak się uczyć z książki programowania? Nie każdy, a w zasadzie mało kto to lubi. To jest pierwszy punkt, a poza tym to jest sucha wiedza. Nie ma tam nic wciągającego. Nie chce się tego uczyć, bo nie ma prowadzenia od punktu A do punktu Z. Nie ma tej ścieżki: masz to, możesz to zastosować w praktyce w taki sposób. Nie ma tego magnetyzmu i tej mocy przyciągania.

Kurs to jest coś innego. Masz ścieżkę i ciekawi cię, co będzie dalej, co będzie za zakrętem, co się dalej będzie działo. Na live’ach masz taką wiedzę mocno praktyczną, jeszcze bardziej specyficzną. Jeżeli interesuje cię konkretny live, to wchodzisz i masz godzinę praktycznego gadania o temacie. Dodatkowo możesz przez cały czas wchodzić w interakcje i zadawać pytania na żywo. Gdybyś chciał o coś zapytać Microsoftu, to jak szybko dostaniesz odpowiedź? Będziesz kontaktował się z supportem?

Darmowe materiały to jest sucha wiedza. Nie ma tam nic wciągającego i nie chce się tego uczyć, bo nie ma prowadzenia od punktu A do punktu Z

Oddzwonią do mnie [śmiech].

Druga sprawa, czy to będzie pomoc po polsku. Microsoft to też trochę inna strefa czasowa, więc różnie z tym bywa.

Pytam o to, bo wiem, że jest taka grupa ludzi, którzy mają wbudowane, że jeżeli coś jest za darmo, to jest to bardzo kuszące. Zakładam, że są ludzie, którzy będą lecieć punkt po punkcie z polskiej instrukcji. Odpalą sobie wideo, żeby widzieć na ekranie i dopasowywać sobie to, co mają napisane, z tym, co widzą na ekranie. Są w stanie taką łamigłówkę wykonać, ale wymaga to dużo więcej wysiłku. Efekt jest pewnie słabszy i zajmuje to więcej czasu, ale ciągle jest to za darmo.

Tak, są ludzie, którzy kupują jabłka na wiosnę, a są tacy, którzy czekają do jesieni, żeby zjeść te, co mają z sadu. To jest ten case [śmiech]. Dochodzimy do sceny, w której znów mówię: nie muszę uczyć wszystkich ludzi na całym świecie Excela. Jeżeli chcesz korzystać z moich usług — nie ma problemu. Jeżeli skorzystałeś, a nie podoba ci się, to oddam pieniądze do trzydziestu dni. Ręczę za swoją wiedzę i nie robię, brzydko mówiąc, dziadostwa. Jestem uczulony na dziadostwo. Przede wszystkim transparentność i rzetelność w stu procentach.

Czy to, że taka duża ilość wiedzy na temat Excela istnieje w sieci również za darmo w różnych innych miejscach, wpływa na twój proces ustalania cen? Czy bierzesz pod uwagę, że nie możesz wziąć za ten kurs powyżej pewnej granicy, bo ludzie sobie pójdą i wezmą za darmo.

Przede wszystkim nie patrzę na darmową wiedzę, a raczej porównuję się do kursów stacjonarnych lub do konkurencji. Ale pamiętam, że to co robię, jest na swój sposób unikatowe. Może nie w stu procentach unikatowe, bo nadal jest to wideo, ale to jest moja wiedza, moja droga, moja historia i moja praktyka.

Nie mogę wziąć za kursy jakichś horrendalnych pieniędzy z kilku powodów. Po pierwsze — to jest kurs online, więc robię to raz. Będzie się to sprzedawać i sprzedawać. Druga sprawa — nie chodzi o to, żeby zerżnąć ludzi do złotówki. Oprócz tego, że prowadzę firmę, to jeszcze ma ona pewną misję i tą misją jest właśnie pomaganie ludziom, odmienianie ich karier, ułatwianie ich pracy, pozbycie się nadgodzin. Dodatkowo musi to mieć realną stopę zwrotu dla kursanta.

Jeśli zapakowałbym kurs za dwa tysiące, to zanim on dostałby podwyżkę dwieście złotych na miesiąc, to ten kurs zwróciłby mu się w dwa lata. Dojdziemy do momentu, w którym stopa zwrotu byłaby taka sama, jak gdyby kupił mieszkanie na kredyt i ktoś by to mieszkanie mu spłacał. Nie o to chodzi.

Najtańszy kurs kosztuje sto siedemdziesiąt siedem złotych, jak dostaniesz podwyżkę, to za miesiąc, czy dwa kurs się zwróci. Pamiętaj o tym, że nie każdego stać na taki kurs. Mam dużo studentów, którzy są na ten kurs chętni i wiem, że gdybym był na ich miejscu, to nie zapłaciłbym pięćset złotych za kurs, bo to jest dużo pieniędzy. Gdybyśmy nie byli rozbuchani tymi korporacyjnymi wypłatami, to pięćset złotych to jest w Polsce kupa pieniędzy. Taka kwota moim zdaniem jest nie fair.

Jeżeli zestawimy moje ceny z kursem stacjonarnym, to widać różnicę. Kurs przeprowadzony dla firmy rozpoczynającej swoją przygodę, czy dla studentów, to ceny zaczynają się od dwustu pięćdziesięciu złotych. Na kursie stacjonarnym spotykasz się w salce na osiem, czy dziesięć godzin, a później wychodzisz i masz problem, bo nie możesz do tego wrócić. W moim kursie online masz roczny dostęp, masz trenera live na Facebooku, nigdzie się nie wybieram, więc możesz pytać. Mogę nawet nagrywać filmiki, jakbyś bardzo chciał.

Fakt faktem, może biznesowo się to nie opłaci, ale uważam, że jak zaopiekuję się takim jednym klientem, który będzie mocno ciekawy, to i tak to się opłaci, bo wiem że gość będzie zapakowany i będzie dalej polecał. To i tak do mnie wróci, a to jest moja przewaga. W procesie ustalania cen ta stopa zwrotu jest dla mnie ważna, żeby nie zrzynać ludzi do złotówki. Kurs online jest niskokosztowy, więc nie czułbym się sam ze sobą komfortowo, gdybym wziął za niego pięćset, czy tysiąc złotych, a są takie kursy online. Są takie osoby, które robią kursy online z Excela po sześćset złotych.

Na kursie stacjonarnym spotykasz się w salce na osiem, czy dziesięć godzin, a później wychodzisz i masz problem, bo nie możesz do tego wrócić

To prawda, kursy online mają swoje zalety w porównaniu do stacjonarnych. Znam kursy online po kilka tysięcy dolarów, nie na temat Excela, ale można w ten sposób przekazywać wiedzę i stawki mogą być bardzo wysokie. Tak jak powiedziałeś o początkowej inwestycji, że wkładając tysiąc złotych, swoją pracę i swój czas, można taki kurs uruchomić i zacząć na nim zarabiać. Nie jest to duża inwestycja, jak na własny biznes.

Bariery wejścia wydają się dość niskie z jednej strony, a z drugiej strony popyt jest ogromny, bo grono osób zainteresowanych Excelem i takich, które potrzebują Excela do pracy, czy do biznesu jest bardzo duże. Wydaje się to idealną niszą biznesową — niska bariera wejścia, duży popyt. Podejrzewam, że nie jest to do końca takie proste. Gdybyś miał poradzić takiemu dobremu przyjacielowi: co powinien zrobić — niekoniecznie w samym Excelu, ale w podobnej sytuacji, czyli niskie bariery wejścia i duży popyt — co powinien zrobić, żeby się udało? Co byś mu zasugerował?

Musi znaleźć w sobie tę unikatowość. Musi znaleźć odpowiedź na pytanie: czemu ludzie mają akurat do mnie przyjść? Czym różnię się od konkurencji? Czemu jestem tą osobą, którą warto byłoby słuchać? Brzmi bardzo grząsko, nie jest to twarde pytanie. Nie wrzuciłem liczby, którą można byłoby sobie szybko przeliczyć i to jest trudne. Pytałeś mnie na początku podcastu, co mnie odróżnia. Było tam kilka miękkich punktów, wręcz nienamacalnych. Ale to są konkrety.

Druga sprawa — działaj! Te bariery, o których wspomniałeś, że są niskie, to wbrew pozorom one są wysokie. Dlatego, że nie każdy chce pokazywać swoją twarz internecie. Nie każdy ma na tyle siły i zaparcia, żeby kontynuować to regularnie. W tym roku nagrałem czterdzieści osiem takich cośrodowych live’ów. Były sytuacje, w których nagrywałem na wyjeździe. Dodatkowo robię live’y ad hoc, gdzieś z samochodu, czy w święta.

Wytrwałość to jest ta bariera wyjścia i także cierpliwość. Fanpage został założony 23 października, a w lutym osiągnął jedynie osiemset lajków. Nie oszukujmy się, jak zacząłem robić kurs w styczniu przy pięciuset lajkach i chciałem sprzedać go zyskownie, to wypadałoby, żeby tych lajków było więcej, zakładając konwersję 1-3%. Mimo to cierpliwie kontynuowałem swój projekt i uczyłem się, jak to bardziej rozkręcić.

Ludziom brakuje chęci do działania i konsekwencji. Słuchałem twoich podcastów, wielu ludzi słucha i teraz mówię do ciebie słuchaczu: ze słuchania nic nie ma, weź się za robotę. To jest okrutne, co powiedziałem, ale tak to działa. To jest ta bariera wyjścia, która wielu z was moi drodzy słuchacze pokonuje. Nie dajcie się pokonać tej barierze.

Trzeba znaleźć w sobie unikatowość i odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego jestem tą osobą, której warto byłoby słuchać?

Bardzo mądre słowa, bardzo ci dziękuję. Na koniec jeszcze powiem, że przygotowałeś dla słuchaczy nie tylko jeden bonus, ale cały ich zestaw. Powiedz proszę dokładnie, co to będzie, żeby zachęcić wszystkich, którzy posłuchali tego odcinka i chcieliby dostać coś jeszcze. Co to takiego jest?

To są trzy bonusy w dwóch plikach. Robię live’y cyklicznie i jeden z nich był o drukowaniu z Excela. Nam jako przedsiębiorcom zdarza się, że potrzebujemy sobie coś z Excela wydrukować. To jest czterdziestominutowe wideo, w którym zobaczysz, jak wydrukować strony w Excelu. To nie takie proste wbrew pozorom. Jak dodać znak wodny do twojej kartki w Excelu, jak dodać numerację stron, datę, nagłówek. Zrobić taki papier firmowy w Excelu. Myślę, że warto obejrzeć. Możesz sobie przyspieszyć, bo można go pobrać.

Drugi i trzeci bonus są w jednym pliku. Zrobiłem checklistę do przygotowania w Excelu — co musisz zrobić po kolei, żeby twój pomysł ruszył. Zrobiłem też miejsce, żebyś sobie zadeklarował, do kiedy wykonasz kolejne kroki. To jest bardzo istotne, bo jak wcześniej wspomniałem — działaj! Jak nie będziesz działał, to podcastów Marka możesz słuchać do śmierci i nic z tego nie będzie.

Ten plik ma na celu pchnięcie cię do tego, żebyś wreszcie się za to wziął. Tam jest to, co ja robiłem. Pokazuję to, co robiłem, mi się udało, więc zrób to samo w swojej niszy. Jak się nie uda, to znaczy, że coś robisz źle. Zastanów się, co to może być. Rób dalej, inaczej i działaj, w końcu się uda. Nie może się nie udać.

Druga karta w tym pliku to są narzędzia i cały sprzęt, z którego korzystam od początku. Macie wszystkie darmowe narzędzia. Spędziłem naprawdę sporo czasu, przejrzałem dziesiątki postów i różnych live’ów, żeby te narzędzia zgromadzić. To jest cały mój biznes na talerzu: z czego korzystam, jaki sprzęt kupiłem, jak robię to technicznie, jak streamuję, jak obrabiam grafikę, z jakich korzystam platform, z jakich korzystałem mikrofonów, kamer, darmowe narzędzia do obróbki grafiki, do obróbki wideo, banki zdjęć, banki ikon. Jak to przejrzycie, zabierzecie się do dzieła i wam się nie uda, to coś robicie źle.

Bardzo, bardzo ci dziękuję za rozmowę, za kawał rzetelnej wiedzy, fajnych wskazówek i za bonusy. Jestem pewien, że każdemu, kto myśli o rozpoczęciu podobnej działalności w dowolnej sferze tematycznej — to przecież wcale nie musi być Excel — te informacje pomogą. Dziękuję.

Dziękuję za zaproszenie. Dla was wszystkich szukających: pamiętajmy o tym, że rok i trzy miesiące temu, nikt o mnie nie wiedział. Dziękuję Markowi, jest okazja, by to powiedzieć na żywo. Trafiłem na ciebie dzięki Michałowi Szafrańskiemu. Gdyby nie Marek i jego podcast, a wcześniej Michał, to cały Excellent by nie istniał.

Dużą część wiedzy, którą zaimplementowałem do mojej firmy, zdobyłem dzięki Markowi. Słuchajcie tego podcastu i implementujcię tę wiedzę, bo warto. Dziękuję serdecznie również za zaufanie, bo w tak stosunkowo krótkim czasie dostać zaproszenie do tak słuchanego podcastu to wielki zaszczyt.

Dzięki bardzo i mocno trzymam kciuki. Patrząc na to, jak się rozwijasz i co zrobiłeś w 2018 roku, jestem przekonany, że 2019 rok będzie jeszcze lepszy i każdy kolejny będzie utrzymywał ten trend. Tego ci życzę. Dzięki raz jeszcze.

Dziękuję.