Cała prawda o organizowaniu konferencji online. Biznes Kobiecym Okiem – case study

22 października 2018

Kilka miesięcy temu dostałem maila z tematem: „Nieśmiała propozycja”. Dotyczył on wystąpienia na konferencji Biznes Kobiecym Okiem. A ponieważ chodziło o konferencję online, sprowadzało się to (z mojej strony) do przygotowania i przesłania materiału wideo.

Po co organizuje się tego typu projekty? Jest kilka potencjalnych korzyści.

  • Prelegenci mają okazję dotarcia do nowych odbiorców.
  • Mogą też powiększyć swoją listę adresową, jeżeli zaproponują jakiś bonus w zamian za zapisanie się na swój newsletter.
  • Prezentacje w formie wideo są dostępne dla uczestników za darmo, ale tylko przez krótki czas. Jeżeli ktoś chce mieć do nich dostęp dłużej – płaci, więc jest też szansa na zarobek.

Widziałem podobne wydarzenia na rynku amerykańskim i ucieszyłem się, że coś podobnego szykuje się w Polsce. Znałem organizatorkę, wiedziałem, że zgromadziła dużą społeczność wokół swojego bloga i podcastu, więc szybko się zgodziłem.

Konferencja odbywała się na początku września 2018 r. Byłem w kontakcie z organizatorką zarówno przed, jak i w trakcie całego wydarzenia. Stąd wiem, że nie wszystko szło tak, jak sobie to wyobrażała. Końcowe efekty też były poniżej jej oczekiwań.

Dlaczego plany rozminęły się z rzeczywistością i jakie są biznesowe lekcje z tego przedsięwzięcia? Na szczerą rozmowę na ten temat zgodziła się organizatorka konferencji Biznes Kobiecym Okiem Dagna Banaś.

Sponsorem tego odcinka jest organizator konkursu Chivas Venture. Zgłoś swoją firmę »

Prezent dla Ciebie

Podaj adres e-mail, a wyślę Ci przewodnik Jak zorganizować konferencję online, przygotowany przez Dagnę Banaś.

W tym odcinku

  • Jak zorganizować konferencję online?
  • Jakie zachęcic prelegentów do udziału w konferencji?
  • Jak skutecznie promować konferencję?
  • Jak porażkę można przekuć w sukces?

Gość odcinka

Dagna Banaś

Lekarka, która uczy o biznesie. Zafascynowana marketingiem i reklamą, swoje miejsce widzi w świecie blogowania i szkoleń. Wykorzystuje wiedzę medyczną na temat działania ludzkiego mózgu do badań marketingowych.

SzczesliwaWBiznesie.pl

Przydatne linki

Polecana książka

Robert Cialdini
Mała WIELKA zmiana

 Kup tę książkę

Robert Cialdini
Pre-swazja

 Kup tę książkę

 Więcej książek

Podcast do czytania – transkrypcja odcinka

Cześć Dagna!

Cześć Marku!

Powiedz, co ostatnio czytałaś?

Byłam przygotowana na to pytanie, pewnie tak jak wszyscy, którzy pojawiają się w tym podcaście. Mam nawet ze sobą książki do pokazania. Pewien pan, który prawdopodobnie będzie słuchać twojego podcastu – Robert Cialdini – napisał kolejną swoją publikację Mała WIELKA Zmiana. Bardzo fajna książka, bardzo lubię tego autora i fajnie się ją czyta. Jest tam dużo badań naukowych i faktów do przetrawienia. Bardzo lubię podkreślać w książkach, natomiast kiedy zobaczyłam tę książkę, tak jak poprzednią Cialdiniego Pre-swazja, to niestety musiałabym jechać tym markerem linijka za linijką, więc uznałam, że to nie ma sensu [śmiech]. Dużo jest ciekawych rzeczy, które teoretycznie już kiedyś słyszałam, ale są to małe zmiany, które mogą zrobić duże różnice, proste rzeczy, które nie wymagają wiele wysiłku, a sporo zmieniają. Przykład z książki – kiedy ludzie umawiają się na wizytę do lekarza, to część z nich uważa, że jeśli na tę wizytę się nie stawią, to nic wielkiego się nie stanie. Niestety dzieje się bardzo dużo, nie tylko finansowo, wiąże się to także z konsekwencjami dla innych pacjentów, którzy później mają na przykład przekładane terminy. Oni policzyli koszty takiego niestawienia się na wizyty, w skali roku czy kilku lat, na wiele milionów dolarów. Okazało się, że te koszty można o te miliony dolarów zmniejszyć prostym zabiegiem. Rejestratorka zamiast pisać termin wizyty dla pacjenta, prosi pacjenta, żeby napisał to własnoręcznie. To rozwiązanie bardzo zwiększa stawialność na wizytę. Niby nic, wydawałoby się, że coś kompletnie nieistotnego, a oszczędności są wielkie. Tak samo korzystanie z ręczników w hotelach: wystarczy poprosić osobę, która się melduje o to, by zadeklarowała, czy zobowiązuje się do tego, żeby dbać o środowisko. Ma to naprawdę wielkie konsekwencje. Nie uwierzyłabym w to, że coś tak małego może ostatecznie mieć tak duży efekt.

Kiedyś czytałem taką książkę o tytule 50 rzeczy, lub coś podobnego, nie pamiętam dokładnie. Ta książka pokazuje na przykładzie różnych badań, jak zwiększyć szanse na to, że jeżeli zgubisz portfel, to znalazca ci go zwróci.

Niesamowite, kiedy się czyta, że ktoś policzył to w dużej skali. Taka naprawdę drobna rzecz, która nie wymaga niczego, może mieć ogromny wpływ, taki efekt śnieżnej kuli – wydaje się, że to jest niewiele. Nam się wydaje, że jak nie będziemy segregować śmieci, czy jak wyrzucimy papierek na ulicę, to nic się nie stanie, a w skali świata, to jest ogromna sprawa. Pokażę jeszcze drugą książkę. Nie jest to książka biznesowa, ale jestem zachwycona, że takie książki powstały. Są to Przygody Sherlocka Holmesa po hiszpańsku. Historia jest warta opowiedzenia, książka ma z boku słownik. Długo czekałam na taką książkę po angielsku. Mówię o nauce języka, bo nauczyłam się hiszpańskiego z podcastów. Każdemu polecam, można nauczyć się języka w komunikatywny sposób, słuchając podcastów. Dlatego pokazuję tę książkę, bo jak już sobie posłuchałam, to na wakacje zabrałam coś do czytania. Rewelacyjne jest to, że nie trzeba brać słownika, nie trzeba sprawdzać każdego słówka w telefonie, bo mamy z boku słownik i te wyrazy są pogrubione. Pojawiła się seria książek, która jest dostępna w empikach, co prawda język książki jest troszeczkę przeterminowany. Tych słów prawdopodobnie nigdy w życiu nie zobaczę w prawdziwym życiu, nawet po polsku ich nie używam, ale serię polecam każdemu, kto chce podreperować angielski i hiszpański.

W pierwszej połowie września tego roku zorganizowałaś coś, co nie ma nic wspólnego z Sherlockiem Holmesem, ale ma wspólnego z biznesem online, bo była to konferencja Biznes kobiecym okiem, która była poświęcona biznesowi online i adresowana do kobiet. O tej konferencji chciałem dzisiaj z tobą pogadać, zacznijmy od tego – skąd ci się wziął taki pomysł? Widziałem nie raz tego typu przedsięwzięcia, przede wszystkim na rynku amerykańskim. W Polsce wydarzenia na taką skalę, gdzie było 30 prelegentów i trwało 5 dni, jeszcze nie widziałem. Skąd taki pomysł? Jak to się stało, że tego typu projekt zaświtał ci w głowie?

Widziałam takie przedsięwzięcia na rynku amerykańskim i strasznie mi się to podobało, zawsze marzyło mi się coś takiego. Nie był to główny życiowy cel, tylko miałam z tyłu głowy, że tak bym chciała. Pewnego dnia pojawił się pomysł. Zrobiłabym coś fajnego dla moich dziewczyn z grupy Biznes kobiecym okiem.

Ponad 18 tysięcy.

Tak. 18 tysięcy z haczykiem. Jest tam mnóstwo fantastycznych dziewczyn i uznałam, że skorzystają z dodatkowej wiedzy. Poznałam też dzięki mojej działalności online dużo osób, które mają fantastyczną wiedzę i pomyślałam sobie, że moglibyśmy połączyć nasze siły, bo każdy z nas robi live’y na Facebooku – może nie każdy nagrywa podcast, ale każdy coś robi w swojej branży. Pomyślałam sobie, że jak byśmy zrobili to razem, to byłoby to takie boom, coś fajnego, coś nowego. Pomyślałam sobie, że być może wiem, jak to zorganizować, bo cały czas ograniczały mnie szczegóły techniczne, które wydawały mi się nie do przejścia, tym bardziej że nie mam technicznego wykształcenia, natomiast uczę się tego, jak działają te wszystkie „internety” i technologie. Pewnego dnia pomyślałam sobie, że to wszystko jest możliwe do zorganizowania. Napisałam do kilku osób – co myślicie o takim planie? Kilka osób opowiedziało – wow super, chętnie. Moim pierwszym pomysłem było zaproszenie pięciu prelegentów i zorganizowanie z nimi tego wydarzenia. W miarę jak się zastanawiałam, co jeszcze mogłoby się przydać – zrobiłam sobie mapę myśli – jakie tematy mogłyby być fajne, ta lista rosła i rosła.

Założyłam, że większość osób, do których napisałam, nie zgodzi się wziąć udziału w konferencji, więc napisałam od razu do wszystkich osób, które przyszły mi do głowy [śmiech]. To był pierwszy błąd, ponieważ większość się zgodziła. Często szybciej działam, niż myślę. Czasem to jest wada, czasem zaleta. Zaleta jest taka, że kiedy działam, a później myślę, to bardzo często wyjdzie coś zupełnie innego niż planowałam, ale coś z tego wyjdzie. Właśnie tak zrobiłam w tym przypadku, najpierw napisałam, potem zaczęłam się zastanawiać. Stało się tak, że ograniczyłam liczbę prelegentów do 30, bo gdybym zdecydowała się poprosić tylu prelegentów, z iloma się skontaktowałam, to mogłoby to być znacznie trudniejszym przedsięwzięciem. Nie wiem czy bardziej wartościowe merytorycznie, bo te 5 dni było naprawdę wyładowanych wiedzą. Na pewno mogłabym zwariować, albo coś w tym stylu, bo i tak 30 osób to było dużo [śmiech].

Powiedz mi taką rzecz. Powiedziałaś – miałam grupę na FB, pomyślałam, że na coś się ta wiedza przyda. Czy poza tym, że chciałaś stworzyć wydarzenie, które dla twoich odbiorczyń będzie atrakcyjne i ciekawe, czy miałaś jakieś cele? Cele typu – zbuduję sobie listę adresową albo zarobię na tym, nawiążę kontakty z ludźmi, z którymi inaczej bym się nie skontaktowała? Jakie były główne powody, dla których zdecydowałaś się to zrobić, bo to jednak sporo pracy?

Sporo pracy. Po pierwsze założyłam sobie, że tej pracy to wcale nie będzie tak wiele. Traktowałam to tak: mam 2-3 luźne dni, zorganizuję sobie konferencję. Tak naprawdę, tak to wyglądało. Nie miałam celów biznesowych, jeśli chodzi o budowanie listy, stwierdziłam – to fajna rzecz, żeby zbudować listę. Jakąś swoją listę już mam. Powiem szczerze, że konferencja bardzo jej nie powiększyła.

Jakie te skutki były, to do tego dojdziemy. Na razie powiedz nam, jakie miałaś cele, co chciałaś osiągnąć?

Podoba mi się pojęcie joint venture, wspólne działanie. Obserwuję działania różnych osób w internecie i czasami widzę totalnie zmarnowany potencjał. Jak połączylibyśmy siły, zrobilibyśmy coś wspólnie, to mogłoby się okazać, że jest wow, że dotarlibyśmy do większej liczby osób. Każdy z nas buduje swoje, robi to w swoim tempie, więc gdybyśmy zrobili to razem, to moglibyśmy wszyscy na tym skorzystać. Właśnie to było moim głównym założeniem w tej konferencji. Miał być projekt, który daje nam wszystkim coś fajnego. Odbiorcom coś fajnego, prelegentom coś fajnego, a przede wszystkim mi, bo myślę że wyniosłam z tej konferencji najwięcej. Tyle, ile się nauczyłam przez te parę dni, to nie nauczyłabym się przez czytanie albo ucząc się o tym, jak się robi konferencje.

Obserwuję działania różnych osób w internecie i czasami widzę totalnie zmarnowany potencjał. Jak połączylibyśmy siły, zrobilibyśmy coś wspólnie, to dotarlibyśmy do większej liczby osób

Dla ciebie to było fajne doświadczenie i super, że chcesz się nim podzielić. Jedna rzecz – od razu zapala mi się tutaj lampka w głowie – jak mówisz o tym, że wspólne przedsięwzięcia są fajne i między ludźmi powstaje synergia, ja się zgadzam, że tak jest, wiem że takie przedsięwzięcia w Stanach wychodzą, ale bardzo często mówi się o różnicach kulturowych, różnicach w mentalności, o tym że Amerykanie, owszem, działają wspólnie i tutaj nie ma problemu, a jednak w Polsce jest stare porzekadło: „mówiły jaskółki, że niedobre są spółki”, idziesz z kimś ramię w ramię, a potem się okazuje, że on cię gdzieś wystawi. Czy nie miałaś tego typu obaw? To jest fajny pomysł, ale niekoniecznie na polski rynek?

Nie miałam takich obaw, bo wydawało mi się, że osoby, które zapraszam, nie mają z tym problemu, też chcą coś zrobić. Zawsze mnie dziwią tego typu problemy, bardzo dużo mówię o tym, żeby nie traktować konkurencji jak konkurencji, bo często można sobie wzajemnie pomóc i taka mentalność zwalczania konkurencji, bo ktoś robi to samo co ty, zupełnie jest mi obca. Podam przykład – Iwona Gruszka, która robi prawie to samo co ja – podobne kursy, marketing, biznes online, itd. Znamy się tylko i wyłącznie z internetu, nawet na liście prelegentów jest kilka osób, które robią podobne rzeczy i nie mamy problemu z tym, żeby pomagać sobie wzajemnie, żeby się dzielić wiedzą, bo jest oczywiste, że zwalczanie kogokolwiek nie kończy się dobrze dla żadnej ze stron. Wierzę w to bardzo mocno i chciałabym promować wśród moich dziewczyn w grupie taką wizję i podejście do życia, bo widzę, że to popłaca i ma fajne efekty.

Wiesz, nie musisz od razu kogoś zwalczać, wystarczy, że będziesz go ignorować.

Mówi się o konkurencji, o zwalczaniu konkurencji, że ktoś jest moją konkurencją i my musimy współzawodniczyć. Nie musimy. Możemy sobie pomóc i wcale się to nie skończy źle dla żadnej ze stron. Często widzę takie inicjatywy u dziewczyn, które mają bardzo różne biznesy, mówią o tym, że w momencie kiedy zaczynają współpracować z konkurencją, kiedy przestają do tego podchodzić tak, że ktoś wchodzi na ich teren, chce zabrać ich rynek – to mają znacznie lepsze efekty. Nagle okazuje się, że można się dogadać, podzielić zleceniami, jeśli jedna osoba ma za dużo, może oddać drugiej i w drugą stronę też to działa. Nie wiem, na ile Polska mentalność jest na to gotowa – mam nadzieję, że jest – zobaczymy. Jestem jak najbardziej za tym. Może to jest też kwestia tego, że ten biznes online to nie jest moje być albo nie być. Mam swój zawód w razie czego, teraz do zawodu wróciłam, ponieważ zaczęło mi go brakować.

Mój biznes online był dla mnie krokiem do osiągnięcia jednej rzeczy, którą osiągnęłam i okazało się, że tęsknię za moją pracą. Chcę mieć pół na pół, nie chcę robić jednej rzeczy. Potrzebuję trochę tego, trochę tamtego. Dla mnie to jest bardziej zabawa – tak jak ty mówisz, że twoje nagrywanie podcastów to twoje hobby – zupełnie inaczej podchodzi się do tego, kiedy chcesz zrobić coś fajnego, a zupełnie inaczej, kiedy musisz zrobić coś, żeby przeżyć. Traktuję to tak: mam pomysł na coś fajnego, co może naprawdę zrobić wiele dobrego dla innych. Coś komuś zawsze z tego wyjdzie na dobre, dla mnie to było na zasadzie zabawy. Zrobiło się poważnie w momencie, kiedy dotarło do mnie, że mam 30 prelegentów – co teraz będzie?

Mówi się o zwalczaniu konkurencji, że ktoś jest moją konkurencją i my musimy współzawodniczyć. Nie musimy. Możemy sobie pomóc i wcale się to nie skończy źle dla żadnej ze stron

Zanim pójdziemy dalej, powiedziałaś na początku – miałam wolne 2-3 dni, zrobię konferencję, potem powiedziałaś – sporo się nauczyłam podczas tych kilku dni konferencji. Tak naprawdę wiemy oboje, że to nie było kilka dni, że to był dużo dłuższy proces. Chciałbym teraz, żebyśmy weszli w tę stronę „od kuchni” , coś co niekoniecznie widział ktoś, kto się zapisał na tę konferencję, a co rzeczywiście miało miejsce. Pierwsza sprawa – z jakim wyprzedzeniem zaczęłaś tę konferencję przygotowywać i ile czasu ci to zajęło?

Pomysł narodził się jakoś w połowie maja. Moja pierwsza kalkulacja zakładała, że nagranie trzydziesto- czy sześćdziesięciominutowego wideo zajmie prelegentom maksymalnie jeden dzień. Ze sporym marginesem czasowym, dałam im czas na wysłanie materiału do końca maja. Radośnie planując konferencję na czerwiec [śmiech]. Później zaczęli do mnie pisać niektórzy prelegenci, że jednak to nie jest dobry pomysł, żeby konferencja była w czerwcu. Po pierwsze – dziewczyny planują wakacje, już jedną nogą są na urlopach, więc nie będą miały czasu, żeby konferencję obejrzeć i w niej uczestniczyć. Po drugie – nie każdy zdąży nadesłać materiał. Teraz ciekawostka – konferencja była we wrześniu. Ostatni film wideo, który do mnie dotarł, otrzymałam we wtorek po południu i był gotowy, zaplanowany na środę.

Na trzeci dzień konferencji.

Tak. Na następny dzień konferencji. Jestem osobą, która bardzo nie lubi takich sytuacji, jestem zawsze przygotowana na zapas, jestem zawsze wszędzie wcześniej i to mnie wykończyło psychicznie. Najwięcej czasu, przygotowań do tej konferencji poświęciłam na pisanie do prelegentów, którzy nie nadesłali materiałów. To było pisanie wielokrotne, dopytywanie – kiedy? Chciałam mieć wszystko ustalone przed moimi wakacjami. Trzeba było nagrania wrzucić na Vimeo, ustawić MailerLite, automatyzację itd. – myślałam, że zrobię to przed wakacjami, wrócę wypoczęta, zaczniemy działać i będę w wakacje to promować. Okazało się, że nie jest to takie proste. To jest najtrudniejsza część całego przedsięwzięcia, nauczyłam się na przyszłość, że jeśli będą organizować coś podobnego w przyszłości, to przede wszystkim najpierw zbiorę materiały. Uzyskałam tutaj pisemną odpowiedź od prelegentów – tak chcę wziąć udział i przygotuje ci materiały, będą do końca maja, czy do końca czerwca – uznałam to za pewnik. Zrobiłam strony lądowania dla każdego z prelegentów osobno, ponieważ pomyślałam, że każdy coś będzie z tego miał i będzie można sprzedawać bilety dla osób, które chciałyby mieć dłuższy dostęp, prelegenci wyjdą na tym na plus, ja trochę odrobię za te godziny, których na początku nie widziałam. Policzyłam sobie na początku, że to będzie mniej więcej 5 dni roboczych pracy – tak nie było. Następnym razem, jeśli będę organizować taką konferencję, to już będę wiedziała, jak to obejść.

Policzyłaś na koniec, ile tych dni roboczych wyszło sumie?

Nie policzyłam, ponieważ najwięcej czasu zajęło mi kontaktowania się z prelegentami. Były osoby, które do samego końca trzymały mnie w niepewności w taki sposób, że nie wierzyłam, że tak można. Ktoś mi obiecuje materiał na jutro albo na za tydzień i robi to po raz czwarty, a ja dalej wierzę, że ten materiał dostanę, to było to dla mnie stresujące.

Jak rozegrałabyś to teraz, mając tę wiedzę, że tak się ludzie zachowują. Powiedziałaś, że zebrałabyś materiały wcześniej, ale to ciągle jest tak, że wyznaczasz termin, te materiały są albo nie ma. Odrzucałabyś takich prelegentów?

Odrzucałabym materiały, które nie dojdą. Kosztowało mnie to strasznie dużo nerwów, nie chciałabym drugi raz tego samego. Zastanawiałam się, co zrobić, ponieważ otworzyliśmy sprzedaż biletów VIP na samym początku, to było tak zorganizowane, że na stronie lądowania można się było zapisać na konferencję na bilet bezpłatny oraz można było kupić bilet VIP. Parę osób już kupiło bilet VIP, po czym jedna z prelegentek zrezygnowała, napisała mi, że nie weźmie udziału. Powiedziałam: ten temat jest mi bliski, więc mogę go zrobić – natomiast już panikowałam, bo ktoś zakupił bilet z takim nagraniem, a teraz ja go zrobię. Może ktoś zakupił bilet z uwagi na tę osobę? Teraz nagle, ja to będę nagrywać. Staram się nie reagować emocjonalnie, czekałam, co będzie dalej. Prosiłam prelegentów o to, żeby jednak nadesłali. Każdy miał swoje powody, były sytuację naprawdę dramatyczne w życiu niektórych osób, które nie wysłały nagrań, były rozpoznania nowotworów, śmierć bliskiej osoby, dramatyczne sytuacje, które się pojawiły, ja to rozumiem. Dla mnie, jako dla organizatora konferencji, było to o tyle trudne, że chciałam wywiązać się z zadania wobec osób, którym obiecałam te materiały.

Powiedz mi jeszcze, czym się różnił bilet standardowy od biletu VIP, bo nie każdy może wie.

Kiedy podało się swojego maila, otrzymywało się standardowy bilet na konferencję. Przez 5 dni wysyłałam do takiej osoby linki do nagrań, każdego dnia były linki do 6 nagrań. Nagrania były dostępne przez 24 godziny. Od 8 rano do 8 rano następnego dnia. Potem znikały i przychodził mail z linkami do kolejnych 6 nagrań. Codziennie można było obejrzeć dowolne z tych nagrań albo wszystkie 6. Bilet VIP to był dostęp do wszystkich materiałów na platformie na rok czasu. Taka była różnica. Kolejnym punktem, który w następnym roku bym zmieniła, to że mnie się wydawało, że ja wszystko napisałam. To wszystko jest jasne, bo ja to raz napisałam. Okazuje, się że nie jest jasne coś, co jest napisane raz. Trzeba wszystko wyjaśniać wielokrotnie, trzeba wyjaśniać dużo bardziej szczegółowo, niż nam się wydaje.

Kolejny trudny moment w konferencji, to kiedy konferencja ruszyła. Czego najbardziej na świecie nie cierpię, to jest odpisywanie na maile. Tyle maili, ile dostałam podczas konferencji, to przerosło moje oczekiwania. Odpisywałam na maile od rana do wieczora. Naprawiałam pomyłki, które się pojawiły – raz mi się zdarzyło, że film się nie wyświetlał, drugi raz mi się zdarzyło, że jakieś dodatkowe materiały czy bonus nie działał – uczestnicy wysyłali do mnie informacje o tym, że coś nie gra i ja na te maile odpowiadałam. Zajęło mi to trochę czasu, powiem szczerze, że dobrze by było w czasie takiej konferencji, taki czas na to zarezerwować, żeby być na bieżąco i reagować na problemy techniczne. Nie było do końca tak, że ja byłam zajęta cały dzień, bo miałam czas pójść na fitness, zawieźć dziecko do szkoły i ze szkoły odebrać, jeden dzień z dzieckiem spędziłam, bo akurat się rozchorowało w momencie, kiedy reagując na problemy techniczne, zrobiłam live na Facebooku.

W czasie konferencji materiał wideo, który nagrałam, był nie za dobrej jakości. Dźwięk na początku nagrania był jeszcze dobry, ale robiłam to na szybko, sprawdziłam początek – okej dźwięk działa – a potem wszystko było znacznie gorszej jakości. Na swoim komputerze ten dźwięk słyszałam dobrze, później na serwerze nie dało się go słuchać. Zgłosili mi uczestnicy, że to nagranie jest bardzo trudne do wysłuchania i proszą o powtórkę. Zamiast nagrywać powtórkę stwierdziłam, że zrobię live na Facebooku i dodatkowo odpowiem tam na pytania. Tak w życiu zwykle bywa – kiedy postanawiasz zrobić live na Facebooku i masz dziecko w wieku szkolnym – twoje dziecko akurat jest chore i do tej szkoły nie idzie. Przez większość dnia zachowuje się bardzo dojrzale i rozumie, o czym mówisz, tak w czasie live’a stanie za monitorem i zacznie do ciebie machać, pokazywać różne znaki i sygnały [śmiech]. W tym momencie strasznie się rozpraszam, bo próbuję mówić merytorycznie, a za laptopem jest moje dziecko, które do mnie macha. Teraz, z perspektywy czasu, kiedy o tym mówię śmieszy mnie to, natomiast wtedy mnie to stresowało.

Powiedz o prelegentach. Powiedziałaś – miałam więcej zgłoszeń, niż zdołałam pomieścić na konferencji. Czy wystarczyło powiedzieć – organizuję takie wydarzenie, przyjdźcie, czy obiecałaś im coś w zamian? Jak to się stało, że oni chętnie, entuzjastycznie chcieli na tej konferencji się pojawić?

Nie wiem czy entuzjastycznie, bo miałam różne odpowiedzi. Powiem szczerze, te odpowiedzi mnie zaskakiwały. Napisałam do większej liczby osób niż brały udział w konferencji. Zrobiłam sobie listę tematów i napisałam w grupie na Facebooku – dziewczyny, czy któraś z was zajmuję się czymś super i chciałaby o tym opowiedzieć – szukałam naprawdę fajnych tematów. Osoby te się do mnie zgłaszały i ja z nimi rozmawiałam. Osoby, których nie znamy, osoby które mają fanpage z dwudziestoma polubieniami, czasami miały ogromne wymagania, w tym wymagania finansowe, żeby przesłać materiał wideo na taką konferencję. Nie zakładałam zysku z tej konferencji, nie zakładałam też inwestycji, więc stwierdziłam, że nie stać mnie, żeby każdemu prelegentowi za to nagranie zapłacić, ponieważ może się to nie zwrócić.

Zakładałam, że robimy coś fajnego dla zabawy i żeby każdy z nas dotarł do nowych ludzi. Uważam, że jeśli jest 30 osób i każda z tych osób udostępni na swoim fanpage’u ten link do konferencji, to każda z tych 30 osób zwiększa swoje szanse dotarcia do nowych osób. Tak to działa w mojej głowie, nie wiem, czy mam rację, natomiast chciałam to zrobić też dlatego, żebyśmy wzajemnie sobie pomogli docierać do zupełnie nowych osób. Zdarzały się takie odpowiedzi – 30 minut to jest dla mnie wysiłek, chciałabym za to tyle i tyle pieniędzy, warunki dla mnie nie do spełnienia. Najczęściej dotyczyło to osób, o których nic wcześniej nie słyszałam. Wiedziałam, że ktoś się zajmuje takim tematem, ale wiedziałam też, że nie ma dużej grupy odbiorców.

Ty Marku zgodziłeś się od razu, za co bardzo dziękuję, też nagrywam podcast – do czego się bardzo twój podcast i twój kurs przyczynił – podcast jest super, bardzo lubię ideę podcastów, słucham, bardzo wiele się z nich uczę, dlatego jestem za tym, żeby jak najwięcej osób próbowało swoich sił w tym temacie. Temat bardzo fajny, bardzo na czasie. Napisałam do większej liczby osób, część osób odpowiedziało – część nie odpowiedziało, część osób zgłosiło się do mnie w odpowiedzi na ten post, który wrzuciłam w grupie. Jak to się skończyło – część osób nie była w stanie nadesłać materiałów w terminie, więc z automatu powiedzieli, że mogą wysłać materiały później. Mnie zależało na tym, żeby to było wcześniej. Na początku mówiłam o tej konferencji w czerwcu, ale były osoby, które odpadły, bo miały trudny okres w życiu i powiedziały: może kiedy indziej, to nie jest teraz dla mnie; były osoby, które uważały, że chcę je wykorzystać do konferencji – usłyszałam wprost takie zarzuty, że chcę wykorzystać czyjąś pracę i na tym zarobić – co mnie totalnie zbiło z tropu. Zdawałam już sobie wtedy sprawę, że dla mnie będzie to więcej pracy, niż dla prelegentów. Ostatecznie też nagrałam materiały, ale na dzień dzisiejszy muszę przyznać, że było to dla mnie znacznie więcej pracy, niż się spodziewałam na samym początku.

Z punktu widzenia prelegenta mogę powiedzieć, że moje założenie od początku było takie, że byłem wdzięczny za tę inicjatywę, bo wychodziłem z założenia takiego – tworzę coś, co nie jest dla mnie szczególnym wysiłkiem – oczywiście muszę nagrać wideo, trzeba poświęcić na to chwilę, ale nie muszę się uczyć do tego nowych rzeczy, mówię o rzeczach, na których się znam. Wysyłam to wideo do ciebie i mam wszystko z głowy, nic innego mnie nie obchodzi. Rzeczywiście może być tak, że parę osób dzięki temu, zainteresuje się moim kursem, czy zacznie słuchać podcastu albo stworzy własny podcast.

Z mojego punktu widzenia to jest praca, którą wykonuję raz i odsyłam tobie, mam to z głowy, a ma to szansę zaprocentować. Oczywiście żadnej gwarancji nie ma, że to zaprocentuje, bo to jest nowa forma na polskim rynku – zwłaszcza na taką skalę, więc trudno przewidzieć efekty, ale myślę że warto takie inicjatywy wspierać. Takie było moje podejście, natomiast co dla mnie było takim dużym argumentem za, to była twoja grupa, która jest duża – podglądam czasami różne statystyki – to jest grupa, w której są ludzie i tam się rzeczywiście ciągle coś dzieje. Powiedz – poza tą grupą, która wydaje się oczywistym kanałem promocji, jak jeszcze promowałaś konferencję i jak jeszcze ona była promowana? Wiem, że z założenia przynajmniej, nie miał to być tylko twój wysiłek.

Jeszcze zanim o tym opowiem – chcę powiedzieć, że miałam wśród prelegentów osoby, dla których nagranie tego materiału wideo, było naprawdę ogromnym wysiłkiem. Były to osoby, które robiły to po raz pierwszy, które czytały z kartki, wysyłały do mnie prezentację, dźwięk i slajdy, żebym sprawdziła. To były dwie dziewczyny, powiedziałam im: nie czytajcie z kartki, bo to słychać i to jest ciężkie, mówcie normalnie z błędami, z potknięciami, ale nie czytajcie. Tak kilka razy i dziewczyny rzeczywiście nagrały naprawdę super materiał, napracowały się przy tym strasznie, nagrały, dostarczyły i zrobiły super robotę.

Nauczyły się czegoś nowego, przy okazji.

Nauczyły się czegoś nowego, dokładnie. Dla mnie czy dla ciebie to nie jest wysiłek – bo robimy to już jakiś czas.

Powiem tak, to jasne, że na początku to jest większy wysiłek, niż wtedy, kiedy człowiek ma wprawę, ale jest to konferencja o biznesie online, jak się chce robić biznes online, to właściwie trudno zupełnie nie robić wideo. To jest jeden z podstawowych środków przekazu.

Jeszcze dodam, że to nie była konkretnie konferencja o biznesie online, tylko o biznesie.

Tak, ale konferencja odbywała się online. W internecie trudno egzystować nie posługując się w ogóle wideo – oczywiście można – ale jest to dosyć trudne.

Trudne, to prawda. Pytałeś o to, jak promowałam konferencję – przede wszystkim promowałam za mało i to był główny problem, bo ciągle czekałam, aż będę miała wszystko gotowe.

Rozumiem, że wynikało to z tego, że bałaś się rzucać obietnice bez pokrycia.

Tak, dokładnie. Czekałam na to, aż dostanę wszystkie materiały i będę pewna, że je mam, są już gotowe i będę mogła się zająć promocją. W pewnym momencie zrozumiałam, że być może będę musiała czekać na te materiały do samego końca i trzeba już zacząć promocję. Promowałam w moim newsletterze, promowałam na fanpage’u, promowałam w grupie, promowałam też w innych grupach, ponieważ w wielu grupach na FB jest możliwość promowania wydarzeń. Promowałam też płatną reklama przez jakiś czas na samym początku – jak jeszcze wydawało mi się, że dostanę materiały na czas – to puściłam trochę płatnej reklamy na FB. Jeśli chodzi o statystyki, to zakładałam, że łatwiej mi będzie więcej osób zdobyć na konferencję. Sama moja baza mailingowa jest znacznie większa niż 1300 osób, które uczestniczyło w konferencji, które były zapisane na te bilety. Wydawało mi się, że jeśli grupa ma 20 000 osób, to wszyscy się zapiszą. Fakt – nie było tak, nie wszyscy się zapisali, wiele osób jest w grupie, a nie korzysta z niej. Nie wiem, dlaczego wszyscy się nie zapisali, miałam też kilka negatywnych komentarzy, promując konferencję przed samym jej startem – teraz wszyscy robią z siebie ekspertów: nie zapisuję się, bo nie chcę już tracić czasu na takie rzeczy. Szczerze mówiąc, to mnie denerwowało i dobijało w tym całym nerwowym oczekiwaniu na materiały.

Materiały były super, eksperci byli super i naprawdę można było z tej konferencji wynieść dużo dobrego. Potwierdzili mi to uczestnicy, którzy pisali – WOW, którzy wysłuchali tych wszystkich prelekcji, byli tacy, którzy wysłuchali wszystkich prelekcji z zapartym tchem, byli wdzięczni niesamowicie za to, co się wydarzyło. Wielu prelegentów pokazało się uczestnikom po raz pierwszy i uczestnicy poszli w tamtą stronę, czyjaś prelekcja się bardzo spodobała i zaczęłam śledzić tę osobę, korzystać z jej wiedzy i materiałów.

Odnośnie promocji – każdy z prelegentów dostał swój link partnerski, to nie był program partnerski jako taki, tylko dla każdego z prelegentów zrobiłam zupełnie darmową stronę lądowania w MailerLite, z kodem zniżkowym, który upoważniał do zakupu konferencji i na tej stronie lądowania – jeśli prelegent promował konferencję ze swoim linkiem – osoba, która zapisywała się na darmowy bilet, była przypisywana do grupy danego prelegenta, stąd wiedziałam, ile osób zapisało się od kogo. Zależało mi też na tym, żeby maile sprzedażowe szły z kodem danego prelegenta. Wymagało to sporo wysiłku, bo było to 30 grup w MailerLite, 30 stron lądowania, 30 kodów zniżkowych i to wszystko musiało działać. Miałam cały system ogarniania konferencji.

Na ile ta promocja – robiona przez prelegentów – była skuteczna?

Była część prelegentów, która nie promowała konferencji, co mnie totalnie zaskoczyło, zmartwiło i zasmuciło. W znacznej mierze była to moja wina, teraz to widzę. Założyłam specjalną grupę dla prelegentów na FB, gdzie mogliśmy się między sobą porozumiewać. Część prelegentów porozumiewała się ze mną mailowo, część na Messengerze, część przez tę grupę, więc było totalne zamieszanie. Gdybym organizowała coś takiego raz jeszcze, to na pewno zorganizowałabym spotkanie, gdzie porozmawialibyśmy wszyscy o tym, jak i kiedy to promować. Okazywało się, że ja wysyłałam maile z linkami do prelegentów i nie do wszystkich te maile dotarły, ewentualnie ktoś nie doczytał lub zapomniał.

Każdy miał swoje sprawy w tym czasie, więc zakładanie, że powiesz coś komuś raz, on to zrozumie i zapamięta, to jest błędne założenie. Trzeba powtarzać. I tak samo jest z promocją. Nam się wydaje, że my coś promujemy, a ludzie później do nas piszą – nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje. Trzeba powtarzać i to jest moja wielka lekcja z tej konferencji, trzeba wielokrotnie, wyraźnie powtarzać zarówno osobom, które biorą udział, jak i uczestnikom konferencji. Pisano do mnie przez 5 dni – nie działają linki do dnia wczorajszego albo nie dostałem materiałów z wczorajszego czy wcześniejszego dnia. Wydawało mi się jasne, że jeśli zapisujesz się w środę, to dostaniesz następny materiał w czwartek i to będzie materiał czwartkowy, a nie od początku konferencji. Okazało się, że było za mało tego powtarzania, za mało przypominania i precyzowania przede wszystkim. Następnym razem, jeśli będą organizować konferencję, to doprecyzuję te wszystkie sprawy.

Zakładanie, że powiesz coś komuś raz, on to zrozumie i zapamięta, to jest błędne założenie – trzeba powtarzać

Kiedy pojawili się pierwsi uczestnicy i jak wyglądała ta dynamika, kiedy przybywało ich najwięcej?

Przy pierwszej promocji – kiedy puściłam newsletter do całej bazy, że organizuję taką konferencję, że można się zapisać na darmowy bilet – zapisały się pierwsze osoby.

Kiedy to tak mniej więcej było?

To był chyba początek czerwca. Kiedy wszyscy prelegenci dostali swoje strony lądowania z linkami, ogłosiłam, że już można promować konferencję i sama zaczęłam ją promować. Wysłałam newsletter, wrzuciłam informacje w grupie, na fanpage’u, zapisały się pierwsze osoby. Część prelegentów również zaczęła promować w tym momencie i od nich zapisały się pierwsze osoby. Nawet w tym czasie kilka osób kupiło bilety VIP. Podczas wakacji nie promowałam za bardzo, była informacja, dopisywały się pojedyncze osoby, natomiast dopiero pod sam koniec tego okresu promocji – przed samą konferencją – zaczęły się zapisywać kolejne osoby, była taka druga fala. Sporą falę zapisów zanotowałam w momencie, kiedy opublikowałeś swój odcinek podcastu, w którym powiedziałeś o konferencji – było bardzo wiele zapisów z twojego linku. Zapisywały się także osoby w trakcie trwania konferencji, pisały do mnie maile, czemu nie ma materiałów z dnia poprzedniego. Doprowadzały mnie do szału maile od osób, które pisały je z pretensjami, z takim wyczuwalnym niezadowoleniem – zapisałam się na konferencję, gdzie moje materiały, nie zamierzam kupić wersji płatnej, na pewno chcecie sprzedać bilety, dlatego tak krótko są dostępne, dlatego nie dostałam poprzedniego linku – to mnie denerwowało, nie lubię takich zachowań, tak jak nie lubię odpisywać na maile, więc dla mnie te 5 dni było stresujące z tego powodu. Cudowne były wiadomości od uczestników, że dziękują za wiedzę i dobór prelegentów i że to się komuś przydało. To się tak zrównoważyło.

Podsumujmy ten okres przygotowań. Mówiliśmy o prelegentach, uczestnikach, promocji, czy były w tym czasie jakieś rzeczy, które ciebie zaskoczyły pozytywnie lub negatywnie?

Pojawiły się pewne problemy. Napisałam prelegentom instrukcję – przygotuj filmik takiej i takiej długości, wyślij mi WeTransferem, ponieważ tak jest najłatwiej – uczestnicy wysyłali te materiały na wszystkie możliwe sposoby. Zbierałam je z całego internetu [śmiech]. Było to dla mnie trudne. Do tego takie bieżące reagowanie na problemy techniczne, musiałam być przygotowana na to, żeby prelegentom – którzy nie byli na bieżąco z technologią, z tym jak nagrywać – w miarę możliwości, w tym wszystkim pomagać.

Czyli konferencja wystartowała dziesiątego września. Pierwsze maile, z pierwszymi sześcioma linkami, poszły do uczestników, tak?

Tak.

Trochę już o tym mówiłaś, że zaplanowałaś sobie to tak, że w zasadzie powinno to być zautomatyzowane i powinno się w dużej mierze dziać bez twojego udziału, ale jednak ciągle trzeba było reagować. Odpowiadać na maile – to jest jedno – ale jeszcze coś poprawiać, czy zbierać ostatnie wideo. W ciągu tych 5 dni – konferencja trwała 10-14 września, od poniedziałku do piątku – ile procent twojego czasu, takiego dnia pracy, ona zajmowała?

Nie mogę powiedzieć, że dnia pracy, bo wszystko działo się całą dobę, dostawałam maile o bardzo różnych porach. Najważniejsze było to, żebym była dostępna na samym początku, kiedy poszły linki z nagraniami – wtedy dostawałam informacje od uczestników, że link nie działa, czy ktoś nie dostał materiałów. Były takie sytuacje, że były osoby, które nie dostały linków. Nie wiem dlaczego MailerLite nie wysyła, czasami jest tak, zwłaszcza jeśli ktoś ma pocztę na WP, że newsletter nie dochodzi. To mi się zdarza bardzo często.

To jest tak, że nie dochodzi, czy trafia do spamu i ludzie go nie widzą?

Proszę, żeby sprawdzali w spamie i mówią że nie ma. Zdarza mi się w MailerLite sprawdzić, czy coś do kogoś doszło i okazuje się, że ktoś jest zapisany na liście, a żaden mail do niego nie poszedł. Zdarzają się takie cuda. Trzeba wszystko sprawdzać. Zdarzało mi się, że ktoś pisał do mnie drugiego czy trzeciego dnia konferencji, że zapisywał się w czerwcu – a nie dostał materiałów. Sprawdzam w MailerLite, a tam jest informacja, że ktoś się zapisał w czerwcu, ale w lipcu już się wypisał z mojego newslettera, więc siłą rzeczy nie dostał materiałów. To były maile od osób niezadowolonych, natomiast takie rzeczy musiałam sprawdzać, załatwiać i na nie reagować. To były pierwsze godziny po wysłaniu linków. Zdarzyło się raz, że oczywiście padły serwery w trakcie konferencji, bo jak inaczej.

Serwery, na których było wideo?

To wszystko odbywało się na moim blogu – tam zrobiłam specjalną stronę – gdzie umieściłam filmy i moja strona padła. Dostałam maile, chodziło o piątkowe linki, one miały być usunięte o 8:00 rano w sobotę i dostawałam maile o 6:00 rano w sobotę, że ktoś wstał specjalnie o 6:00, żeby to obejrzeć – jeszcze część z nich miała dopisek: “nie zamierzam płacić za żadne materiały” – i to nie działa. Odpisywałam – OK, ponieważ to nie działało 2-3 godziny, to przedłużę obecność tych materiałów na serwerze w wersji darmowej. Tak obiecałam, wydawało mi się to OK, więc trzeba było to pozałatwiać. W różnym czasie prelegenci nadsyłali swoje materiały i w różne miejsca – zbierałam to wszystko z całego internetu – więc zdarzyło mi się nie dodać linka. Ewentualnie uczestnicy nie zauważyli, że jest link do bonusowego materiału. To były takie rzeczy do reagowania na bieżąco. Może nie zajmowało to całego dnia, ale na pewno parę godzin trzeba było na to poświęcić.

Tak naprawdę – z tego, co mówisz – to trzeba było być czujnym przez cały czas. Wiadomo, że to nie było tak, że poświęcałaś temu cały czas, ale zerkałaś i kontrolowałaś, żeby szybko zareagować, kiedy coś było nie tak.

Dokładnie. Kolejna moja lekcja z tej konferencji – gdybym organizowała kolejną – na pewno potrzebowałabym asystentki w odpisywaniu na maile i w tym wszystkim, czego ja nie lubię. Nie lubię pisać maili i do tego bym zaangażowała kogoś, kto się w tym dobrze czuje.

Było sporo takich momentów, w których mówiłaś – z tą wiedzą, którą mam dzisiaj, to coś bym zmieniła – poza tymi rzeczami o których powiedziałaś, czy jest jeszcze coś takiego, co warto by było zrobić inaczej?

Po tej konferencji miałam takie wrażenie, że można by było zrobić tylko wersje płatną – to sugerowali mi niektórzy prelegenci – że czuli się troszeczkę wykorzystani, że wszystko było za darmo. Można by było dać część za darmo, ewentualnie zrobić jakiś niedrogi bilet. Ja także tego doświadczyłam, że jeśli coś jest za darmo – to zwykle ludzie tego nie doceniają. Byłam bardzo zła na komentarze dotyczące prelegentów, że każdy może być ekspertem – to mówią zwykle osoby, które same nigdy niczego nie zrobiły. W ten sposób komentują zwykle ludzie, którzy sami jeszcze niczego nie zdziałali. Naprawdę bardzo tego nie lubię i gotuje się we mnie, kiedy coś takiego słyszę.

Dlatego gdyby bilety były tylko i wyłącznie w wersji płatnej, być może odbiorcy byliby także bardziej zaangażowani w konferencję. Ludzie często nie doceniają materiałów darmowych, bo mówią: wszędzie jest tyle wszystkiego. Wszędzie można obejrzeć za darmo, więc pewnie tam nic nie ma. Gdyby ktoś wydaje pieniądze na coś – zwykle bardziej to ceni. Moim założeniem nie było zarobienie na tej konferencji, tylko zrobienie czegoś fajnego razem, dotarcie do nowych osób, zrobienie zamieszania w internetach. Bilet VIP pojawił mi się w głowie dopiero później, kiedy stwierdziłam: może prelegentom też pozwolę promować konferencję i na tym zarobić. Gdyby bilety były płatne, na pewno byłoby mniej odbiorców, nie byłoby tak dużej grupy, więc też byłoby mniej maili do odpowiadania. Kolejną rzeczą, którą bym zmieniła to ilość prelekcji w ciągu dnia. Tego naprawdę było dużo i nie przypuszczałam, że to będzie aż takie skondensowane.

Jeśli coś jest za darmo – to zwykle ludzie tego nie doceniają

Mówisz, że zrobiłabyś tanie bilety, żeby ludzie zapłacili i poczuli wartość wiedzy, którą dostają. Czy jesteś w stanie określić, jaka byłaby akceptowalna cena na ten tańszy bilet z krótkim dostępem?

Myślałam o 50 zł, ale tak naprawdę nie wiem. Nie testowałam, nie sprawdziłam i nie zastanawiałam się jeszcze nad tym. Przyszło mi to do głowy pod koniec konferencji, kiedy stwierdziłam, że było dużo ludzi, ale nie jestem pewna, czy to były osoby naprawdę zainteresowane tym tematem, czy zebrał się tylko tłum.

Było coś za darmo, to biorę.

Tak, dokładnie. Fakt jest taki, że ta darmowa wiedza jest wszędzie i w większości przypadków nie jest skondensowana, czego ja nie lubię. Nie znoszę tracić czasu na słuchanie dwugodzinnego live’a o niczym. Wolę zapłacić za kurs, w którym jest to skondensowane do 30 minut, tak samo kiedy kupuję ebooka – nie chcę dwustu stron, chcę czterdzieści. Wydaje mi się, że na tym polega różnica między produktem płatnym a produktem darmowym. Darmowa wiedza jest często powtarzana i bezużyteczne. Wiele osób stara się dać w tej darmowej wersji coś, ale nie dać wszystkiego. Nie dziwię się ludziom, że uważają darmową wiedzę za stratę czasu. W momencie kiedy widzę, że to naprawdę jest wartościowa wiedza, to lepiej byłoby od razu ją zapakować w płatny produkt, żeby kupiły to osoby, które coś z niego wyniosą. Po pierwsze, bo są autentycznie zainteresowane, w naszym mózgu to działa tak: kiedy za coś płacimy więcej, to nasz mózg odczuwa fizyczną przyjemność. Nie wiem czy słyszałeś o tym badaniu – dano do degustacji osobom badanym wino, kiedy wiedziały, że to kosztuje 5 dolarów to nic się nie działo, ale gdy podano cenę 100 dolarów, to aktywowany został w mózgu ośrodek przyjemności, zachodziły chemiczne zmiany. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nie mamy wpływu na to, co się z nami dzieje, na własne myśli, na własny mózg i na własne życie.

Tak samo, jak tabletka za 5 dolarów pomaga bardziej niż taka za 50 centów, chociaż to jest ta sama tabletka.

Dokładnie tak.

Powiedziałaś o ponad 1300 uczestnikach, rozumiem, że to byli uczestnicy standardowi, tak?

Tak.

Ciekawy jestem – nie wiem, czy chcesz się podzielić tą liczbą – ilu uczestników zapłaciło?

Uczestników, którzy zapłacili było 18. Nie jest to powalająca liczba. Dziesięć biletów zostało sprzedanych przez prelegentów, a osiem z moich linków. Zdecydowana większość osób, które zapisały się na bezpłatny bilet – co mnie trochę zdziwiło – była ode mnie. Być może moja grupa docelowa to jest grupa, która woli darmowe treści. Czasem lepiej jest mieć mniejszą grupę odbiorców – takich, którzy naprawdę są zaangażowani – niż większą, z której niewiele osób jest zaangażowanych w ten temat i kupi bilet. Mam większą grupę odbiorców, ale biletów było sprzedanych mniej.

Czasem lepiej jest mieć mniejszą grupę odbiorców – takich, którzy naprawdę są zaangażowani – niż większą, z której niewiele osób jest zaangażowanych w ten temat i kupi bilet

Ile kosztował bilet VIP?

Bilet VIP kosztował 200 zł.

Mówiłaś, że był rabat na ten bilet – to już było po rabacie?

Tak, to już było po rabacie.

Rozumiem, że cała osiemnastka kupiła ten tańszy bilet?

Tak. Dla mnie wycena tej konferencji była bardzo trudna. Kiedy zobaczyłam materiały, które prelegenci nadsyłają, to stwierdziłam, że to jest bardzo wartościowy materiał. Bardzo często na płatnych kursach i konferencjach to kosztuje więcej. Większość prelekcji – jeśli nie wszystkie – były naprawdę super. Wszystkich nie widziałam od razu, ale te które do mnie dotarły pierwsze trzymały poziom.
18 biletów razy 200 złotych to 3600 złotych, jeżeli dobrze liczę – przy czym nie wszystko to są twoje pieniądze. Musiałaś częściowo podzielić się tym z prelegentami.

Częściowo z prelegentami – nie wszyscy prelegenci przyjęli swoją działkę. Wiesz o tym doskonale, bo byłeś jednym z nich – jedną z osób, która zrzekła się swojej części. Postanowiłam, że 50% z tego biletu jest dla prelegenta – 100 zł jest dla prelegenta, 100 zł jest dla mnie.

Ja też robiłem różne rzeczy w życiu, więc jestem w stanie sobie to wyobrazić, ile pracy to wymagało – słuchając można odnieść wrażenie, że finansowo nie był to interes twojego życia.

Nie był to interes życia, zdecydowanie. Tym bardziej, że były z tym związane pewne koszty. Sporządziłam umowy z prawnikiem, zapłaciłam za hosting wideo, opłaciłam reklamę na FB, więc wcale nie był to interes życia. Z perspektywy czasu, nie wiem jak to będę oceniać – wiem, że dużo się nauczyłam, dużo wyciągnęłam wniosków z tej konferencji. W czasie trwania konferencji miałam ochotę zaszyć się w środku lasu – z daleka od internetu i nigdy już czegoś takiego nie robić. Jednak kiedy konferencja się skończyła, powiedziałam – fajne to było, chciałabym jeszcze. Myślałam o tym, że można by było zrobić jeszcze coś fajnego, natomiast wymagałoby to przemyślenia, wdrożenia zmian, o których mówiłam i może – kto wie – może byłoby z tego coś wartościowego.

Pomijając aspekt finansowy – jeśli chodzi o budowanie listy, czy przyciągnięcie nowych ludzi do twojej grupy – czy były plusy, które zauważyłaś, które były niemierzalne w złotówkach?

Szczerze mówiąc, nie wiem. Spodziewałam się, że więcej osób się zapisze, spodziewałam się, że wszyscy sobie zbudujemy listy, bo moim pierwotnym założeniem było, że każdy z prelegentów pod swoim wideo da linka do siebie – będzie można pobrać u niego dodatkowy materiał i każdy z prelegentów zbuduje sobie listę dzięki tej konferencji. Na dziś nie wiem, jak to wygląda – musiałabym dopytać prelegentów, czy zauważyli u siebie wielkie zmiany – wiem, że parę osób pisało, że podobała im się prelekcja tej czy tej osoby i zostaną u tej osoby na zawsze. Na pewno efekt był – nie wiem jaki, nie potrafię tego teraz zmierzyć. Spodziewałam się u siebie powiększania mojej listy, natomiast nie doszło do tego. Nie miałam wielkich oczekiwań co do tej konferencji – nie zamierzałam podbić świata, zmienić świata, zarobić – po prostu chciałam zrobić coś fajnego i myślę, że to udało mi się osiągnąć.

Powtarzasz często – gdybym organizowała konferencję jeszcze raz – gdybyś miała dzisiaj zdecydować, to jesteś na tak, czy raczej na nie?

Myślę o tym, raczej jestem na tak – tylko potrzebuję trochę czasu.

To jest coś, co mnie zawsze zastanawia – konkretnie w przypadku trenerów polskiej reprezentacji piłkarskiej – jest gość, który pracuje z drużyną, jedzie na jakieś zawody i kończy się jak zwykle, czyli odpadamy najszybciej jak się da, ale ten gość z tymi wnioskami natychmiast wylatuje z roboty i przychodzi nowy, który uczy się od zera i znowu popełnia być może te same błędy, więc myślę, że wielu z nas uczy się na swoich doświadczeniach i swoich błędach, jeżeli coś nam nie wyjdzie, to na drugi raz wiemy, jak czegoś nie robić albo jak coś poprawić. Prawdopodobnie ty z takim doświadczeniem jakie masz, jesteś osobą, która ma dużo większe szanse zrobienia udanej konferencji online w tej chwili niż ktoś, kto będzie to robił od zera.

Na tej konferencji, nauczyłam się strasznie dużo. Zebrałam część doświadczeń dla osób, które myślą o własnej konferencji w takiego mini e-booka, który będzie do pobrania dla słuchaczy podcastu.

W notatkach do tego odcinka, zapraszamy.

E-book ma 26 stron, są wymienione i podlinkowane wszystkie narzędzia, których użyłam, jest opis tego co i jak po kolei powinno się zrobić – nie ma dokładnego tutoriala technicznego, ale myślę, że jeśli ktoś myśli o zorganizowaniu własnej konferencji, to sobie spokojnie ze wszystkim poradzi. Teraz gdybym organizowała taką konferencję, to już byłoby połowę spraw z głowy – nie do końca wtedy wiedziałam, jak wszystko wypali – teraz po przeprowadzonej już konferencji wiem, co konkretnie bym zmieniła, ale nie powiem ci, czy byłby to sukces czy porażka, bo musiałabym sprawdzić i ewentualnie wtedy dam znać.

Na pewno szanse na sukces masz duże większe niż przed tą konferencją, bo wiesz wiele rzeczy, których nie wiedziałaś.

Dokładnie.

Super, bardzo ci dziękuje. Dużo konkretów, bardzo dużo praktycznej wiedzy. Czasami słuchacze podcastów piszą do mnie z takim postulatem, że fajnie by było pokazać jakiś nieudany przypadek, bo wszyscy przychodzą i mówią – jakie to wszystko piękne, świetne, jak mi super wychodzi – a pokazując ten przypadek, myślę że pokazaliśmy przy okazji, że nieudany projekt wcale nie jest porażką. Nieudany projekt może być cenną lekcją, którą można później przekuć w sukces i tego ci życzę.

Dziękuję bardzo. Ja nie traktuję tego jako porażkę. To było bardzo dużo pracy, nerwów i stresu. Nie miałam dużych założeń, moje życie nie zależało od tej konferencji, pewnie dlatego traktowałam to bardziej jako zabawę niż jako coś wielkiego. Może dlatego tak do tego podchodzę. Nie wiem, czy była to porażka czy nie, bo nie zakładałam czegoś, co mi się nie udało. Czasami jest tak, że celujemy w jedno, a dostajemy coś zupełnie innego, też wartościowego – z miejsca, z którego się nie spodziewamy. Ta konferencja była dla mnie właśnie takim czymś. Odnośnie tego, że ludzie nie pokazują porażek, tylko mówią jak jest pięknie – ja też tego nie lubię, tego słuchania jak jest pięknie, bo fajnie jest, gdy ludzie mówią jak jest naprawdę. Przychodzi do nas taki model z zachodu, że wszyscy się fotografują przy ekskluzywnych samochodach i pokazują, jak zrobili kurs online albo coś w tym stylu. Do mnie piszą dziewczyny z mojej grupy: „Dagna, ja zrobiłam to wszystko, a 10 osób kupiło kurs! Jak to jest? Co ja robię nie tak? Czemu u mnie to nie działa? Wszyscy mówią, że ma działać, mam być milionerką! Milion w miesiąc, tylko wystarczy wysłać maila! Wszystko jest zautomatyzowane, nic nie trzeba pracować”. Dużo jest takiej nieprawdy – być może dla kogoś to tak działa, ale dla zdecydowanej większości zwykłych śmiertelników zwykle nie. Trzeba się napracować, również w biznesie online, bo bez pracy nie przychodzi nic wartościowego. Im więcej włożymy – własnego serca, własnej pracy i tego wysiłku – to tym bardziej wartościowe się to okazuje. Chciałabym też zdementować te plotki o tym, że bez pracy można zdziałać cuda. Trzeba zakasać rękawy i trzeba pracować. Jedną rzecz chciałam jeszcze dodać na koniec, jeśli mogę bo jestem strasznym gadułą [śmiech].

Czasami jest tak, że celujemy w jedno, a dostajemy coś zupełnie innego, też wartościowego – z miejsca, z którego się nie spodziewamy

Jasne.

Dostałam jednego maila od uczestniczki konferencji, który mnie wzruszył. Dziewczyna dziękowała mi za to, że pokazałam na konferencji, jak należy reagować na porażki. Pokazałam, że coś mi się sypnęło, coś mi się zawaliło – bo te moje maile w czasie konferencji były dla mnie wręcz śmieszne – pisałam po raz kolejny uzupełnienie: to poszło nie tak, więc wysyłam poprawkę. Pisałam codziennie takiego maila do uczestników: nie gniewajcie się, ale to cały czas może nie wypalić. Taka moja lekcja z tej konferencji: jeśli jest coś co może nie zadziałać – to najprawdopodobniej nie zadziała. Prosiłam uczestników, żeby to zrozumieli. Oni to rozumieli i to było fantastyczne, bo nam się często wydaje, że ludzie są tacy, że jak tam coś nie wyjdzie – zrobimy live’a, internet padnie – to nas zaleje fala hejtu. Puścimy newsletter i będzie brakowało linka, to wszyscy nas będą nie lubić. Nie jest tak, ludzie akceptują bardzo wiele i rozumieją to. Codziennie pisałam – przepraszam znowu zrobiłam błąd tutaj, poprawiam. Dostawałam takie maile: bardzo ci dziękuję, że pokazałaś, że można zrobić coś źle, potem to poprawić i nie ma żadnego problemu. Chciałabym to przekazać jako moją lekcję, że nie zawsze trzeba robić wszystko idealnie. Można zepsuć, a potem naprawić. Na pewno wszystko ma swoje granice, ale w przypadku mojej konferencji było tak – tu pomyłka, tu błąd – naprawiamy, poprawiamy, dajemy coś w zamian. Zawsze można najpierw zrobić, a później myśleć i naprawić. Nam te potknięcia wybaczą i to jest najfajniejsze.

Powtarza nam się takie powiedzenie – done is better then perfect – zrobione jest lepsze od doskonałego.

Dokładnie.

Trzeba się napracować, również w biznesie online, bo bez pracy nie przychodzi nic wartościowego

Wiele osób, którzy działają w internecie o tym mówi. Rzeczywiście to nie jest wykute w skale, to nie jest wydrukowane w książce, która poszła do ludzi i nic się tam nie da zmienić. To jest internet i tutaj zawsze można coś poprawić, zmienić – prawie zawsze – można to zrobić stosunkowo łatwo i szybko.

Dasz plamę w internecie i wydaje ci się, że to koniec świata. Nie ma końca świata, ludzie którzy cię słuchają, odbierają, korzystają z tego, co robisz – zdecydowana większość ci wybaczy twoje potknięcia. Zauważyłam to w czasie konferencji – byli tacy, którzy byli oburzeni, bo chciałam im sprzedać bilet VIP, ale nie warto się nimi przejmować, bo robimy to dla tej części, która wybaczy nam te wszystkie potknięcia, która skorzysta z tego i którą zainspirujemy do zrobienia czegoś fajnego.

Zgadza się. Wielkie dzięki, pozytywne słowa na koniec i bardzo mądre. Powodzenia przy następnej konferencji, jeżeli tylko podejmiesz się jej zorganizowania, to jestem pewien, że będzie sukces.

Bardzo dziękuję za zaproszenie do podcastu i za udział w mojej konferencji. Zobaczymy – być może jeszcze się podejmę.

Trzymam kciuki

Dzięki.

Zobacz wersję do czytania

Cześć Dagna!

Cześć Marku!

Powiedz, co ostatnio czytałaś?

Byłam przygotowana na to pytanie, pewnie tak jak wszyscy, którzy pojawiają się w tym podcaście. Mam nawet ze sobą książki do pokazania. Pewien pan, który prawdopodobnie będzie słuchać twojego podcastu – Robert Cialdini – napisał kolejną swoją publikację Mała WIELKA Zmiana. Bardzo fajna książka, bardzo lubię tego autora i fajnie się ją czyta. Jest tam dużo badań naukowych i faktów do przetrawienia. Bardzo lubię podkreślać w książkach, natomiast kiedy zobaczyłam tę książkę, tak jak poprzednią Cialdiniego Pre-swazja, to niestety musiałabym jechać tym markerem linijka za linijką, więc uznałam, że to nie ma sensu [śmiech]. Dużo jest ciekawych rzeczy, które teoretycznie już kiedyś słyszałam, ale są to małe zmiany, które mogą zrobić duże różnice, proste rzeczy, które nie wymagają wiele wysiłku, a sporo zmieniają. Przykład z książki – kiedy ludzie umawiają się na wizytę do lekarza, to część z nich uważa, że jeśli na tę wizytę się nie stawią, to nic wielkiego się nie stanie. Niestety dzieje się bardzo dużo, nie tylko finansowo, wiąże się to także z konsekwencjami dla innych pacjentów, którzy później mają na przykład przekładane terminy. Oni policzyli koszty takiego niestawienia się na wizyty, w skali roku czy kilku lat, na wiele milionów dolarów. Okazało się, że te koszty można o te miliony dolarów zmniejszyć prostym zabiegiem. Rejestratorka zamiast pisać termin wizyty dla pacjenta, prosi pacjenta, żeby napisał to własnoręcznie. To rozwiązanie bardzo zwiększa stawialność na wizytę. Niby nic, wydawałoby się, że coś kompletnie nieistotnego, a oszczędności są wielkie. Tak samo korzystanie z ręczników w hotelach: wystarczy poprosić osobę, która się melduje o to, by zadeklarowała, czy zobowiązuje się do tego, żeby dbać o środowisko. Ma to naprawdę wielkie konsekwencje. Nie uwierzyłabym w to, że coś tak małego może ostatecznie mieć tak duży efekt.

Kiedyś czytałem taką książkę o tytule 50 rzeczy, lub coś podobnego, nie pamiętam dokładnie. Ta książka pokazuje na przykładzie różnych badań, jak zwiększyć szanse na to, że jeżeli zgubisz portfel, to znalazca ci go zwróci.

Niesamowite, kiedy się czyta, że ktoś policzył to w dużej skali. Taka naprawdę drobna rzecz, która nie wymaga niczego, może mieć ogromny wpływ, taki efekt śnieżnej kuli – wydaje się, że to jest niewiele. Nam się wydaje, że jak nie będziemy segregować śmieci, czy jak wyrzucimy papierek na ulicę, to nic się nie stanie, a w skali świata, to jest ogromna sprawa. Pokażę jeszcze drugą książkę. Nie jest to książka biznesowa, ale jestem zachwycona, że takie książki powstały. Są to Przygody Sherlocka Holmesa po hiszpańsku. Historia jest warta opowiedzenia, książka ma z boku słownik. Długo czekałam na taką książkę po angielsku. Mówię o nauce języka, bo nauczyłam się hiszpańskiego z podcastów. Każdemu polecam, można nauczyć się języka w komunikatywny sposób, słuchając podcastów. Dlatego pokazuję tę książkę, bo jak już sobie posłuchałam, to na wakacje zabrałam coś do czytania. Rewelacyjne jest to, że nie trzeba brać słownika, nie trzeba sprawdzać każdego słówka w telefonie, bo mamy z boku słownik i te wyrazy są pogrubione. Pojawiła się seria książek, która jest dostępna w empikach, co prawda język książki jest troszeczkę przeterminowany. Tych słów prawdopodobnie nigdy w życiu nie zobaczę w prawdziwym życiu, nawet po polsku ich nie używam, ale serię polecam każdemu, kto chce podreperować angielski i hiszpański.

W pierwszej połowie września tego roku zorganizowałaś coś, co nie ma nic wspólnego z Sherlockiem Holmesem, ale ma wspólnego z biznesem online, bo była to konferencja Biznes kobiecym okiem, która była poświęcona biznesowi online i adresowana do kobiet. O tej konferencji chciałem dzisiaj z tobą pogadać, zacznijmy od tego – skąd ci się wziął taki pomysł? Widziałem nie raz tego typu przedsięwzięcia, przede wszystkim na rynku amerykańskim. W Polsce wydarzenia na taką skalę, gdzie było 30 prelegentów i trwało 5 dni, jeszcze nie widziałem. Skąd taki pomysł? Jak to się stało, że tego typu projekt zaświtał ci w głowie?

Widziałam takie przedsięwzięcia na rynku amerykańskim i strasznie mi się to podobało, zawsze marzyło mi się coś takiego. Nie był to główny życiowy cel, tylko miałam z tyłu głowy, że tak bym chciała. Pewnego dnia pojawił się pomysł. Zrobiłabym coś fajnego dla moich dziewczyn z grupy Biznes kobiecym okiem.

Ponad 18 tysięcy.

Tak. 18 tysięcy z haczykiem. Jest tam mnóstwo fantastycznych dziewczyn i uznałam, że skorzystają z dodatkowej wiedzy. Poznałam też dzięki mojej działalności online dużo osób, które mają fantastyczną wiedzę i pomyślałam sobie, że moglibyśmy połączyć nasze siły, bo każdy z nas robi live’y na Facebooku – może nie każdy nagrywa podcast, ale każdy coś robi w swojej branży. Pomyślałam sobie, że jak byśmy zrobili to razem, to byłoby to takie boom, coś fajnego, coś nowego. Pomyślałam sobie, że być może wiem, jak to zorganizować, bo cały czas ograniczały mnie szczegóły techniczne, które wydawały mi się nie do przejścia, tym bardziej że nie mam technicznego wykształcenia, natomiast uczę się tego, jak działają te wszystkie „internety” i technologie. Pewnego dnia pomyślałam sobie, że to wszystko jest możliwe do zorganizowania. Napisałam do kilku osób – co myślicie o takim planie? Kilka osób opowiedziało – wow super, chętnie. Moim pierwszym pomysłem było zaproszenie pięciu prelegentów i zorganizowanie z nimi tego wydarzenia. W miarę jak się zastanawiałam, co jeszcze mogłoby się przydać – zrobiłam sobie mapę myśli – jakie tematy mogłyby być fajne, ta lista rosła i rosła.

Założyłam, że większość osób, do których napisałam, nie zgodzi się wziąć udziału w konferencji, więc napisałam od razu do wszystkich osób, które przyszły mi do głowy [śmiech]. To był pierwszy błąd, ponieważ większość się zgodziła. Często szybciej działam, niż myślę. Czasem to jest wada, czasem zaleta. Zaleta jest taka, że kiedy działam, a później myślę, to bardzo często wyjdzie coś zupełnie innego niż planowałam, ale coś z tego wyjdzie. Właśnie tak zrobiłam w tym przypadku, najpierw napisałam, potem zaczęłam się zastanawiać. Stało się tak, że ograniczyłam liczbę prelegentów do 30, bo gdybym zdecydowała się poprosić tylu prelegentów, z iloma się skontaktowałam, to mogłoby to być znacznie trudniejszym przedsięwzięciem. Nie wiem czy bardziej wartościowe merytorycznie, bo te 5 dni było naprawdę wyładowanych wiedzą. Na pewno mogłabym zwariować, albo coś w tym stylu, bo i tak 30 osób to było dużo [śmiech].

Powiedz mi taką rzecz. Powiedziałaś – miałam grupę na FB, pomyślałam, że na coś się ta wiedza przyda. Czy poza tym, że chciałaś stworzyć wydarzenie, które dla twoich odbiorczyń będzie atrakcyjne i ciekawe, czy miałaś jakieś cele? Cele typu – zbuduję sobie listę adresową albo zarobię na tym, nawiążę kontakty z ludźmi, z którymi inaczej bym się nie skontaktowała? Jakie były główne powody, dla których zdecydowałaś się to zrobić, bo to jednak sporo pracy?

Sporo pracy. Po pierwsze założyłam sobie, że tej pracy to wcale nie będzie tak wiele. Traktowałam to tak: mam 2-3 luźne dni, zorganizuję sobie konferencję. Tak naprawdę, tak to wyglądało. Nie miałam celów biznesowych, jeśli chodzi o budowanie listy, stwierdziłam – to fajna rzecz, żeby zbudować listę. Jakąś swoją listę już mam. Powiem szczerze, że konferencja bardzo jej nie powiększyła.

Jakie te skutki były, to do tego dojdziemy. Na razie powiedz nam, jakie miałaś cele, co chciałaś osiągnąć?

Podoba mi się pojęcie joint venture, wspólne działanie. Obserwuję działania różnych osób w internecie i czasami widzę totalnie zmarnowany potencjał. Jak połączylibyśmy siły, zrobilibyśmy coś wspólnie, to mogłoby się okazać, że jest wow, że dotarlibyśmy do większej liczby osób. Każdy z nas buduje swoje, robi to w swoim tempie, więc gdybyśmy zrobili to razem, to moglibyśmy wszyscy na tym skorzystać. Właśnie to było moim głównym założeniem w tej konferencji. Miał być projekt, który daje nam wszystkim coś fajnego. Odbiorcom coś fajnego, prelegentom coś fajnego, a przede wszystkim mi, bo myślę że wyniosłam z tej konferencji najwięcej. Tyle, ile się nauczyłam przez te parę dni, to nie nauczyłabym się przez czytanie albo ucząc się o tym, jak się robi konferencje.

Obserwuję działania różnych osób w internecie i czasami widzę totalnie zmarnowany potencjał. Jak połączylibyśmy siły, zrobilibyśmy coś wspólnie, to dotarlibyśmy do większej liczby osób

Dla ciebie to było fajne doświadczenie i super, że chcesz się nim podzielić. Jedna rzecz – od razu zapala mi się tutaj lampka w głowie – jak mówisz o tym, że wspólne przedsięwzięcia są fajne i między ludźmi powstaje synergia, ja się zgadzam, że tak jest, wiem że takie przedsięwzięcia w Stanach wychodzą, ale bardzo często mówi się o różnicach kulturowych, różnicach w mentalności, o tym że Amerykanie, owszem, działają wspólnie i tutaj nie ma problemu, a jednak w Polsce jest stare porzekadło: „mówiły jaskółki, że niedobre są spółki”, idziesz z kimś ramię w ramię, a potem się okazuje, że on cię gdzieś wystawi. Czy nie miałaś tego typu obaw? To jest fajny pomysł, ale niekoniecznie na polski rynek?

Nie miałam takich obaw, bo wydawało mi się, że osoby, które zapraszam, nie mają z tym problemu, też chcą coś zrobić. Zawsze mnie dziwią tego typu problemy, bardzo dużo mówię o tym, żeby nie traktować konkurencji jak konkurencji, bo często można sobie wzajemnie pomóc i taka mentalność zwalczania konkurencji, bo ktoś robi to samo co ty, zupełnie jest mi obca. Podam przykład – Iwona Gruszka, która robi prawie to samo co ja – podobne kursy, marketing, biznes online, itd. Znamy się tylko i wyłącznie z internetu, nawet na liście prelegentów jest kilka osób, które robią podobne rzeczy i nie mamy problemu z tym, żeby pomagać sobie wzajemnie, żeby się dzielić wiedzą, bo jest oczywiste, że zwalczanie kogokolwiek nie kończy się dobrze dla żadnej ze stron. Wierzę w to bardzo mocno i chciałabym promować wśród moich dziewczyn w grupie taką wizję i podejście do życia, bo widzę, że to popłaca i ma fajne efekty.

Wiesz, nie musisz od razu kogoś zwalczać, wystarczy, że będziesz go ignorować.

Mówi się o konkurencji, o zwalczaniu konkurencji, że ktoś jest moją konkurencją i my musimy współzawodniczyć. Nie musimy. Możemy sobie pomóc i wcale się to nie skończy źle dla żadnej ze stron. Często widzę takie inicjatywy u dziewczyn, które mają bardzo różne biznesy, mówią o tym, że w momencie kiedy zaczynają współpracować z konkurencją, kiedy przestają do tego podchodzić tak, że ktoś wchodzi na ich teren, chce zabrać ich rynek – to mają znacznie lepsze efekty. Nagle okazuje się, że można się dogadać, podzielić zleceniami, jeśli jedna osoba ma za dużo, może oddać drugiej i w drugą stronę też to działa. Nie wiem, na ile Polska mentalność jest na to gotowa – mam nadzieję, że jest – zobaczymy. Jestem jak najbardziej za tym. Może to jest też kwestia tego, że ten biznes online to nie jest moje być albo nie być. Mam swój zawód w razie czego, teraz do zawodu wróciłam, ponieważ zaczęło mi go brakować.

Mój biznes online był dla mnie krokiem do osiągnięcia jednej rzeczy, którą osiągnęłam i okazało się, że tęsknię za moją pracą. Chcę mieć pół na pół, nie chcę robić jednej rzeczy. Potrzebuję trochę tego, trochę tamtego. Dla mnie to jest bardziej zabawa – tak jak ty mówisz, że twoje nagrywanie podcastów to twoje hobby – zupełnie inaczej podchodzi się do tego, kiedy chcesz zrobić coś fajnego, a zupełnie inaczej, kiedy musisz zrobić coś, żeby przeżyć. Traktuję to tak: mam pomysł na coś fajnego, co może naprawdę zrobić wiele dobrego dla innych. Coś komuś zawsze z tego wyjdzie na dobre, dla mnie to było na zasadzie zabawy. Zrobiło się poważnie w momencie, kiedy dotarło do mnie, że mam 30 prelegentów – co teraz będzie?

Mówi się o zwalczaniu konkurencji, że ktoś jest moją konkurencją i my musimy współzawodniczyć. Nie musimy. Możemy sobie pomóc i wcale się to nie skończy źle dla żadnej ze stron

Zanim pójdziemy dalej, powiedziałaś na początku – miałam wolne 2-3 dni, zrobię konferencję, potem powiedziałaś – sporo się nauczyłam podczas tych kilku dni konferencji. Tak naprawdę wiemy oboje, że to nie było kilka dni, że to był dużo dłuższy proces. Chciałbym teraz, żebyśmy weszli w tę stronę „od kuchni” , coś co niekoniecznie widział ktoś, kto się zapisał na tę konferencję, a co rzeczywiście miało miejsce. Pierwsza sprawa – z jakim wyprzedzeniem zaczęłaś tę konferencję przygotowywać i ile czasu ci to zajęło?

Pomysł narodził się jakoś w połowie maja. Moja pierwsza kalkulacja zakładała, że nagranie trzydziesto- czy sześćdziesięciominutowego wideo zajmie prelegentom maksymalnie jeden dzień. Ze sporym marginesem czasowym, dałam im czas na wysłanie materiału do końca maja. Radośnie planując konferencję na czerwiec [śmiech]. Później zaczęli do mnie pisać niektórzy prelegenci, że jednak to nie jest dobry pomysł, żeby konferencja była w czerwcu. Po pierwsze – dziewczyny planują wakacje, już jedną nogą są na urlopach, więc nie będą miały czasu, żeby konferencję obejrzeć i w niej uczestniczyć. Po drugie – nie każdy zdąży nadesłać materiał. Teraz ciekawostka – konferencja była we wrześniu. Ostatni film wideo, który do mnie dotarł, otrzymałam we wtorek po południu i był gotowy, zaplanowany na środę.

Na trzeci dzień konferencji.

Tak. Na następny dzień konferencji. Jestem osobą, która bardzo nie lubi takich sytuacji, jestem zawsze przygotowana na zapas, jestem zawsze wszędzie wcześniej i to mnie wykończyło psychicznie. Najwięcej czasu, przygotowań do tej konferencji poświęciłam na pisanie do prelegentów, którzy nie nadesłali materiałów. To było pisanie wielokrotne, dopytywanie – kiedy? Chciałam mieć wszystko ustalone przed moimi wakacjami. Trzeba było nagrania wrzucić na Vimeo, ustawić MailerLite, automatyzację itd. – myślałam, że zrobię to przed wakacjami, wrócę wypoczęta, zaczniemy działać i będę w wakacje to promować. Okazało się, że nie jest to takie proste. To jest najtrudniejsza część całego przedsięwzięcia, nauczyłam się na przyszłość, że jeśli będą organizować coś podobnego w przyszłości, to przede wszystkim najpierw zbiorę materiały. Uzyskałam tutaj pisemną odpowiedź od prelegentów – tak chcę wziąć udział i przygotuje ci materiały, będą do końca maja, czy do końca czerwca – uznałam to za pewnik. Zrobiłam strony lądowania dla każdego z prelegentów osobno, ponieważ pomyślałam, że każdy coś będzie z tego miał i będzie można sprzedawać bilety dla osób, które chciałyby mieć dłuższy dostęp, prelegenci wyjdą na tym na plus, ja trochę odrobię za te godziny, których na początku nie widziałam. Policzyłam sobie na początku, że to będzie mniej więcej 5 dni roboczych pracy – tak nie było. Następnym razem, jeśli będę organizować taką konferencję, to już będę wiedziała, jak to obejść.

Policzyłaś na koniec, ile tych dni roboczych wyszło sumie?

Nie policzyłam, ponieważ najwięcej czasu zajęło mi kontaktowania się z prelegentami. Były osoby, które do samego końca trzymały mnie w niepewności w taki sposób, że nie wierzyłam, że tak można. Ktoś mi obiecuje materiał na jutro albo na za tydzień i robi to po raz czwarty, a ja dalej wierzę, że ten materiał dostanę, to było to dla mnie stresujące.

Jak rozegrałabyś to teraz, mając tę wiedzę, że tak się ludzie zachowują. Powiedziałaś, że zebrałabyś materiały wcześniej, ale to ciągle jest tak, że wyznaczasz termin, te materiały są albo nie ma. Odrzucałabyś takich prelegentów?

Odrzucałabym materiały, które nie dojdą. Kosztowało mnie to strasznie dużo nerwów, nie chciałabym drugi raz tego samego. Zastanawiałam się, co zrobić, ponieważ otworzyliśmy sprzedaż biletów VIP na samym początku, to było tak zorganizowane, że na stronie lądowania można się było zapisać na konferencję na bilet bezpłatny oraz można było kupić bilet VIP. Parę osób już kupiło bilet VIP, po czym jedna z prelegentek zrezygnowała, napisała mi, że nie weźmie udziału. Powiedziałam: ten temat jest mi bliski, więc mogę go zrobić – natomiast już panikowałam, bo ktoś zakupił bilet z takim nagraniem, a teraz ja go zrobię. Może ktoś zakupił bilet z uwagi na tę osobę? Teraz nagle, ja to będę nagrywać. Staram się nie reagować emocjonalnie, czekałam, co będzie dalej. Prosiłam prelegentów o to, żeby jednak nadesłali. Każdy miał swoje powody, były sytuację naprawdę dramatyczne w życiu niektórych osób, które nie wysłały nagrań, były rozpoznania nowotworów, śmierć bliskiej osoby, dramatyczne sytuacje, które się pojawiły, ja to rozumiem. Dla mnie, jako dla organizatora konferencji, było to o tyle trudne, że chciałam wywiązać się z zadania wobec osób, którym obiecałam te materiały.

Powiedz mi jeszcze, czym się różnił bilet standardowy od biletu VIP, bo nie każdy może wie.

Kiedy podało się swojego maila, otrzymywało się standardowy bilet na konferencję. Przez 5 dni wysyłałam do takiej osoby linki do nagrań, każdego dnia były linki do 6 nagrań. Nagrania były dostępne przez 24 godziny. Od 8 rano do 8 rano następnego dnia. Potem znikały i przychodził mail z linkami do kolejnych 6 nagrań. Codziennie można było obejrzeć dowolne z tych nagrań albo wszystkie 6. Bilet VIP to był dostęp do wszystkich materiałów na platformie na rok czasu. Taka była różnica. Kolejnym punktem, który w następnym roku bym zmieniła, to że mnie się wydawało, że ja wszystko napisałam. To wszystko jest jasne, bo ja to raz napisałam. Okazuje, się że nie jest jasne coś, co jest napisane raz. Trzeba wszystko wyjaśniać wielokrotnie, trzeba wyjaśniać dużo bardziej szczegółowo, niż nam się wydaje.

Kolejny trudny moment w konferencji, to kiedy konferencja ruszyła. Czego najbardziej na świecie nie cierpię, to jest odpisywanie na maile. Tyle maili, ile dostałam podczas konferencji, to przerosło moje oczekiwania. Odpisywałam na maile od rana do wieczora. Naprawiałam pomyłki, które się pojawiły – raz mi się zdarzyło, że film się nie wyświetlał, drugi raz mi się zdarzyło, że jakieś dodatkowe materiały czy bonus nie działał – uczestnicy wysyłali do mnie informacje o tym, że coś nie gra i ja na te maile odpowiadałam. Zajęło mi to trochę czasu, powiem szczerze, że dobrze by było w czasie takiej konferencji, taki czas na to zarezerwować, żeby być na bieżąco i reagować na problemy techniczne. Nie było do końca tak, że ja byłam zajęta cały dzień, bo miałam czas pójść na fitness, zawieźć dziecko do szkoły i ze szkoły odebrać, jeden dzień z dzieckiem spędziłam, bo akurat się rozchorowało w momencie, kiedy reagując na problemy techniczne, zrobiłam live na Facebooku.

W czasie konferencji materiał wideo, który nagrałam, był nie za dobrej jakości. Dźwięk na początku nagrania był jeszcze dobry, ale robiłam to na szybko, sprawdziłam początek – okej dźwięk działa – a potem wszystko było znacznie gorszej jakości. Na swoim komputerze ten dźwięk słyszałam dobrze, później na serwerze nie dało się go słuchać. Zgłosili mi uczestnicy, że to nagranie jest bardzo trudne do wysłuchania i proszą o powtórkę. Zamiast nagrywać powtórkę stwierdziłam, że zrobię live na Facebooku i dodatkowo odpowiem tam na pytania. Tak w życiu zwykle bywa – kiedy postanawiasz zrobić live na Facebooku i masz dziecko w wieku szkolnym – twoje dziecko akurat jest chore i do tej szkoły nie idzie. Przez większość dnia zachowuje się bardzo dojrzale i rozumie, o czym mówisz, tak w czasie live’a stanie za monitorem i zacznie do ciebie machać, pokazywać różne znaki i sygnały [śmiech]. W tym momencie strasznie się rozpraszam, bo próbuję mówić merytorycznie, a za laptopem jest moje dziecko, które do mnie macha. Teraz, z perspektywy czasu, kiedy o tym mówię śmieszy mnie to, natomiast wtedy mnie to stresowało.

Powiedz o prelegentach. Powiedziałaś – miałam więcej zgłoszeń, niż zdołałam pomieścić na konferencji. Czy wystarczyło powiedzieć – organizuję takie wydarzenie, przyjdźcie, czy obiecałaś im coś w zamian? Jak to się stało, że oni chętnie, entuzjastycznie chcieli na tej konferencji się pojawić?

Nie wiem czy entuzjastycznie, bo miałam różne odpowiedzi. Powiem szczerze, te odpowiedzi mnie zaskakiwały. Napisałam do większej liczby osób niż brały udział w konferencji. Zrobiłam sobie listę tematów i napisałam w grupie na Facebooku – dziewczyny, czy któraś z was zajmuję się czymś super i chciałaby o tym opowiedzieć – szukałam naprawdę fajnych tematów. Osoby te się do mnie zgłaszały i ja z nimi rozmawiałam. Osoby, których nie znamy, osoby które mają fanpage z dwudziestoma polubieniami, czasami miały ogromne wymagania, w tym wymagania finansowe, żeby przesłać materiał wideo na taką konferencję. Nie zakładałam zysku z tej konferencji, nie zakładałam też inwestycji, więc stwierdziłam, że nie stać mnie, żeby każdemu prelegentowi za to nagranie zapłacić, ponieważ może się to nie zwrócić.

Zakładałam, że robimy coś fajnego dla zabawy i żeby każdy z nas dotarł do nowych ludzi. Uważam, że jeśli jest 30 osób i każda z tych osób udostępni na swoim fanpage’u ten link do konferencji, to każda z tych 30 osób zwiększa swoje szanse dotarcia do nowych osób. Tak to działa w mojej głowie, nie wiem, czy mam rację, natomiast chciałam to zrobić też dlatego, żebyśmy wzajemnie sobie pomogli docierać do zupełnie nowych osób. Zdarzały się takie odpowiedzi – 30 minut to jest dla mnie wysiłek, chciałabym za to tyle i tyle pieniędzy, warunki dla mnie nie do spełnienia. Najczęściej dotyczyło to osób, o których nic wcześniej nie słyszałam. Wiedziałam, że ktoś się zajmuje takim tematem, ale wiedziałam też, że nie ma dużej grupy odbiorców.

Ty Marku zgodziłeś się od razu, za co bardzo dziękuję, też nagrywam podcast – do czego się bardzo twój podcast i twój kurs przyczynił – podcast jest super, bardzo lubię ideę podcastów, słucham, bardzo wiele się z nich uczę, dlatego jestem za tym, żeby jak najwięcej osób próbowało swoich sił w tym temacie. Temat bardzo fajny, bardzo na czasie. Napisałam do większej liczby osób, część osób odpowiedziało – część nie odpowiedziało, część osób zgłosiło się do mnie w odpowiedzi na ten post, który wrzuciłam w grupie. Jak to się skończyło – część osób nie była w stanie nadesłać materiałów w terminie, więc z automatu powiedzieli, że mogą wysłać materiały później. Mnie zależało na tym, żeby to było wcześniej. Na początku mówiłam o tej konferencji w czerwcu, ale były osoby, które odpadły, bo miały trudny okres w życiu i powiedziały: może kiedy indziej, to nie jest teraz dla mnie; były osoby, które uważały, że chcę je wykorzystać do konferencji – usłyszałam wprost takie zarzuty, że chcę wykorzystać czyjąś pracę i na tym zarobić – co mnie totalnie zbiło z tropu. Zdawałam już sobie wtedy sprawę, że dla mnie będzie to więcej pracy, niż dla prelegentów. Ostatecznie też nagrałam materiały, ale na dzień dzisiejszy muszę przyznać, że było to dla mnie znacznie więcej pracy, niż się spodziewałam na samym początku.

Z punktu widzenia prelegenta mogę powiedzieć, że moje założenie od początku było takie, że byłem wdzięczny za tę inicjatywę, bo wychodziłem z założenia takiego – tworzę coś, co nie jest dla mnie szczególnym wysiłkiem – oczywiście muszę nagrać wideo, trzeba poświęcić na to chwilę, ale nie muszę się uczyć do tego nowych rzeczy, mówię o rzeczach, na których się znam. Wysyłam to wideo do ciebie i mam wszystko z głowy, nic innego mnie nie obchodzi. Rzeczywiście może być tak, że parę osób dzięki temu, zainteresuje się moim kursem, czy zacznie słuchać podcastu albo stworzy własny podcast.

Z mojego punktu widzenia to jest praca, którą wykonuję raz i odsyłam tobie, mam to z głowy, a ma to szansę zaprocentować. Oczywiście żadnej gwarancji nie ma, że to zaprocentuje, bo to jest nowa forma na polskim rynku – zwłaszcza na taką skalę, więc trudno przewidzieć efekty, ale myślę że warto takie inicjatywy wspierać. Takie było moje podejście, natomiast co dla mnie było takim dużym argumentem za, to była twoja grupa, która jest duża – podglądam czasami różne statystyki – to jest grupa, w której są ludzie i tam się rzeczywiście ciągle coś dzieje. Powiedz – poza tą grupą, która wydaje się oczywistym kanałem promocji, jak jeszcze promowałaś konferencję i jak jeszcze ona była promowana? Wiem, że z założenia przynajmniej, nie miał to być tylko twój wysiłek.

Jeszcze zanim o tym opowiem – chcę powiedzieć, że miałam wśród prelegentów osoby, dla których nagranie tego materiału wideo, było naprawdę ogromnym wysiłkiem. Były to osoby, które robiły to po raz pierwszy, które czytały z kartki, wysyłały do mnie prezentację, dźwięk i slajdy, żebym sprawdziła. To były dwie dziewczyny, powiedziałam im: nie czytajcie z kartki, bo to słychać i to jest ciężkie, mówcie normalnie z błędami, z potknięciami, ale nie czytajcie. Tak kilka razy i dziewczyny rzeczywiście nagrały naprawdę super materiał, napracowały się przy tym strasznie, nagrały, dostarczyły i zrobiły super robotę.

Nauczyły się czegoś nowego, przy okazji.

Nauczyły się czegoś nowego, dokładnie. Dla mnie czy dla ciebie to nie jest wysiłek – bo robimy to już jakiś czas.

Powiem tak, to jasne, że na początku to jest większy wysiłek, niż wtedy, kiedy człowiek ma wprawę, ale jest to konferencja o biznesie online, jak się chce robić biznes online, to właściwie trudno zupełnie nie robić wideo. To jest jeden z podstawowych środków przekazu.

Jeszcze dodam, że to nie była konkretnie konferencja o biznesie online, tylko o biznesie.

Tak, ale konferencja odbywała się online. W internecie trudno egzystować nie posługując się w ogóle wideo – oczywiście można – ale jest to dosyć trudne.

Trudne, to prawda. Pytałeś o to, jak promowałam konferencję – przede wszystkim promowałam za mało i to był główny problem, bo ciągle czekałam, aż będę miała wszystko gotowe.

Rozumiem, że wynikało to z tego, że bałaś się rzucać obietnice bez pokrycia.

Tak, dokładnie. Czekałam na to, aż dostanę wszystkie materiały i będę pewna, że je mam, są już gotowe i będę mogła się zająć promocją. W pewnym momencie zrozumiałam, że być może będę musiała czekać na te materiały do samego końca i trzeba już zacząć promocję. Promowałam w moim newsletterze, promowałam na fanpage’u, promowałam w grupie, promowałam też w innych grupach, ponieważ w wielu grupach na FB jest możliwość promowania wydarzeń. Promowałam też płatną reklama przez jakiś czas na samym początku – jak jeszcze wydawało mi się, że dostanę materiały na czas – to puściłam trochę płatnej reklamy na FB. Jeśli chodzi o statystyki, to zakładałam, że łatwiej mi będzie więcej osób zdobyć na konferencję. Sama moja baza mailingowa jest znacznie większa niż 1300 osób, które uczestniczyło w konferencji, które były zapisane na te bilety. Wydawało mi się, że jeśli grupa ma 20 000 osób, to wszyscy się zapiszą. Fakt – nie było tak, nie wszyscy się zapisali, wiele osób jest w grupie, a nie korzysta z niej. Nie wiem, dlaczego wszyscy się nie zapisali, miałam też kilka negatywnych komentarzy, promując konferencję przed samym jej startem – teraz wszyscy robią z siebie ekspertów: nie zapisuję się, bo nie chcę już tracić czasu na takie rzeczy. Szczerze mówiąc, to mnie denerwowało i dobijało w tym całym nerwowym oczekiwaniu na materiały.

Materiały były super, eksperci byli super i naprawdę można było z tej konferencji wynieść dużo dobrego. Potwierdzili mi to uczestnicy, którzy pisali – WOW, którzy wysłuchali tych wszystkich prelekcji, byli tacy, którzy wysłuchali wszystkich prelekcji z zapartym tchem, byli wdzięczni niesamowicie za to, co się wydarzyło. Wielu prelegentów pokazało się uczestnikom po raz pierwszy i uczestnicy poszli w tamtą stronę, czyjaś prelekcja się bardzo spodobała i zaczęłam śledzić tę osobę, korzystać z jej wiedzy i materiałów.

Odnośnie promocji – każdy z prelegentów dostał swój link partnerski, to nie był program partnerski jako taki, tylko dla każdego z prelegentów zrobiłam zupełnie darmową stronę lądowania w MailerLite, z kodem zniżkowym, który upoważniał do zakupu konferencji i na tej stronie lądowania – jeśli prelegent promował konferencję ze swoim linkiem – osoba, która zapisywała się na darmowy bilet, była przypisywana do grupy danego prelegenta, stąd wiedziałam, ile osób zapisało się od kogo. Zależało mi też na tym, żeby maile sprzedażowe szły z kodem danego prelegenta. Wymagało to sporo wysiłku, bo było to 30 grup w MailerLite, 30 stron lądowania, 30 kodów zniżkowych i to wszystko musiało działać. Miałam cały system ogarniania konferencji.

Na ile ta promocja – robiona przez prelegentów – była skuteczna?

Była część prelegentów, która nie promowała konferencji, co mnie totalnie zaskoczyło, zmartwiło i zasmuciło. W znacznej mierze była to moja wina, teraz to widzę. Założyłam specjalną grupę dla prelegentów na FB, gdzie mogliśmy się między sobą porozumiewać. Część prelegentów porozumiewała się ze mną mailowo, część na Messengerze, część przez tę grupę, więc było totalne zamieszanie. Gdybym organizowała coś takiego raz jeszcze, to na pewno zorganizowałabym spotkanie, gdzie porozmawialibyśmy wszyscy o tym, jak i kiedy to promować. Okazywało się, że ja wysyłałam maile z linkami do prelegentów i nie do wszystkich te maile dotarły, ewentualnie ktoś nie doczytał lub zapomniał.

Każdy miał swoje sprawy w tym czasie, więc zakładanie, że powiesz coś komuś raz, on to zrozumie i zapamięta, to jest błędne założenie. Trzeba powtarzać. I tak samo jest z promocją. Nam się wydaje, że my coś promujemy, a ludzie później do nas piszą – nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje. Trzeba powtarzać i to jest moja wielka lekcja z tej konferencji, trzeba wielokrotnie, wyraźnie powtarzać zarówno osobom, które biorą udział, jak i uczestnikom konferencji. Pisano do mnie przez 5 dni – nie działają linki do dnia wczorajszego albo nie dostałem materiałów z wczorajszego czy wcześniejszego dnia. Wydawało mi się jasne, że jeśli zapisujesz się w środę, to dostaniesz następny materiał w czwartek i to będzie materiał czwartkowy, a nie od początku konferencji. Okazało się, że było za mało tego powtarzania, za mało przypominania i precyzowania przede wszystkim. Następnym razem, jeśli będą organizować konferencję, to doprecyzuję te wszystkie sprawy.

Zakładanie, że powiesz coś komuś raz, on to zrozumie i zapamięta, to jest błędne założenie – trzeba powtarzać

Kiedy pojawili się pierwsi uczestnicy i jak wyglądała ta dynamika, kiedy przybywało ich najwięcej?

Przy pierwszej promocji – kiedy puściłam newsletter do całej bazy, że organizuję taką konferencję, że można się zapisać na darmowy bilet – zapisały się pierwsze osoby.

Kiedy to tak mniej więcej było?

To był chyba początek czerwca. Kiedy wszyscy prelegenci dostali swoje strony lądowania z linkami, ogłosiłam, że już można promować konferencję i sama zaczęłam ją promować. Wysłałam newsletter, wrzuciłam informacje w grupie, na fanpage’u, zapisały się pierwsze osoby. Część prelegentów również zaczęła promować w tym momencie i od nich zapisały się pierwsze osoby. Nawet w tym czasie kilka osób kupiło bilety VIP. Podczas wakacji nie promowałam za bardzo, była informacja, dopisywały się pojedyncze osoby, natomiast dopiero pod sam koniec tego okresu promocji – przed samą konferencją – zaczęły się zapisywać kolejne osoby, była taka druga fala. Sporą falę zapisów zanotowałam w momencie, kiedy opublikowałeś swój odcinek podcastu, w którym powiedziałeś o konferencji – było bardzo wiele zapisów z twojego linku. Zapisywały się także osoby w trakcie trwania konferencji, pisały do mnie maile, czemu nie ma materiałów z dnia poprzedniego. Doprowadzały mnie do szału maile od osób, które pisały je z pretensjami, z takim wyczuwalnym niezadowoleniem – zapisałam się na konferencję, gdzie moje materiały, nie zamierzam kupić wersji płatnej, na pewno chcecie sprzedać bilety, dlatego tak krótko są dostępne, dlatego nie dostałam poprzedniego linku – to mnie denerwowało, nie lubię takich zachowań, tak jak nie lubię odpisywać na maile, więc dla mnie te 5 dni było stresujące z tego powodu. Cudowne były wiadomości od uczestników, że dziękują za wiedzę i dobór prelegentów i że to się komuś przydało. To się tak zrównoważyło.

Podsumujmy ten okres przygotowań. Mówiliśmy o prelegentach, uczestnikach, promocji, czy były w tym czasie jakieś rzeczy, które ciebie zaskoczyły pozytywnie lub negatywnie?

Pojawiły się pewne problemy. Napisałam prelegentom instrukcję – przygotuj filmik takiej i takiej długości, wyślij mi WeTransferem, ponieważ tak jest najłatwiej – uczestnicy wysyłali te materiały na wszystkie możliwe sposoby. Zbierałam je z całego internetu [śmiech]. Było to dla mnie trudne. Do tego takie bieżące reagowanie na problemy techniczne, musiałam być przygotowana na to, żeby prelegentom – którzy nie byli na bieżąco z technologią, z tym jak nagrywać – w miarę możliwości, w tym wszystkim pomagać.

Czyli konferencja wystartowała dziesiątego września. Pierwsze maile, z pierwszymi sześcioma linkami, poszły do uczestników, tak?

Tak.

Trochę już o tym mówiłaś, że zaplanowałaś sobie to tak, że w zasadzie powinno to być zautomatyzowane i powinno się w dużej mierze dziać bez twojego udziału, ale jednak ciągle trzeba było reagować. Odpowiadać na maile – to jest jedno – ale jeszcze coś poprawiać, czy zbierać ostatnie wideo. W ciągu tych 5 dni – konferencja trwała 10-14 września, od poniedziałku do piątku – ile procent twojego czasu, takiego dnia pracy, ona zajmowała?

Nie mogę powiedzieć, że dnia pracy, bo wszystko działo się całą dobę, dostawałam maile o bardzo różnych porach. Najważniejsze było to, żebym była dostępna na samym początku, kiedy poszły linki z nagraniami – wtedy dostawałam informacje od uczestników, że link nie działa, czy ktoś nie dostał materiałów. Były takie sytuacje, że były osoby, które nie dostały linków. Nie wiem dlaczego MailerLite nie wysyła, czasami jest tak, zwłaszcza jeśli ktoś ma pocztę na WP, że newsletter nie dochodzi. To mi się zdarza bardzo często.

To jest tak, że nie dochodzi, czy trafia do spamu i ludzie go nie widzą?

Proszę, żeby sprawdzali w spamie i mówią że nie ma. Zdarza mi się w MailerLite sprawdzić, czy coś do kogoś doszło i okazuje się, że ktoś jest zapisany na liście, a żaden mail do niego nie poszedł. Zdarzają się takie cuda. Trzeba wszystko sprawdzać. Zdarzało mi się, że ktoś pisał do mnie drugiego czy trzeciego dnia konferencji, że zapisywał się w czerwcu – a nie dostał materiałów. Sprawdzam w MailerLite, a tam jest informacja, że ktoś się zapisał w czerwcu, ale w lipcu już się wypisał z mojego newslettera, więc siłą rzeczy nie dostał materiałów. To były maile od osób niezadowolonych, natomiast takie rzeczy musiałam sprawdzać, załatwiać i na nie reagować. To były pierwsze godziny po wysłaniu linków. Zdarzyło się raz, że oczywiście padły serwery w trakcie konferencji, bo jak inaczej.

Serwery, na których było wideo?

To wszystko odbywało się na moim blogu – tam zrobiłam specjalną stronę – gdzie umieściłam filmy i moja strona padła. Dostałam maile, chodziło o piątkowe linki, one miały być usunięte o 8:00 rano w sobotę i dostawałam maile o 6:00 rano w sobotę, że ktoś wstał specjalnie o 6:00, żeby to obejrzeć – jeszcze część z nich miała dopisek: “nie zamierzam płacić za żadne materiały” – i to nie działa. Odpisywałam – OK, ponieważ to nie działało 2-3 godziny, to przedłużę obecność tych materiałów na serwerze w wersji darmowej. Tak obiecałam, wydawało mi się to OK, więc trzeba było to pozałatwiać. W różnym czasie prelegenci nadsyłali swoje materiały i w różne miejsca – zbierałam to wszystko z całego internetu – więc zdarzyło mi się nie dodać linka. Ewentualnie uczestnicy nie zauważyli, że jest link do bonusowego materiału. To były takie rzeczy do reagowania na bieżąco. Może nie zajmowało to całego dnia, ale na pewno parę godzin trzeba było na to poświęcić.

Tak naprawdę – z tego, co mówisz – to trzeba było być czujnym przez cały czas. Wiadomo, że to nie było tak, że poświęcałaś temu cały czas, ale zerkałaś i kontrolowałaś, żeby szybko zareagować, kiedy coś było nie tak.

Dokładnie. Kolejna moja lekcja z tej konferencji – gdybym organizowała kolejną – na pewno potrzebowałabym asystentki w odpisywaniu na maile i w tym wszystkim, czego ja nie lubię. Nie lubię pisać maili i do tego bym zaangażowała kogoś, kto się w tym dobrze czuje.

Było sporo takich momentów, w których mówiłaś – z tą wiedzą, którą mam dzisiaj, to coś bym zmieniła – poza tymi rzeczami o których powiedziałaś, czy jest jeszcze coś takiego, co warto by było zrobić inaczej?

Po tej konferencji miałam takie wrażenie, że można by było zrobić tylko wersje płatną – to sugerowali mi niektórzy prelegenci – że czuli się troszeczkę wykorzystani, że wszystko było za darmo. Można by było dać część za darmo, ewentualnie zrobić jakiś niedrogi bilet. Ja także tego doświadczyłam, że jeśli coś jest za darmo – to zwykle ludzie tego nie doceniają. Byłam bardzo zła na komentarze dotyczące prelegentów, że każdy może być ekspertem – to mówią zwykle osoby, które same nigdy niczego nie zrobiły. W ten sposób komentują zwykle ludzie, którzy sami jeszcze niczego nie zdziałali. Naprawdę bardzo tego nie lubię i gotuje się we mnie, kiedy coś takiego słyszę.

Dlatego gdyby bilety były tylko i wyłącznie w wersji płatnej, być może odbiorcy byliby także bardziej zaangażowani w konferencję. Ludzie często nie doceniają materiałów darmowych, bo mówią: wszędzie jest tyle wszystkiego. Wszędzie można obejrzeć za darmo, więc pewnie tam nic nie ma. Gdyby ktoś wydaje pieniądze na coś – zwykle bardziej to ceni. Moim założeniem nie było zarobienie na tej konferencji, tylko zrobienie czegoś fajnego razem, dotarcie do nowych osób, zrobienie zamieszania w internetach. Bilet VIP pojawił mi się w głowie dopiero później, kiedy stwierdziłam: może prelegentom też pozwolę promować konferencję i na tym zarobić. Gdyby bilety były płatne, na pewno byłoby mniej odbiorców, nie byłoby tak dużej grupy, więc też byłoby mniej maili do odpowiadania. Kolejną rzeczą, którą bym zmieniła to ilość prelekcji w ciągu dnia. Tego naprawdę było dużo i nie przypuszczałam, że to będzie aż takie skondensowane.

Jeśli coś jest za darmo – to zwykle ludzie tego nie doceniają

Mówisz, że zrobiłabyś tanie bilety, żeby ludzie zapłacili i poczuli wartość wiedzy, którą dostają. Czy jesteś w stanie określić, jaka byłaby akceptowalna cena na ten tańszy bilet z krótkim dostępem?

Myślałam o 50 zł, ale tak naprawdę nie wiem. Nie testowałam, nie sprawdziłam i nie zastanawiałam się jeszcze nad tym. Przyszło mi to do głowy pod koniec konferencji, kiedy stwierdziłam, że było dużo ludzi, ale nie jestem pewna, czy to były osoby naprawdę zainteresowane tym tematem, czy zebrał się tylko tłum.

Było coś za darmo, to biorę.

Tak, dokładnie. Fakt jest taki, że ta darmowa wiedza jest wszędzie i w większości przypadków nie jest skondensowana, czego ja nie lubię. Nie znoszę tracić czasu na słuchanie dwugodzinnego live’a o niczym. Wolę zapłacić za kurs, w którym jest to skondensowane do 30 minut, tak samo kiedy kupuję ebooka – nie chcę dwustu stron, chcę czterdzieści. Wydaje mi się, że na tym polega różnica między produktem płatnym a produktem darmowym. Darmowa wiedza jest często powtarzana i bezużyteczne. Wiele osób stara się dać w tej darmowej wersji coś, ale nie dać wszystkiego. Nie dziwię się ludziom, że uważają darmową wiedzę za stratę czasu. W momencie kiedy widzę, że to naprawdę jest wartościowa wiedza, to lepiej byłoby od razu ją zapakować w płatny produkt, żeby kupiły to osoby, które coś z niego wyniosą. Po pierwsze, bo są autentycznie zainteresowane, w naszym mózgu to działa tak: kiedy za coś płacimy więcej, to nasz mózg odczuwa fizyczną przyjemność. Nie wiem czy słyszałeś o tym badaniu – dano do degustacji osobom badanym wino, kiedy wiedziały, że to kosztuje 5 dolarów to nic się nie działo, ale gdy podano cenę 100 dolarów, to aktywowany został w mózgu ośrodek przyjemności, zachodziły chemiczne zmiany. Często nie zdajemy sobie sprawy, że nie mamy wpływu na to, co się z nami dzieje, na własne myśli, na własny mózg i na własne życie.

Tak samo, jak tabletka za 5 dolarów pomaga bardziej niż taka za 50 centów, chociaż to jest ta sama tabletka.

Dokładnie tak.

Powiedziałaś o ponad 1300 uczestnikach, rozumiem, że to byli uczestnicy standardowi, tak?

Tak.

Ciekawy jestem – nie wiem, czy chcesz się podzielić tą liczbą – ilu uczestników zapłaciło?

Uczestników, którzy zapłacili było 18. Nie jest to powalająca liczba. Dziesięć biletów zostało sprzedanych przez prelegentów, a osiem z moich linków. Zdecydowana większość osób, które zapisały się na bezpłatny bilet – co mnie trochę zdziwiło – była ode mnie. Być może moja grupa docelowa to jest grupa, która woli darmowe treści. Czasem lepiej jest mieć mniejszą grupę odbiorców – takich, którzy naprawdę są zaangażowani – niż większą, z której niewiele osób jest zaangażowanych w ten temat i kupi bilet. Mam większą grupę odbiorców, ale biletów było sprzedanych mniej.

Czasem lepiej jest mieć mniejszą grupę odbiorców – takich, którzy naprawdę są zaangażowani – niż większą, z której niewiele osób jest zaangażowanych w ten temat i kupi bilet

Ile kosztował bilet VIP?

Bilet VIP kosztował 200 zł.

Mówiłaś, że był rabat na ten bilet – to już było po rabacie?

Tak, to już było po rabacie.

Rozumiem, że cała osiemnastka kupiła ten tańszy bilet?

Tak. Dla mnie wycena tej konferencji była bardzo trudna. Kiedy zobaczyłam materiały, które prelegenci nadsyłają, to stwierdziłam, że to jest bardzo wartościowy materiał. Bardzo często na płatnych kursach i konferencjach to kosztuje więcej. Większość prelekcji – jeśli nie wszystkie – były naprawdę super. Wszystkich nie widziałam od razu, ale te które do mnie dotarły pierwsze trzymały poziom.
18 biletów razy 200 złotych to 3600 złotych, jeżeli dobrze liczę – przy czym nie wszystko to są twoje pieniądze. Musiałaś częściowo podzielić się tym z prelegentami.

Częściowo z prelegentami – nie wszyscy prelegenci przyjęli swoją działkę. Wiesz o tym doskonale, bo byłeś jednym z nich – jedną z osób, która zrzekła się swojej części. Postanowiłam, że 50% z tego biletu jest dla prelegenta – 100 zł jest dla prelegenta, 100 zł jest dla mnie.

Ja też robiłem różne rzeczy w życiu, więc jestem w stanie sobie to wyobrazić, ile pracy to wymagało – słuchając można odnieść wrażenie, że finansowo nie był to interes twojego życia.

Nie był to interes życia, zdecydowanie. Tym bardziej, że były z tym związane pewne koszty. Sporządziłam umowy z prawnikiem, zapłaciłam za hosting wideo, opłaciłam reklamę na FB, więc wcale nie był to interes życia. Z perspektywy czasu, nie wiem jak to będę oceniać – wiem, że dużo się nauczyłam, dużo wyciągnęłam wniosków z tej konferencji. W czasie trwania konferencji miałam ochotę zaszyć się w środku lasu – z daleka od internetu i nigdy już czegoś takiego nie robić. Jednak kiedy konferencja się skończyła, powiedziałam – fajne to było, chciałabym jeszcze. Myślałam o tym, że można by było zrobić jeszcze coś fajnego, natomiast wymagałoby to przemyślenia, wdrożenia zmian, o których mówiłam i może – kto wie – może byłoby z tego coś wartościowego.

Pomijając aspekt finansowy – jeśli chodzi o budowanie listy, czy przyciągnięcie nowych ludzi do twojej grupy – czy były plusy, które zauważyłaś, które były niemierzalne w złotówkach?

Szczerze mówiąc, nie wiem. Spodziewałam się, że więcej osób się zapisze, spodziewałam się, że wszyscy sobie zbudujemy listy, bo moim pierwotnym założeniem było, że każdy z prelegentów pod swoim wideo da linka do siebie – będzie można pobrać u niego dodatkowy materiał i każdy z prelegentów zbuduje sobie listę dzięki tej konferencji. Na dziś nie wiem, jak to wygląda – musiałabym dopytać prelegentów, czy zauważyli u siebie wielkie zmiany – wiem, że parę osób pisało, że podobała im się prelekcja tej czy tej osoby i zostaną u tej osoby na zawsze. Na pewno efekt był – nie wiem jaki, nie potrafię tego teraz zmierzyć. Spodziewałam się u siebie powiększania mojej listy, natomiast nie doszło do tego. Nie miałam wielkich oczekiwań co do tej konferencji – nie zamierzałam podbić świata, zmienić świata, zarobić – po prostu chciałam zrobić coś fajnego i myślę, że to udało mi się osiągnąć.

Powtarzasz często – gdybym organizowała konferencję jeszcze raz – gdybyś miała dzisiaj zdecydować, to jesteś na tak, czy raczej na nie?

Myślę o tym, raczej jestem na tak – tylko potrzebuję trochę czasu.

To jest coś, co mnie zawsze zastanawia – konkretnie w przypadku trenerów polskiej reprezentacji piłkarskiej – jest gość, który pracuje z drużyną, jedzie na jakieś zawody i kończy się jak zwykle, czyli odpadamy najszybciej jak się da, ale ten gość z tymi wnioskami natychmiast wylatuje z roboty i przychodzi nowy, który uczy się od zera i znowu popełnia być może te same błędy, więc myślę, że wielu z nas uczy się na swoich doświadczeniach i swoich błędach, jeżeli coś nam nie wyjdzie, to na drugi raz wiemy, jak czegoś nie robić albo jak coś poprawić. Prawdopodobnie ty z takim doświadczeniem jakie masz, jesteś osobą, która ma dużo większe szanse zrobienia udanej konferencji online w tej chwili niż ktoś, kto będzie to robił od zera.

Na tej konferencji, nauczyłam się strasznie dużo. Zebrałam część doświadczeń dla osób, które myślą o własnej konferencji w takiego mini e-booka, który będzie do pobrania dla słuchaczy podcastu.

W notatkach do tego odcinka, zapraszamy.

E-book ma 26 stron, są wymienione i podlinkowane wszystkie narzędzia, których użyłam, jest opis tego co i jak po kolei powinno się zrobić – nie ma dokładnego tutoriala technicznego, ale myślę, że jeśli ktoś myśli o zorganizowaniu własnej konferencji, to sobie spokojnie ze wszystkim poradzi. Teraz gdybym organizowała taką konferencję, to już byłoby połowę spraw z głowy – nie do końca wtedy wiedziałam, jak wszystko wypali – teraz po przeprowadzonej już konferencji wiem, co konkretnie bym zmieniła, ale nie powiem ci, czy byłby to sukces czy porażka, bo musiałabym sprawdzić i ewentualnie wtedy dam znać.

Na pewno szanse na sukces masz duże większe niż przed tą konferencją, bo wiesz wiele rzeczy, których nie wiedziałaś.

Dokładnie.

Super, bardzo ci dziękuje. Dużo konkretów, bardzo dużo praktycznej wiedzy. Czasami słuchacze podcastów piszą do mnie z takim postulatem, że fajnie by było pokazać jakiś nieudany przypadek, bo wszyscy przychodzą i mówią – jakie to wszystko piękne, świetne, jak mi super wychodzi – a pokazując ten przypadek, myślę że pokazaliśmy przy okazji, że nieudany projekt wcale nie jest porażką. Nieudany projekt może być cenną lekcją, którą można później przekuć w sukces i tego ci życzę.

Dziękuję bardzo. Ja nie traktuję tego jako porażkę. To było bardzo dużo pracy, nerwów i stresu. Nie miałam dużych założeń, moje życie nie zależało od tej konferencji, pewnie dlatego traktowałam to bardziej jako zabawę niż jako coś wielkiego. Może dlatego tak do tego podchodzę. Nie wiem, czy była to porażka czy nie, bo nie zakładałam czegoś, co mi się nie udało. Czasami jest tak, że celujemy w jedno, a dostajemy coś zupełnie innego, też wartościowego – z miejsca, z którego się nie spodziewamy. Ta konferencja była dla mnie właśnie takim czymś. Odnośnie tego, że ludzie nie pokazują porażek, tylko mówią jak jest pięknie – ja też tego nie lubię, tego słuchania jak jest pięknie, bo fajnie jest, gdy ludzie mówią jak jest naprawdę. Przychodzi do nas taki model z zachodu, że wszyscy się fotografują przy ekskluzywnych samochodach i pokazują, jak zrobili kurs online albo coś w tym stylu. Do mnie piszą dziewczyny z mojej grupy: „Dagna, ja zrobiłam to wszystko, a 10 osób kupiło kurs! Jak to jest? Co ja robię nie tak? Czemu u mnie to nie działa? Wszyscy mówią, że ma działać, mam być milionerką! Milion w miesiąc, tylko wystarczy wysłać maila! Wszystko jest zautomatyzowane, nic nie trzeba pracować”. Dużo jest takiej nieprawdy – być może dla kogoś to tak działa, ale dla zdecydowanej większości zwykłych śmiertelników zwykle nie. Trzeba się napracować, również w biznesie online, bo bez pracy nie przychodzi nic wartościowego. Im więcej włożymy – własnego serca, własnej pracy i tego wysiłku – to tym bardziej wartościowe się to okazuje. Chciałabym też zdementować te plotki o tym, że bez pracy można zdziałać cuda. Trzeba zakasać rękawy i trzeba pracować. Jedną rzecz chciałam jeszcze dodać na koniec, jeśli mogę bo jestem strasznym gadułą [śmiech].

Czasami jest tak, że celujemy w jedno, a dostajemy coś zupełnie innego, też wartościowego – z miejsca, z którego się nie spodziewamy

Jasne.

Dostałam jednego maila od uczestniczki konferencji, który mnie wzruszył. Dziewczyna dziękowała mi za to, że pokazałam na konferencji, jak należy reagować na porażki. Pokazałam, że coś mi się sypnęło, coś mi się zawaliło – bo te moje maile w czasie konferencji były dla mnie wręcz śmieszne – pisałam po raz kolejny uzupełnienie: to poszło nie tak, więc wysyłam poprawkę. Pisałam codziennie takiego maila do uczestników: nie gniewajcie się, ale to cały czas może nie wypalić. Taka moja lekcja z tej konferencji: jeśli jest coś co może nie zadziałać – to najprawdopodobniej nie zadziała. Prosiłam uczestników, żeby to zrozumieli. Oni to rozumieli i to było fantastyczne, bo nam się często wydaje, że ludzie są tacy, że jak tam coś nie wyjdzie – zrobimy live’a, internet padnie – to nas zaleje fala hejtu. Puścimy newsletter i będzie brakowało linka, to wszyscy nas będą nie lubić. Nie jest tak, ludzie akceptują bardzo wiele i rozumieją to. Codziennie pisałam – przepraszam znowu zrobiłam błąd tutaj, poprawiam. Dostawałam takie maile: bardzo ci dziękuję, że pokazałaś, że można zrobić coś źle, potem to poprawić i nie ma żadnego problemu. Chciałabym to przekazać jako moją lekcję, że nie zawsze trzeba robić wszystko idealnie. Można zepsuć, a potem naprawić. Na pewno wszystko ma swoje granice, ale w przypadku mojej konferencji było tak – tu pomyłka, tu błąd – naprawiamy, poprawiamy, dajemy coś w zamian. Zawsze można najpierw zrobić, a później myśleć i naprawić. Nam te potknięcia wybaczą i to jest najfajniejsze.

Powtarza nam się takie powiedzenie – done is better then perfect – zrobione jest lepsze od doskonałego.

Dokładnie.

Trzeba się napracować, również w biznesie online, bo bez pracy nie przychodzi nic wartościowego

Wiele osób, którzy działają w internecie o tym mówi. Rzeczywiście to nie jest wykute w skale, to nie jest wydrukowane w książce, która poszła do ludzi i nic się tam nie da zmienić. To jest internet i tutaj zawsze można coś poprawić, zmienić – prawie zawsze – można to zrobić stosunkowo łatwo i szybko.

Dasz plamę w internecie i wydaje ci się, że to koniec świata. Nie ma końca świata, ludzie którzy cię słuchają, odbierają, korzystają z tego, co robisz – zdecydowana większość ci wybaczy twoje potknięcia. Zauważyłam to w czasie konferencji – byli tacy, którzy byli oburzeni, bo chciałam im sprzedać bilet VIP, ale nie warto się nimi przejmować, bo robimy to dla tej części, która wybaczy nam te wszystkie potknięcia, która skorzysta z tego i którą zainspirujemy do zrobienia czegoś fajnego.

Zgadza się. Wielkie dzięki, pozytywne słowa na koniec i bardzo mądre. Powodzenia przy następnej konferencji, jeżeli tylko podejmiesz się jej zorganizowania, to jestem pewien, że będzie sukces.

Bardzo dziękuję za zaproszenie do podcastu i za udział w mojej konferencji. Zobaczymy – być może jeszcze się podejmę.

Trzymam kciuki

Dzięki.